Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 19 min czytania

Skazana

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Elena i Karol byli zgodnym małżeństwem od dziewięciu lat. Nie mieli dzieci. Dlaczego? Nigdy się nad tym nie zastanawiali, uznali, że tak widocznie musi być i w zasadzie nie przeszkadzało im to. Niejednokrotnie rozmawiali o adopcji, ale nie mieli przekonania i nigdy nie zdecydowali się na nią. Pewne jest, że dobrze im było ze sobą, zawsze dużo rozmawiali i świetnie się rozumieli. Rzadko się kłócili, a jeżeli już im się to zdarzyło, to nigdy poważnie. Ponieważ mieli dużo czasu wolnego, a przy tym całkiem niezłe zarobki – Karol zajmował kierownicze stanowisko w dużej, dobrze prosperującej firmie, Elena była projektantką mody, często wyjeżdżali w dalekie podróże. Jednak pewnego dnia Elena zachorowała – zaczęło się od zawrotów głowy i zasłabnięć. Później pojawiły się bóle głowy, omdlenia, zaniki pamięci i nagłe zmiany nastroju. Elena zaczęła niknąć w oczach – tych objawów nie można już było ignorować i tłumaczyć przemęczeniem. Nie pomógł też wyjazd nad morze, stan Eleny nawet się po nim pogorszył. Tuż po przyjeździe Karol udał się z żoną do lekarza. Już po wstępnym badaniu lekarz zdecydował się zatrzymać ją w szpitalu. Jeszcze nie mówił nic Karolowi i kazał mu czekać na wyniki badań, było jednak niemal oczywiste, że nie będą one dobre. Karol: Nie podejrzewałem, że może to być coś tak poważnego. Wiedziałem, że Elena jest chora, ale to, co powiedział mi lekarz zabrzmiało jak wyrok: „Tylko proszę nie wpadać w panikę, a przede wszystkim proszę nie okazywać niczego żonie, ona potrzebuje teraz przede wszystkim spokoju. Nie będę pana jednakże okłamywał w tym stadium szanse wyleczenia są równe zero. Jeżeli takie jest pańskie życzenie, to możemy wypisać żonę do domu.” Nie chciałem żeby wypisali ją do domu – chciałem żeby ją ratowali, nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Elena: Lekarz nic mi nie mówił, ale jego gesty, jego wzrok, to obchodzenie się ze mną jak z jajkiem – mówiły wszystko. Karol był dla mnie niezwykle miły, ale też zarazem nieco sztuczny. W pewnej chwili zapytał mnie: „Czy chciałabyś wrócić do domu?” Odpowiedziałam: „Ależ oczywiście i zapewne jak mój stan zdrowia nieco się poprawi lekarz wypisze mnie stąd.” Wtedy jeszcze wierzyłam, a przynajmniej bardzo chciałam wierzyć w to, że wyzdrowieję. Karol odwrócił wzrok i dopiero po chwili odpowiedział: „Dobrze, będzie jak zechcesz kochanie.” Przeniosłam się wtedy myślami do czasu przed dwoma laty, byliśmy nad jeziorem… To był nasz piąty lub szósty dzień pobytu, siedzieliśmy na brzegu, rozmawialiśmy i patrzyliśmy na okolicę. Jezioro było porośnięte trzciną wśród której gniazdowały liczne ptaki. Był ciepły letni wieczór, nad brzegiem przelatywały dwie kaczki. Leciały równym miarowym tempem i nagle, w chwili, gdy przelatywały tuż obok nas jedna z nich zachwiała się i runęła w dół. Trafiła ją bezszelestna kula niewidzialnego myśliwego, druga kaczka na chwilę straciła tempo, zatoczyła koło, a następnie poleciała dalej. „Co byś zrobił gdybym umarła?” zapytałam Karola. „Nie mów takich rzeczy, przecież jestem od ciebie starszy i to oczywiste, że mnie przeżyjesz.” – po czym uśmiechnął się do mnie. „Gdybym umarła, chciałabym żebyś ponownie się ożenił i poleciał dalej jak ta kaczka.” Nina: Oczywiście lekarz powiedział mi jaki był jej stan. Starałam się jak mogłam żeby jej było dobrze, by nic jej nie brakowało, żeby nie cierpiała. Było mi jej tak bardzo żal, tak bardzo żal. Szkoda mi było też jej męża – Karola. Widać było, że ją bardzo kocha, a jednocześnie nie mógł jej w żaden sposób pomóc. Elena: Mijały dni, tygodnie, a ja nie czułam się wcale lepiej. Czasami zupełnie traciłam kontakt z rzeczywistością. Nie wiem czy to z powodu lekarstw, czy może był to skutek choroby. Prawie zupełnie nie wstawałam z łóżka, oglądałam telewizję, wspominałam. Karol: Z Eleną było coraz gorzej, po prostu nikła w oczach. Lekarz stwierdził, że „powinniśmy się cieszyć z każdego kolejnego dnia, a to, że jest w pełni świadoma to prawdziwy cud”. Dokładnie tak się wyraził „prawdziwy cud”. Nina: Elena wyglądała coraz gorzej, miała mocno podkrążone oczy, wychudłą, zapadniętą twarz, trzęsły jej się ręce. Starałam się jednak by przy niej nie płakać. Pewnego dnia powiedziała: „Te lekarstwa, które mi podajecie, one w ogóle mi nie pomagają.” Nie wytrzymałam wtedy i wybiegłam z pokoju, dobrze wiedziałam, że one nie miały pomóc – to były środki przeciwbólowe.. Za dwie minuty wróciłam do pokoju i wytłumaczyłam jej, że musiałam pójść i wymienić innemu pacjentowi kroplówkę. Elena: Nina była młodą, uprzejmą i delikatną osobą. Była też bardzo wrażliwa. Myślę, że czasami popłakiwała z powodu swoich pacjentów, ale nigdy nie robiła tego przy mnie. Ja czułam się tak staro i było mi niezwykle przykro, dlatego że musi tak być, że moje życie dobiega końca. Było mi żal także Karola, wiedziałam, że on cierpi podwójnie. Nie mogłam patrzeć jak Karol męczy się widząc mnie w tym stanie. Poza tym nie czułam się w ogóle lepiej, gdy wszyscy się nade mną litowali i użalali. Nawet jeżeli starali się tego nie okazywać, ale raczej trudno to było ukryć. Karol: Z początki nawet jej nie zauważałem, było mi wszystko jedno czy Eleną zajmuje się smukła siedemnastolatka czy czterdziestoparoletni pielęgniarz ze spłaszczonym nosem, byle się nią dobrze opiekował. To Elena pierwsza zwróciła na nią moją uwagę. Nina: Miałam wtedy narzeczonego, miał na imię Piotr. W sumie to układało nam się całkiem dobrze. Jednak żadne z nas nie chciało się jeszcze do końca angażować, dlatego zwlekaliśmy z decyzją o ślubie. Karol: Przeglądałem ulubione książki Eleny. Wielokrotnie wspominała, że powinna zacząć czytać, a nie tylko patrzeć w telewizor, lecz lekarz jej nie pozwalał. „Czy to naprawdę jej zaszkodzi?” – myślałem. Zabrałem z półki jedną z jej ulubionych książek, to była książka, do której Elena często wracała taka, która zawsze potrafiła ją pocieszyć. Nina: Zapytałam Karola czy ma zamiar siedzieć przy Elenie i czytać sobie. „Nie to dla mojej żony.” – odparł - „chociaż lekarz w zasadzie zabronił jej czytać, ale ona bardzo by chciała…” Jeżeli nie ma pan nic przeciwko, to ja bardzo chętnie jej poczytam.” – odparłam. „Naprawdę? To by było bardzo miłe.” – odpowiedział. Później przeczytałam jej jeszcze kilka innych książek. Elena czasem coś mi opowiadała, czasami zaś sama pogrążała się w marzeniach i uśmiechała się do nich. Elena: Nina była naprawdę bardzo miłą dziewczyną, gdybym mogła mieć córkę, chciałabym żeby była taka jak ona. Chociaż różnica wieku między nami nie była wcale tak duża. Karol: Nie potrafiłem się z tym pogodzić, to było tak bardzo nie w porządku. W pracy byłem ciągle zdekoncentrowany, w domu nie umiałem sobie znaleźć miejsca. Najgorsze było to, że nie potrafiłem zupełnie sam sobie zająć czasu – zawsze robiliśmy wszystko razem z Eleną. Nie mogłem też ciągle siedzieć w szpitalu – to było już prawie trzy miesiące. Elena: To ja zaproponowałam mu żeby zabrał Ninę na kawę. Jej coś nie układało się z narzeczonym, Karol zaś był taki smutny. Nie widziałam w tym nic złego – ja i tak czułam się jak skazana na śmierć, oczekująca w celi śmierci, kiedy zostanę wyczytana. Pogodziłam się ze swym losem i nawet chciałam, żeby to już się skończyło. Dlaczego chociaż on nie miałby być szczęśliwy. Karol: Pomysł Eleny wydał mi się dziwny, nieco wręcz absurdalny, ale zgodziłem się. Byłem jednak przekonany, że Nina odmówi, myliłem się. Nina: Często rozmawialiśmy z Eleną. Opowiadała mi o swoim życiu. Opowiadała mi w taki sposób jakby było ono tylko przeszłością. Patrząc na nią robiło mi się bardzo przykro, że tak młoda osoba mówi o sobie w ten sposób. Pewnego razu opowiedziała mi jak będąc w Afryce obserwowali z daleka zebry „Pasły się one spokojnie na przesuszonym już nieco stepie, ponieważ od dłuższego czasu nie padało. W stadzie było kilka niedorosłych osobników i parę starszych przechadzających się jakby dostojniej, a w rzeczywistości nie będących już tak sprawnymi jak pozostałe. Wszystko wyglądało spokojnie i sielsko dopóki nie pojawiła się grupa trzech lwów. Najpierw zerwały się jak zwykle ptaki, które chociaż same nie miały podstaw by czuć się zagrożone – zawsze krzyczą pierwsze w takich przypadkach. Lwy otoczyły wcześniej grupę z trzech stron i były na tyle blisko, że mogły się czuć niemal pewne zdobyczy. Gdy rozpoczęła się ucieczka wydawało się, że wszystko potoczy się zgodnie z prawami natury – zginie jedno z najstarszych lub najmłodszych zwierząt, gdyż to one zostały w tyle. Lecz w pewnym momencie jedna z zebr biegnących w grupie zawahała się i potknęła. Trwało to nie dłużej niż dwie-trzy sekundy, jednak przynajmniej o sekundę za długo. Dla lwów tego czasu było jednak aż nadto. Czuję się teraz jak ta zebra Nino. Gdyby nie to głupie potknięcie miałaby przed sobą jeszcze wiele życia, ale lwy są nieubłagane – one przecież też chcą żyć.” Karol: Na początku były to po prosto towarzyskie spotkania – rozmawialiśmy o Elenie, o życiu, o wszystkim. Z czasem zauważyłem, że jest naprawdę dużo rzeczy o których potrafimy ze sobą rozmawiać, że coraz lepiej się rozumiemy. Coraz częściej miałem ochotę spotykać się z Niną i podświadomie wiedziałem, że te nasze spotkania przeradzają się pomału w coś poważniejszego, ale nie przejmowałem się tym wtedy. Nina: Gdy Elena mi to zaproponowała nie zastanawiałam się dlaczego to robi. Na początku było mi przede wszystkim żal Karola i Eleny. Myślałam o tym, jakie to musi być straszne tracić ukochaną osobę. Dużo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Skazana — czytnik · opowiadania