Rodzina · 8 min czytania
siostra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Sobotni ranek. Dzień odpoczynku, nie ma szkoły...ale mojej rodzinie wcale to nie przeszkadza. Nawet nie jestem w stanie otworzyć oczu ale już słyszę ten piękny, melodyjny głos: - Justyna! Nie. Nie odpowiem. Nie tym razem. Niech na kogoś innego spadną te wszystkie przekleństwa: wynoszenie śmieci, obiad, czy jeszcze jakaś inna nowość. No nie. Nie daje za wygraną: - Justyna! Czy możesz tu zejść? Ee...mam coś dla ciebie...! Akurat. Nie dam się nabrać! - Ja śpię! - odpowiadam. Czy wspominałam już że jestem totalnym bezmózgowcem??? Teraz już wszystko stracone. Staczam się ze schodów powolutku i w końcu docieram do ostoi i twierdzy tego domowego ogniska – kuchni. - Widzę, że już nie śpisz, to dobrze. (spokojnie.. cierpliwość jest cnotą...) Wiesz, Asia źle się czuje... - Nie pójdę z nią do lekarza!!! Cisza. Chyba przesadziłam. Aśka to moja młodsza siostra. Jej ulubionym zajęciem zdaje się być przebycie w jak najkrótszym czasie jak największej liczby chorób. Co do rodziny to mam jeszcze starszego brata Michała i dzięki niemu rozwijają się we mnie feministyczne poglądy na świat. Rozwinę to – będę się starać jak najkrócej ale tak, żeby miało to w sobie jak najwięcej treści: JA ROBIĘ WSZYSTKO A ON NIC !!! W porządku, średnio raz na miesiąc pozmywa po sobie albo coś w zastępstwie. No a wszystko inne przeważnie spada na mnie. A najlepsze jest to, że rodzice a nawet mama albo tego nie dostrzegają, albo uważają, że tak jest w porządku. Wracając do rozmowy od której zależy, jak spędzę ten błogosławiony dzień - mama zbladła, ”zaraz wybuchnie” myślę; ale ona nic nie powiedziała tylko odwróciła się. Zrobiłam to samo co ona. Wychodząc po drodze wzięłam jabłko. Wróciłam do swojego pokoju. Na wszelki wypadek otworzyłam podręcznik do historii, żeby nikt nie miał do mnie pretensji, że nie chcę iść z biedną, chorą siostrą do lekarza. Co ja mówię!? Jeśli ktokolwiek będzie chciał to i tak znajdzie pretekst żeby mi coś wytknąć. Siedziałam chwilę na łóżku oczekując nadejścia wiadomości, że nikogo nie obchodzi co robię, nikogo nie obchodzi, że jest sobota... . Wkrótce usłyszałam kroki na schodach. Zagłębiłam się w lekturze. Drzwi pokoju uchyliły się i stanęła w nich mama. Nawet na nią nie spojrzałam. W dalszym ciągu zgłębiałam wiedzę na temat bitwy pod Grunwaldem gryząc co jakiś czas jabłko. - Wychodzę z Asią. Wrócimy po południu. Odkurz całe mieszkanie a jak Michał się obudzi to powiedz mu, że wyszłam. To się właśnie nazywa rodzicielska sprawiedliwość: ja zostałam brutalnie wyrwana ze snu, aby dowiedzieć się, że Asia jest chora, dostałam robotę na dzień dobry a mój braciszek nic. Śpi sobie dalej i pewnie jak się tylko obudzi to gdzieś sobie pójdzie. Nawet nie podniosłam wzroku znad książki. Kątem oka spostrzegłam jednak, że mama też na mnie nie patrzy. Pożegnała się a ja odburknęłam coś pod nosem. Gdy tylko usłyszałam trzask zamykanych drzwi wstałam z łóżka, ubrałam się i poszłam na spacer prosto przed siebie. Nie mam nawet psa, żeby mieć z kim spędzać miło czas na przechadzkach czy po prostu w domu. A dlaczego nie mam psa? Bo Asia jest uczulona na sierść. Nie do wiary jak wszystko się kręci wokół tej smarkuli! Nie wiem jak długo tak szłam, ale gdy wreszcie podniosłam wzrok spod brudnego chodnika dostrzegłam, że stoję przed szpitalem. Sama nie wiem czemu, ale weszłam do środka. Nigdy za często nie bywałam w szpitalach i nie mogłam się zorientować gdzie jest jaki oddział. Stanęłam sobie na korytarzu i wlepiłam niewidzący wzrok w sufit. Ocknęłam się po chwili i szybko wyszłam z tego budynku. Pomyślałam, że okropnie jest przebywać w takim miejscu nawet przez pięć minut... a niektórzy spędzają tak wiele lat i umierają tutaj. Boję się śmierci. W drodze powrotnej do domu słyszałam piski opon samochodowych, klaksony... doszłam do wniosku, że dzisiejsi kierowcy to wariaci i że chyba nie dożyję chwili, kiedy będę sama…