Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Sklep z kapeluszami rozdział 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chess patrzyła chwilę w ciemność, a następnie zreflektowała się i wzięła od kapelusznika papier. Widniał na nim zegar z łańcuszkiem, oraz kapelusz. Nie było w obrazku nic nadzwyczajnego poza jedną rzeczą. Wskazówki na tarczy zegara poruszały się we właściwym sobie tempie. - To pułapka. – stwierdziła kotka, co była dla obojga całkowicie oczywiste. - Nie można go tak zostawić szaleńcowi. Jeszcze będzie nam potrzebny. – odparła Astra zerkając na norkę, która zniknęła. – Pójdziemy jednak i wejdziemy głównym wejściem, skoro nas oczekują…

***

Dice po niezwykle twardym lądowaniu potrzebował chwili, by się otrząsnąć z nieoczekiwanych okoliczności jakie się pojawiły. Rozejrzał się po pomieszczeniu, które z pewnością znajdowało się pod ziemią. Ściany jak i całe sklepienie było zbitką gród ziemi oraz wszelakich kamieni – drogocennych oraz pewnych przedmiotów innej natury znajdujących swe miejsce głęboko pod powierzchnią. Gdzieniegdzie wystawały nawet korzenie drzew wijące się w nieokiełznane wzory ostatecznie nadające pomieszczeniu pewnej dozy niedorzeczności. - Człowiek! Człowiek! Jak ja was dawno nie widziałem. Myślałem, że wyginęliście. – zabrzmiał głos, który jak się okazało po zlokalizowaniu jego źródła należał do mężczyzny, a raczej zająca – na co wskazywały sterczące brudno szare uszy. Miał on na sobie fartuch, który dawniej uchodził za biały, jednak obecnie duża ilość kolorowych plam zmieniła jego prezencję. - Gdzie jesteśmy? Coś ty za jeden? – Dice stanął na równych nogach. - Ja? Jestem szalony! – odparł zwierzak, na co mężczyzna parsknął coś pod nosem. - Wiem, kto jeszcze jest szalony – pomyślał na wspomnienie swoich nowych znajomych. – A poza tym? – zapytał w końcu na głos. - Hare, a ty jesteś kapelusznikiem. Wiem, wiem. Minęło trochę czasu. – ciągnął szary. Dice miał konsternację wypisaną na twarzy. – Nie jestem kapelusznikiem. - Właśnie, bo ja nim jestem. – Zabrzmiał znajomy kobiecy głos. Dice odetchnął z ulgą. - Astral? Jest was dwójka?! – zając skoczył w stronę kapelusznika, jednak szybko się wycofał widząc postać stojącą obok jego celu. - Kkkkk… kotek. – syknął obrażonym tonem. - Kot jak już, ty psychiczny futrzasty… - zaczęła Chess, ale Astra przerwała jej w pół zdania. – Dość. Przypominam ci, że nic mądrego on nie powie. – stwierdziła kobieta to, co było najszczerszą prawdą. - Zatem Hare. Czemu zawdzięczamy twoje osobliwe zaproszenie? – Astra rozejrzała się po pomieszczeniu z niekrytym obrzydzeniem. - Herbatka, wtedy porozmawiamy. – zając zniknął w sąsiednim pomieszczeniu nim ktokolwiek zdążył zaprotestować, czy też choćby odezwać się w tej sprawie. - Możecie wyjaśnić, co się tu u licha dzieje? – warknął Dice podchodząc do kobiet. Poczuł się nieco zignorowany. - Ten futrzak to Marcowy Zając, ale każe na siebie mówić Hare – wyjaśniła Chess machając ogonem w zniecierpliwieniu. – Czemu nie mogę go…? - Nie, nie możesz. – odparła ciemnowłosa tonem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sklep z kapeluszami rozdział 3 — czytnik · opowiadania