Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 9 min czytania

Skaza i Róże

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nazywam się Adriet Gresit. Zacznijmy od tego, że wraz z Pelen i Toruviel zostałyśmy wepchnięte do tego miejsca. To wszystko było wyraźnie zaplanowane. Najpierw znalazłyśmy trzy identyczne, idealnie czarne sukienki, a gdy je założyłyśmy, zostałyśmy porwane przez trzech Ścigaczy. Oczywiście nie raczyli się odezwać, a co dopiero odpowiadać na nasze pytania. Grożenie im siłą też nie zrobiło na nich jakiegoś większego wrażenia. W końcu dotarliśmy na miejsce. Nim zdążyłyśmy się zastanowić gdzie to jesteśmy, stałyśmy w eleganckim holu, z piaskowo – brązową glazurą w kratkę na podłodze i ścianami obitymi czerwoną tapetą. Po prawej znajdowała się szatnia, w której za drobną opłatą zostawiłyśmy płaszcze, po czym przez złocone, dwuskrzydłowe drzwi weszłyśmy do Sali głównej, która okazała się niczym innym jak jakąś wykwintną restauracją. Wewnątrz także królował kolor czerwony. Stało tam kilkadziesiąt stolików, w większości zajętych. Kilka znajdowało się także na podwyższeniu idącym wzdłuż lewej ściany. Te były oddzielone od siebie ściankami, niczym jakieś elitarne miejsca. Po przeciwległej od wejścia stronie, znajdowała się scena, na której stało sześciu muzyków. Ich muzyka umilała pobyt tutaj, a jednocześnie nie była na tyle głośna, by przeszkadzać. Musiałybyśmy być totalnie ślepe, żeby nie zobaczyć Skazy siedzącego przy jednym ze stolików znajdujących się na podwyższeniu pod ścianą. Był ubrany w ciemną koszulę z długimi rękawami i czarne spodnie. Wyróżniał się. Bardzo. Ludzie siedzieli w spokojnych, eleganckich pozach, a on machał radośnie nogami i bawił się nożem. Ech… Ruszyłyśmy w jego kierunku, wciąż zastanawiając się o co tu do diabła chodzi.

Nazywam się Pelen ath Heivein. Przywitałyśmy się z nim, po czym Adriet usiadła naprzeciwko Skazy. Ja po jego lewej ręce, a Toruviel po lewej. Stolik był na tyle mały, że można było spokojnie dosięgnąć dłoni osoby siedzącej naprzeciwko, ale jednocześnie na tyle duży, że każdy miał wystarczająco dużo miejsca. Na środku stał cienki wazon, a nim znajdowały się trzy czerwone róże. Nim zdążyłyśmy zadać jakiekolwiek pytanie, nad nami stanął kelner. Młody chłopak, z krótkimi czarnymi włosami, ubrany w czarne spodnie od garnituru, eleganckie buty, białą koszulę i ciemną kamizelkę. Mam wrażenie, że już go kiedyś widziałam. Spytał, czy może przyjąć zamówienie. Dopiero wtedy spojrzałam na oczy Skazy. Wszystko było jasne. No dobra, może nie jasne, ale lekko rozjaśnione. Pewnie wiecie, że cała jego egzystencja, opiera się na dzień dzisiejszy na dwóch uczuciach. Gniewie i smutku. Jasne, czasem pojawiają się i inne, ale nie są one dominujące. Kiedy górę bierze to pierwsze, jest tym bezlitosnym zabójcą, władcą, który ma tysiące istnień na sumieniu i tak dalej… natomiast gdy zwycięża smutek, staje się tym biednym dzieckiem, które siedzi teraz z nami w restauracji. Oczywiście tylko nieliczni widują go w tym stanie, jednak my doświadczamy tego dość często. To przed nami tak się otwiera. - Podobno mają tu świetne naleśniki z owocami. – Mówi Skaza i patrzy na nas pytająco. Wszystkie się zgadzamy. Jak dla mnie, to może być wszystko, byle nie spaghetti, bo to nie skończyłoby się dobrze. Skaza zamawia cztery porcje i butelkę najlepszego wina jakie mają.

Kelner odchodzi a my już zabieramy się do spytania się z jakiej to okazji zabrał nas tutaj. Żeby nie było, to miłe, ale zdecydowanie nie w jego stylu. To dość dziwne. Wtedy kelner przynosi dania. Oczywiście. Zrobili je już wcześniej. Skaza wiedział, że przystaniemy na naleśniki i wszystko to ukartował. Niech będzie i tak, przecież prędzej czy później musi nam powiedzieć o co chodzi.

Faktycznie dobre te naleśniki. Wino też. Lody, które już bez pytania dostaliśmy na deser także. Wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać od zaznaczenia, że gdy dostaliśmy te naleśniki, dostaliśmy też dwa widelce i dziwny nóż. Sprawiło mi to niemałą satysfakcję, bo tego Skaza nie przewidział, a najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia jak używać tych sztućców. Ja wiedziałam. Toruviel i Adriet również i je także rozbawiła ta sytuacja.

W końcu kelner oddalił się na dobre, zostawiając nas z butelką wina. W końcu mieliśmy okazję spokojnie porozmawiać. - Skaza? – Zaczęłam. - Tak? - Powiesz nam teraz, po co nas tu ściągnąłeś? - A to już nie mogę was gdzieś zabrać? - No… możesz, ale to takie trochę nie w twoim stylu. Poza tym zamiast normalnie z nami tu przyjść, to ściągasz nas tu, tak jakby to była jakaś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Skaza i Róże — czytnik · opowiadania