Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Sklep. Prolog.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Powietrze w pokoju było ciężkie i mdłe, przepełnione dymem papierosowym i zapachem alkoholu, którego było już więcej niż tlenu. Ciężko mu było wstać. Kac, którego potęgę można by określać jako niezmierzoną, powoli go dobijał i jednocześnie przybijał do cuchnącego, brudnego łóżka. Nawet już samo otworzenie oczu było dla niego nie lada wyzwaniem, przyprawiającym go o mdły ból. Życie. Czym ono tak właściwie jest i czy prowadzi ono tylko do tego, by spełnić się choć raz i umrzeć ? Czemu nie mogę sobie z nim poradzić, skoro wydaje się takie proste ? Paul, zadaje sobie to pytanie każdego dnia, po czym znów bierze pieniądze z renty, idzie do monopolowego i kupuje najtańszą wódkę jaka jest. Zapomnieć. Kim był, kim jest, dlaczego tutaj się znalazł. Sam sobie rzuca te pytania, na które nie ma pojęcia jak odpowiedzieć, acz pragnie jednocześnie nie wiedzieć po co w ogóle je sobie zadaje. Nonsens. Pieprzony, gówno warty nonsens. Patrzy na zegarek. 12:38. Boże. Kolejny dzień, z którym będę musiał walczyć. Tylko po co, skoro i tak wiem, że przegram ? Nie zawsze był taki. Paul był bardzo spokojnym, szczęśliwym chłopakiem, cieszącym się z byle drobiazgu, jaki otrzymał, zobaczył, doświadczył. Twierdził nawet, że istnieją marzenia i że warto do nich dążyć. Pamięta swoje słowa. Teraz jest z nich zły. Nienawidzi swojego dawnego ja, bo przypomina mu te dni, kiedy był tak bardzo naiwny i nie znający rzeczywistości, która go otacza. Jak na swoje 23 lata wygląda bardzo staro. Gęsta broda, której nie golił od paru miesięcy, długie, przetłuszczone włosy i puste, zmęczone oczy dodawały mu lat. I czuł się tak samo jak wyglądał. Obalały, wiecznie zmęczony, w ustach wieczna pustynia po alkoholowych, samotnych libacjach. Lubi pić. Fazować jak sam nazywa. Na chwile daje mu poczucie zapomnienia i tolerancji do swojej osoby. W stanie mocnego upojenia, lubi sam ze sobą przebywać. Czasem mówi sam do siebie, kłóci ze swoim odbiciem w lustrze, czy nawet bije z osobami, których nie ma, a bardzo żałuje, że są jedynie jego omamami, koszmarami na żywo, prosto z jego pokoju. Tak bardzo się nienawidzi. Odkrywa się lekko i powoli, bardzo dla niego bolesnymi ruchami, siada na łóżku i powoli przeciera oczy. Rozgląda się po pokoju w celu odnalezienia, czegokolwiek do dopicia. Oprócz starych pudełek po pizzy, wszędzie walających się butelek po wódce marki "trzaskacz", oraz niezmierzonego chaosu, nie odnalazł nic godnego uwagi. Wstał. Mocno chwycił się za głowę, mocno zaciskając na skroniach...miał wrażenie jakby za chwilę miał wybuchnąć. Podszedł lekkim, zdziadziałym krokiem do okna i szybkim ruchem odsłonił okno. To był błąd. Promienie światła słonecznego zadziałały na niego tysiące małych igiełek, który w jednej sekundzie przebiły jego gałki oczne i dostały się do mózgu. Zaklął naprawdę głośno i ruchem jeszcze szybszym, zakrył okno z powrotem. Dał parę kroków do tyłu i wdeptując w nie dojedzony kawałek pizzy, wywrócił się na stolik, łamiąc mu nóżki i zrzucając wszystko na podłogę. Klął przez dobre 10 minut, nim pozbierał się z podłogi, kląc wszystko, począwszy od słońca, Boga, Budde, lampkę nocną, skończywszy na rządzie i kosmitów. W kuchni też nie było zbyt kolorowo. Żadna rzecz, nie była na swoim miejscu. Nie wspominając o

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%