Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Sklep z kapeluszami rozdział 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 2

Czas płynął leniwie, a przygotowania do tajemniczej misji trwały już kolejną godzinę. Dice siedział na kanapie w zakurzonym pokoju patrząc jak dwie kobiety kręcą się po mieszkaniu zbierając różne, dla niego w większości zbędne przedmioty. Na stole stał talerzyk z ciasteczkami w kształcie kolorów występujących w kartach. Sięgnął po kolejne z nich, tym razem padło na trefla ozdobionego posypką cukrową. W czasie całej krzątaniny była tylko jedna przerwa na herbatę w trakcie której obie kobiety zaszczyciły go swoim towarzystwem, jednak nawet wtedy bardzo pokrętnie odpowiadały na jego pytania, lub zwyczajnie nie odpowiadały. Astra wyjaśniła mu jedynie, że muszą zdobyć materiały i w związku z tym powinni się udać w kilka miejsc. Pytał ją o inne szczegóły, ale kapelusznik zbywała go jedynie machnięciami dłoni i w końcu przestał pytać. Ostatecznie nie miał pojęcia na czym owa wyprawa ma polegać. Kiedy w końcu się ściemniło, a pokój rozjaśnił blask pochodzący od stojących na nogach świec, coś w końcu ruszyło się w interesującej Dice’a materii. Chess, jak stwierdził, leżała wyciągnięta wygodnie na miejscu nad kominkiem, jakie było jej ulubionym miejscem odpoczynku. Ogon kotki poruszał się chaotycznym, ale płynnym ruchem. Ziewnęła przeciągle, przeciągając się ponownie. Spojrzała na mężczyznę i widząc, że jej się przygląda posłała mu biały uśmiech przerażająco ostrych kłów. Dice pośpiesznie odwrócił wzrok. Kotka intrygowała go. Była bardzo atrakcyjną kobietą, ale zbyt często zapominał o tym, że nie jest ona człowiekiem i może być poważnym zagrożeniem. Zresztą już pokazała co potrafi, a on nie chciał, by na nim zademonstrowała swe kolejne talenty. Astral również pojawiła się po chwili w pokoju. Miała na sobie ten sam strój co wcześniej, jednak kapelusz na jej głowie się zmienił. Obecny był znacznie większy, przewiązany wstążką barwi krwi do jakiej przyczepiony był kieszonkowy zegarek oraz okrągłe okulary. Po przeciwnej stronie ozdobnej wstęgi był przypięty duży, czarny znak pik. - Możemy ruszać. – głos ciemnowłosego kapelusznika przeciął panującą ciszę. Chess zamruczała głośno zeskakując ze swojego legowiska. Przeszła przez pokój zamiatając ogonem podłogę z której kurz wzbił się w powietrze. Dice też wstał i popatrzył po kobietach pytająco. - Co tak długo szykowałyście? – zmarszczył brwi. Żadna z nich wszak nie miała ze sobą nic nowego. Astral jedynie przez ramie przewiesiła niewielką torbę związaną u wejścia. Nie ciągnął tematu, bo kobiety spiorunowały go spojrzeniami. Chess podeszła do jednej ze ścian. Dice jakoś wcześniej nie zwrócił na nią uwagi w panującym pół mroku. Była ona ozdobiona arrasem przedstawiającym bliżej nie określone drzewo, albo krzak lub coś co było, a raczej mogło być rośliną. Kotka jednym pociągnięciem zerwała materiał który falując opadł na podłogę. Oczom całej trójki ukazały się portal drzwiowy, cały zamurowany. Chess wystawiła pazury i przeciągnęła nimi po zamurowanym wnętrzu przejścia. W ścianie powstały podłużne rusy. Kiedy kotka powtórzyła czynność w poziomie cegły zniknęły, a wnętrze portalu wypełniało białe mieniące się i połyskujące światło. Dice patrzył oniemiały. Właśnie na jego oczach został otwarty portal, jednak gdzie prowadził? Zobaczył znikający w blasku ogon Chess, a potem został pchnięty w światłość…

Jedyną rzeczą jaką mężczyzna pamiętał był palący oczy blask. Kiedy jego wzrok doszedł do siebie rozejrzał się w koło. Nie znajdowali się już w mieszkaniu. - Gdzie my jesteśmy? – zapytał wstając. Widział przed sobą Astrę i Chess, która wyglądała na nie zdrowo podekscytowaną. Kiedy wyjrzał przez ramię kapelusznika zobaczył jedynie wszędobylną zieleń drzew i krzewów wyglądających zupełnie normalnie. - Jesteśmy w lesie. Masz problemy ze wzrokiem człowieczku? – Chess odezwała się jako pierwsza. Dice spojrzał na nią oburzony. – Widzę, że jesteśmy w lesie! – fuknął. - Cicho. – Astral skarciła sprzeczających się. – Musimy dotrzeć do miasta. – dodała odwracając wzrok od towarzyszy. - Hrrrrrr, pierwszy przystanek? – dopytywała kotka, kołysząc ogonem. Bardzo szybko znalazła się przy ciemnowłosej. - Jeszcze nie wiem, trzeba zobaczyć co się zmieniło i gdzie tak właściwie jesteśmy. – kapelusznik poprawił swój główny atrybut, który lekko się przekrzywił w trakcie podróży. - Gdzie jesteśmy? – Dice nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. – Czyli nie zmierzamy w konkretne miejsce tylko podróżujemy na ślepo? Super. – jęknął kręcąc głową z dezaprobatą. Kiedy tylko zamilkł został powalony na ziemię przez Chess jakiej nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%