Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

Skaza i Almazard

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Skaza i Almazarda

Wchodzę do zaciemnionego i zadymionego pomieszczenia. Wewnątrz widzę dwie czerwone kanapy i szklany stół. Na jednej z kanap sadowi się oprych, który mnie tu wprowadził, na drugiej siedzi osoba, której szukam. To duch, choć aktualnie widzę go w postaci materialnej. Jest ubrany w staroświecki garnitur i kapelusz, pali jakieś śmierdzące cygaro. Co za pies. Zajmuje się z handlu narkotykami i innymi nielegalnymi interesami. Wkurza mnie, ale on z pewnością wie, gdzie mogę znaleźć Almazarda. - Ach, Skaza… słyszałem, że chcesz mnie odwiedzić. Usiądź proszę. - Postoję. - Jak wolisz. Cygaro? Drinka? - Nie. - Rozumiem. Interesy. Co cię konkretnie sprowadza? – Gangster poważnieje, ale drwiący uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Na razie. - Almazard. Słyszałeś takie imię? - Owszem. - Gdzie on jest? - A dlaczego go szukasz? - Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. Mów. - Chwila… coś za coś. - Nie mam na to czasu. Mów. - Bo co? Mam dość. Mam zły dzień, słabo się czuję… nie mam czasu na targowanie się z jakimś zafajdanym gangsterem. Sięgam do mocy magicznych i znikam w obłoku pary. Dosłownie skraplam się tuż za plecami ducha. Lufa mojego pistoletu momentalnie znajduje się przy jego skroni. Reaguje dość szybko, przybiera niematerialną postać i zatapia się w kanapie. Upuszczone cygaro wypala sporą dziurę w tapicerce kanapy. Duch pojawia się gdzieś przy drzwiach, a jego ochroniarz zrywa się z kanapy, wyciąga z kieszeni tradycyjny pistolet kalibru 9mm i nieruchomieje pod wpływem mojej broni wycelowanej w niego. - No ładnie… - Mówi główny gangster. - Skaza, wiesz, że nie możesz mnie ot tak zabić. Jestem duchem? - Doprawdy? Ty. – Zwracam się do ochroniarza. – Też jesteś duchem? - Ta… - Jego głos jest suchy i twardy. Doskonale pasuje do zakazanej mordy. - Zabiłeś kiedyś jakieś istoty? - Tak. - Zdematerializuj się proszę. – Zabijaka przyjmuje przezroczystą formę. Urody to mu to nie dodało. - Widzisz rękę, którą trzymam broń? To świetnie. Nazywa się Sprawiedliwość. Strzelam. Specjalna amunicja sprawia, że gdy pocisk sięga celu, duch jakby rozpływa się w powietrzu, by już nie wrócić do tego świata. - Świat będzie bez ciebie lepszy. Miłych snów. No… nadal uważasz, że nie mogę cię zabić? Gangsterowi najwyraźniej odebrało głos. Zdaję się, że nie wiedział kim jestem, a tylko udawał, że wie z kim ma doczynienia. - Gdzie ukrywa się Almazard? - Kanały, od Placu Targowego odchodzi ulica zwana Trzydolarowym Banknotem. Mieszkanie numer 050393, rodzina mongolskich włochatych duchów. - Przepraszam… rodzina czego? - Mongol… - Nieważne. Dobranoc. Strzelam także do tego osobnika. Tak, tak, potępcie mnie. Mam to gdzieś. Zasłużył sobie.

Szybko przechodzę przez zatłoczony Plac Targowy, pełen straganów, neonów i dziwnych postaci, po czym wchodzę do Banknotu. To wąska ulica. Ulica. Ta… Właściwie to

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Skaza i Almazard — czytnik · opowiadania