Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Skaza i Bogowie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przekraczam drzwi, do których to pokonałem tak długą drogę. Drogę wypełnioną dziwacznymi przeciwnikami i gimnastykowaniem umysłu. Gdybym się teraz obejrzał, ujrzałbym niesamowicie długi korytarz, oświetlony pochodniami rozstawionymi co kilkanaście metrów. Ale się nie oglądam. Bo po co? Skoro wiem co tam ujrzę? Wielgachne, dębowe wrota otwierają się ze zgrzytem, który to chyba ma za zadanie wdarcie się do moich trzewi. Prawie mu się udaje. Jestem już zmęczony wszystkim co musiałem przejść, by się tu znaleźć. Jestem tak zmęczony, że nie dziwi mnie to co widzę za drzwiami. A nie widzę nic. No, prawie nic. Widzę wąski pomost, zakończony okrągłą platformą, zbudowany z…. z cholera wie czego. W każdym razie jest brązowy z niebieskimi liniami, z których wydobywa się dziwne światło. Na platformie linie układają się w jakiś magiczny znak. Reszta jest ciemnością. Wkraczam na platformę i czuję się dobrze. Miecz przestaje ciążyć. Pistolet jakby gdzieś zniknął. Torba nie obija się o nogę. Ubranie zdaje się być świeże i czyste. Głowa jest lekka. Ale jednocześnie czuję się zagrożony i bezbronny. Jestem na łasce bogów. To ironiczne. W końcu sam jestem kimś w rodzaju boga. Ale jestem inny niż ci bogowie. Zupełnie inny. Zresztą to bez znaczenia. Jestem zbyt zmęczony, na rozprawianie o istocie bogów i mojej. Cichym szeptem powtarzam sobie:

W czasach świetności, Stojąc na twarzy, Starożytności, Skaza sobie marzy. Odzywają się głosy, Spisują donosy, Za Skazy grzechy, On szuka pociechy.

Po chwili przerywają mi głosy. Poważne, głośne, ale jednocześnie przytłumione, jakby należały do osób dopiero co wybudzonych ze snu. - Proszę, proszę… kogo my tu mamy? – Z ciemności pyta mnie zachrypnięty starzec. - Widzę, że odwiedził nas diabeł we własnej osobie. – Sarkastycznie stwierdza rozgorączkowany młodzieniec, któremu wydaje się, że sam jest diabłem. - Witaj, Skaza. – Moich uszu dochodzi głos młodej kobiety. Trzy głosy zlewają się i mówią już jako jedność. Reszta bogów milczy. - Czego chcesz? - Przyszedłem pogadać o… przyszedłem zapytać, czy czegoś wam nie trzeba? - Czyli negocjować? Mhm… jesteśmy bogami. Czego moglibyśmy potrzebować? - Zawsze lubiliście zabawić się moją osobą. Poza tym, wszyscy doskonale wiedzą, że macie swoje cele. Mogę wam pomóc. - Taaaak… rzeczywiście, jest kilka spraw. - Słucham. - Zabijesz Alchemika. - Alchemika? Dlaczego? - Skaza… czy my cię pytamy, po co ci rzeczy, których od nas żądasz? - Racja, przepraszam. - Zgadzasz się? - Co dostanę w zamian? - A czego chcesz? Pieniędzy? Broni? Innych dóbr? - Sram na wasze pieniądze. Chcę… wiem czego chcę. Ja zabiję kogoś dla was, a wy dla mnie. To dziwne, ale wasz ktosiek jest w moim świecie, w moim zasięgu…a mój jest już częściowo w waszym świecie. - Dobra. Wiemy o kogo chodzi. A co on ci zrobił? - Mieliśmy nie zadawać takich pytań. Nic mi nie zrobił. - Dobra. Pierwszą sprawę mamy ustaloną. Druga… złapiesz pewnego ducha. - Zapoluję sobie… wspaniale. To przyjemność. O kogo chodzi? - Almazard. - Tylko imię? - Tak będzie ciekawiej. Poradzisz sobie. - Pewnie, że sobie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Skaza i Bogowie — czytnik · opowiadania