opowiadania-pl · 16 min czytania
Siwy włos
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siwy włos
Była późna jesień 1973 roku. Wiał silny północny wiatr. Padał śnieg z deszczem . Było zimno. Przyjemnie było siedzieć w ciepłym pomieszczeniu Stacji Pilotów w Świnoujściu i obserwować przez okno te wszystkie objawy złej pogody. Ale mnie spieszyło się do domu, do Szczecina. Wyprowadziłem jeden statek ze Szczecina na redę portu Świnoujście. Minąłem główki falochronu o 1430. Teraz była już godzina 1830 i żadnego statku na wejściu . Denerwowałem się. W Świnoujściu zaczęło się robić mglisto, jakby za mało było deszczu, wiatru, śniegu. Nadeszła gęsta mgła. Port zamknięto. Perspektywa dotarcia przeze mnie do Szczecina , była coraz mniej realna. Wreszcie około godziny 2000 zgłosił się na redzie niewielki stateczek o długości około 70 m pod szwedzką banderą. Zapytał o możliwości przejścia do portu w Szczecinie . Port Szczeciński czekał na ten statek , ale ta mgła.. - Panie Stasiu – zwróciłem się do dyspozytora pilotów. - Proszę go zapytać czy ma sprawny radar. Jeżeli wszystko ma w porządku to go wezmę. - Naturalnie pod warunkiem ,że sam wejdzie w główki falochronu. - Dobrze- powiedział dyspozytor- pogadam z nim. Dyspozytor wywołał statek na UKF i rozmawiał z kapitanem. Kapitan potwierdził , że radar ma bardzo dobry i w główki falochronu wejdzie samodzielnie. - No to sam pan słyszy panie Jacku – powiedział dyspozytor. - Dobra biorę go- zdecydowałem – niech wchodzi. Pożegnałem dyspozytora i wyszedłem z jego pokoju . Szybko przeszedłem szerokim korytarzem do pokoju pilotów. Ubrałem się wziąłem teczkę i wyszedłem na zewnątrz. Pilotówka , powiadomiona przez Stację Pilotów, czekała już na mnie z zapalonymi światłami pozycyjnymi i rozpoznawczymi. Widzialność była praktycznie żadna. Wskoczyłem na pokład pilotówki i wszedłem do nadbudówki. Odcumowaliśmy od nabrzeża. Szyper pilotówki sterował kierując się ledwo widocznymi światłami wschodniej strony toru wodnego, a przecież płynęliśmy bardzo blisko nabrzeża. Wewnątrz było duszno. Rozpiąłem kurtkę. - Że też chce mu się pchać do portu w taką pogodę i mgłę – zagaił szyper. - W tym przypadku ja również chciałem żeby ten statek wszedł. Chcę szybko wrócić do domu –odpowiedziałem. - Przecież i tak jest już późno. W domu będzie pan , w najlepszym przypadku, za 6 godzin. Tylko się pan umorduje - powiedział szyper. Nic nie odpowiedziałem . Miał rację. – Po co ja się tak spieszę ?!! – pomyślałem. Przerwaliśmy rozmowę. Wziąłem słuchawkę UKF-ki. Wywołałem statek. Kapitan poinformował mnie , że jest już 2 kable od wschodniej główki falochronu. Nie mieliśmy radaru. Po światłach nabrzeży orientowaliśmy się gdzie jesteśmy. Zbliżaliśmy się do trawersu latarni morskiej w Świnoujściu. - Musimy dobrze uważać żeby go nie przegapić – powiedziałem. - Myślę , że nie będzie tak źle – odpowiedział szyper. Wreszcie zobaczyliśmy statek. Wynurzał się z mgły bardzo powoli. Szyper energicznie pokręcił sterem w lewo. Musieliśmy obrócić się o 180 stopni i podejść do lewej burty statku.. Po chwili miękko dotknęliśmy burty statku w miejscu gdzie zwisał , ledwo oświetlony, sztormtrap. Wstałem . zapiąłem dokładnie kurtkę , naciągnąłem mocno na czoło czapkę. - No to powodzenia panowie . Rzuciłem przez ramię do szypra. Wyszedłem na pokład. Zimny , silny północny wiatr smagał mnie bezlitośnie po twarzy. Szybko wspiąłem się po mocno już zniszczonym sztormtrapie na pokład statku. Na pokładzie oczekiwał mnie czarny marynarz , ubrany we wszystko co miał. Musiało mu być szczególnie zimno. - Dzień dobry panie pilocie – przywitał mnie łamaną angielszczyzną. - Jak widzisz , wcale nie taki dobry – zażartowałem . Ruszył w kierunku nadbudówki statku oświetlając mi drogę latarką. Podążyłem za nim. Statek był stary. Wszędzie było widać rdzę spod której tylko gdzieniegdzie przebłyskiwały oznaki dawnej świetności tego małego statku do przewozu drobnicy . Dotarliśmy do wejścia do nadbudówki. Silne światło wnętrza oślepiło mnie na chwilę. Owiało mnie duszne , stęchłe powietrze. Do schodów prowadzących na mostek prowadził brudny korytarz. Wszedłem na mostek. Oślepiony światłem korytarza teraz nic nie widziałem w ciemnościach. - Dzień dobry kapitanie- przywitałem po angielsku jakąś postać . -Dzień dobry panie pilocie – odpowiedziała mi postać stojąca przy radarze. Powoli oswajałem się z panującym tu mrokiem , naznaczonym tylko małymi punkcikami słabych światełek różnych wskaźników. Po kilkunastu sekundach zacząłem rozpoznawać otoczenie w którym się znalazłem Na mostku były trzy osoby. Jedna z nich stała pochylona nad ekranem radaru. To był kapitan. Drugą osobą był marynarz stojący przy sterze. Skupiony wpatrywał się w repetytor żyrokompasu. Murzyn , który mnie przyprowadził, zaczął sprzątać mały stoliczek , zbierając brudne filiżanki po kawie . Podszedłem do okna. Spojrzałem w kierunku dziobu statku. Statek przesuwał się wolno środkiem toru wodnego. Widzialność jakby trochę się poprawiła. Widać było wyraźniej światła nabrzeży Świnoujścia. - Tak trzymać !- rozpocząłem swoją pracę. - Tak trzymać ! – odpowiedział mi jak echo sternik. Kapitan przestał obserwować ekran radaru. Wyprostował się ze słowami : - Panie pilocie , mamy uszkodzoną maszynę….- nie mogłem uwierzyć , że to słyszę. - Nie będziemy mogli iść szybciej niż pół naprzód…- - Poza tym na redzie ostatniego portu straciliśmy lewą kotwicę . Mamy więc tylko jedną prawą kotwicę- dodał. Zdenerwowałem się. - Przecież Stacja Pilotów pytała się ciebie czy masz wszystko w porządku?!!- powiedziałem zszokowany nieodpowiedzialnością kapitana.. - Nie przejmuj się pilocie. Jakoś sobie poradzimy- Odpowiedział kapitan z uśmiechem. Wytrącony z równowagi nie kontynuowałem już tej rozmowy. Zająłem się pilotowaniem . Mijaliśmy powoli nabrzeże Władysława IV . Mimo ,że byliśmy bardzo blisko nabrzeża , światła na brzegu były ledwo widoczne. Spojrzałem na ekran radaru . Nie było żadnego ruchu na kanale portowym. - Powoli w lewo – podałem komendę do sternika. - Powoli w lewo – odpowiedział sternik wykładając ster kilka stopni na lewą burtę. Widziałem jak na ekranie radaru kreska kursowa zaczęła powoli przesuwać się w lewo. Rozpocząłem powolny długi zwrot na tzw. Kosie w Świnoujściu. - Jakie mamy zanurzenie? – zapytałem. - 16 stóp – odpowiedział kapitan podchodząc do sternika. Wymienili między sobą parę zdań po szwedzku i ster przejął kapitan. Sternik wyciągnął z kieszeni starą, wełnianą kominiarkę , naciągnął ją na głowę i wyszedł ze sterówki . Razem z nim wyszedł z tacą marynarz , który mnie przyprowadził na mostek. Obserwowałem jak na ekranie radaru przesuwa się powoli nabrzeże półwyspu Kosa. Kreska kursowa zbyt szybko przesuwała się w lewo. - Statek za szybko kręci w lewo !!!- pomyślałem - Ster zero- wydałem komendę. -Jest ster zero !- odpowiedział głośno kapitan przy sterze. Statek powoli kierował się na stację bunkrową przy wejściu do Przekopu Mielińskiego. - Tak trzymać!- poleciłem.. -Tak trzymać! – usłyszałem odpowiedź. Na lewym trawersie zamajaczyły światła północnego cypla wyspy Mielin. Wchodziłem w Przekop Mieliński. - Powoli w lewo! – rozkazałem - Powoli w lewo!- odpowiedział kapitan. Obserwowałem na radarze, że statek nie zmienia kursu. Szybko zbliżaliśmy się do stacji bunkrowej. Przy stacji stał zacumowany statek. Spojrzałem zaniepokojony na wskaźnik położenia steru. Wskazówka stała jak zaklęta w położeniu „zero”!!! - Lewo na burtę!!!- krzyknąłem. - Lewo na burtę – odpowiedział kapitan , nerwowo kręcąc w lewo kołem sterowym. - Panie pilocie , chyba zaciął się ster !!!- - Cała wstecz!!!. Obie kotwice do wody! – krzyknąłem przestawiając sam gwałtownie rączkę telegrafu maszynowego w pozycję „ cała wstecz „ Kolizja wydawała się nieunikniona !!! Wydając te komendy uzmysłowiłem sobie, ze żadna z nich nie może być wykonana do końca! - Przecież on ma tylko połowę mocy i jedną kotwicę – przypomniałem sobie przerażony. Wiedziałem ,że już wszystko przepadło . Statek zbliżał się dziobem do nadbudówki radzieckiego tankowca , którego zamglona sylwetka stawała się coraz…