Fantasy · 24 min czytania
SKRZATU ENTERING THE SKRZATIX
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
SKRZATU ENTERING THE SKRZATIX
Skrzatu przeszedł przez drzwi. Znajdował się teraz w długim korytarzu pełnym drzwi. Miał na sobie togę i czarne okulary. Na plecach przewieszone miał dwa kolorowe szaliki. Naprzeciwko niego stał mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze i starych czarnych okularach. - Nareszcie się spotykamy, panie pajacu. - Nie nazywam się pajac. Nazywam się Skrzatu. Po tych słowach wyciągnął dwa rewolwery i zaczął ostrzeliwać nimi faceta z szybkością... No znaczną jakąś. Pociski fruwały w powietrzu, gościu unikał ich wszystkich z niesamowitą prędkością, łuski z pocisków rakietowych opadały na podłogę w wielkich ilościach. Nagle Skrzatu poczuł wibrację w kieszeni. Nadal ostrzeliwując przeciwnika odebrał Skrzata 4410J. - Uciekaj stamtąd! To jeden z Żarówek! Nikt z nimi jeszcze nie wygrał! - Ja spróbuję... - Jak chcesz. To ja lecę po ziemniaki. Widząc, że jego broń jest bezużyteczna, odrzucił ją, stanął w pozycji obronnej i kiwnął palcami u stopy. Robożarówa uśmiechnął się kpiąco. - Wielu już przed tobą próbowało. - Ale żaden nie umiał czegoś takiego. Stanął w lekkim rozkroku i wydał cichy okrzyk przejeżdżającego tramwaju. W tej samej chwili jego postać oblokła dziwna jasność, a włosy nabrały niesamowitych rozmiarów i niesamowitego, złotego koloru. Także na głowie. Robożarówa wyraźnie się zdziwił. - A, więc to nie będzie takie proste. Ale nie myśl, że to koniec moich sztuczek. Po tych słowach pstryknął palcami, a z wszystkich drzwi zaczęły wychodzić jego ziemniaki. Ze wszystkich, poza jednymi. Ktoś za nimi wyrażnie nie mógł sobie poradzić z ich otworzeniem, szarpał nerwowo klamką. Skrzatu spojrzał na tabliczkę na drzwiach - "Laboratorium nie otwierać ". Pogroził palcem. - Nieładnie. Co na to CD-Skrzat? Robożarówa uśmiechnął się drwiąco. - Nic nie wiedzą. Cień zrozumienia przeszył głowę Skrzata. - Jesteś człowiekiem Żarówy. - Tak, a pokonanie ciebie przywróci mnie do dawnej utraconej świetności. - W, jaki sposób? - Nie wiem? - Aha. W każdym razie nie mogę tu tracić czasu, mam ważniejsze rzeczy na głowie. Po czym usiłował wzbić się w powietrze, ale mu się nie udało. Zdziwił się. Spojrzał w dół. Zrozumiał. Wygramolił się ze stosu łusek po pociskach rakietowych. Wzbił się w powietrze i poleciał w stronę zachodzącego słońca. Jeden z ziemniaków Robozarówy podszedł do szefa. - Poleciał. I co teraz? - Nie wiem. Umyłbyś się.- Popatrzył się powoli dookoła - Wszyscy byście się umyli.
Skrzatu wylądował i otrzepał się z ptasich piór i resztek samolotu. Rozglądnął się. Tak jest, nie mylił się. Nowa Zul, okolice przystanku PKS. Stał przed ostatnim kioskiem ruchu. To tutaj przywiodło go Przeznaczenie. Koło niego pod murem siedział jakiś podejrzany typ. -Witaj, dobry panie. - Niczego nie daję żebrakom. - Nie jestem żebrakiem, jestem szamanem. To do mnie powinieneś się zwrócić najpierw. - Nie słucham żadnych szamanów. Podążam za Przeznaczeniem. - Czym jest Przeznaczenie? Czy jest ważniejsze od czcigodnego szamana? Skrzatu wyjął z kieszeni złomowe czasopismo i podał ziomkowi. Wziął je i przeczytał tytuł:"Przeznaczenie". Na okładce widniało parę zdań: "ZŁOM nad jeziorem Drawskim", "Jedyny na świecie Rajd Zielona Dziura – Nowe Ciasteczko", "Ryjów na stolicę" i jeszcze parę innych równie nieprawdopodobnych reklam. - To czasopismo jest twoim przewodnikiem? - Zajrzyj na 10 stronę. - "Kup tani spirytus,, - Nie, to jednak nie ta, zobacz następną. Na następnej stronie widniała reklama kampanii reklamowej przeciw wstrzymaniu dopłat dla barów mlecznych. Na samym dole strony widniało zdanie: "Podążaj za białym mlekiem!". - Pewnie, Przeznaczenie cię tu przywiodło. - No, możesz je sobie zatrzymać. Już miał zamiar wejść do środka, gdy powstrzymał go jeszcze głos szamana. -A po co ci taki głupi strój? Skrzatu spojrzał na swoją togę. -Nie wiem??? -Aha.
Wszedł do środka. To, co zobaczył, kompletnie go zaskoczyło. Pierogi za 1,50 zł. "Muszę tu częściej wpadać" zanotował w pamięci. Drogę zablokowały mu cztery Żarówki. Popatrzył na nie wszystkie. Batman , Robokop, Rambo i King Kong. Najdłużej zatrzymał wzrok na King Kongu. - Co on tu robi? Pozostałe Żarówki popatrzyły na niego z pogardą. - El Żarówa nie wybaczyłby nam, gdybyśmy go nie wzięli. - Po co tu jesteście? - Działamy z polecenia Żarówy. - Typowe. A więc musimy walczyć. Przez jakiś czas wpatrywali się sobie w oczy. Wreszcie Skrzatu zaatakował. Szybko wyjął zza pleców i rozwinął naturalnej wielkości plakat z bronią przyszłości. Batman , Robokop i Rambo zemdleli z uśmiechem na twarzy. Tylko King Kong twardo stał na posterunku. - To przez to, że jesteś małpą? - To przez to, że jestem gorylem. Skrzatu stanął w pozycji bojowej, kiwnął na Kinga palcami. Kong ruszyła do ataku.
15 sekund później.
Skrzatu próbował policzyć swoje kości i jednocześnie wygramolić się ze stosu resztek umeblowania baru. W głowie pętały mu się myśli typu "...przegrałem walkę o złom...", "...zkąd wezmę części do samochodu...", "...już po mnie...". King Kong stanął nad nim - Wygrałeś. Czemu mnie nie kopniesz? - Głupcze, nie jestem tu po to, żeby cię kopnąć, tylko ostrzec. - Przed kim? - Przed tobą. Nie możesz ratować złomu w tych głupich okularach. Skrzatu spojrzał na swoje różowe okulary. - To prezent od Wuja z okazji 3 urodzin. - Urodzin? - Powiedziałem urodzin? Miałem na myśli imieniny. - W każdym razie nie możesz tego robić. To by się skończyło katastrofalnie. - Dla kogo? - Wszystkich. - No tak. King Kong odwrócił się i wolno zmierzał do drzwi. - Zaczekaj! Co teraz z tobą będzie? - Ja? Idę kupić banany. - Banany? Przecież wycofali je ze sprzedaży. - Powiedz to sprzedawcą z Daleka. Po tych słowach wyszedł rozwalając drzwi. Skrzatu wstał. Wiedział już, że Przeznaczenie przywiodło go tu, aby zmienił okulary. I wiedział też, gdzie skieruje swoje następne kroki.
Wyszedł z baru pijąc spirytus. Szaman spojrzał na niego krytycznym okiem. - No. I co teraz?
Część 22 / 2
Jakie to szczęście że Pierdronka jest tak blisko. Skrzatu nie musiał nawet wzbijać się w powietrze żeby do niej dotrzeć. Bardzo tego nie lubił, psuła się wtedy jego fryzura. Wszedł do środka. Podszedł do niego strażnik. - Proszę położyć na tacy wszystkie metalowe przedmioty. Skrzatu położył na tacy blachę, bransoletkę, kolczyki, blachę z drugiej ręki, zapinkę od krawata, puszkę aluminiową, konserwę, donicę, obrożę pieska, parę średniowiecznych monet, blaszaną łyżkę, klucz do bunkrów, portfel, rondel, perukę, stojak na płyty, swój kaganiec, wiertarkę, brelok na monety, leki, młotek. - Chwileczkę. Ma pan na to pozwolenie? - Nie. - No to musimy walczyć. Skrzatu spojrzał w górę. - Widzisz bocian. Błyskawicznym ciosem z płaskiej dłoni odrzucił od siebie strażnika. Błyskawicznie wyjął dwie wiertarki, błyskawicznie załatwił resztę strażników. Oj, niezły jestem, pomyślał. Poszedł na dział z ciuchami. Nagle nie wiadomo skąd pojawili się żołnierze brygady Rambo. Skrzatu w ostatniej chwili uskoczył za betonowy filar. Chłopaki Rambo ostrzelali wszystko dookoła, aż skończyła im się amunicja w magazynkach. Ten moment wykorzystał Skrzatu i wyskoczył zza filaru. W tej samej chwili wszyscy, którzy zdążyli przeładować swoją broń, zaczęli do niego strzelać. Skrzatu widział tylko jak został przedziurawiony jak sito. Jeszcze upadał, kiedy zaczął myśleć, "co zrobiłem nie tak?" Leżał na ziemi w kałuży wody mineralnej. Nagle w jego głowie zabrzmiał głos Dziobatej. - Wstawaj, głupku! Jesteś wybrańcem, masz uratować złom! - Jakim cudem słyszę twój głos? - Nie wiem? - Aha. Skrzatu wstał. Zdezorientowani żołnierze znów zaczęli do niego strzelać. Tym razem jednak Skrzatu uniósł nogę i zatrzymał wszystkie naboje, granaty, pociski rakietowe, garnki i pestki od jabłek, jakie leciały w jego kierunku. Chwilę później wszyscy napastnicy leżeli na podłodze. W kieszeni Skrzata znów zawibrowała Skrzata 4410 J. - Drugie piętro, dział obuwniczy. Szybko! Ruszył pędem przed siebie. Stracił równowagę na lezących na ziemi pociskach i bardzo boleśnie wyrżnął o podłogę.
Wjechał na górę ruchomymi schodami. To, co tam zobaczył, bardzo go zaskoczyło. Korytarzami przechadzał się Żarówa-Terminator, wyraźnie czegoś wypatrując. - Tylko w samo południe, a ty co tu robisz? - Ja? Dobieram sobie płytki do łazienki. - Oj, ja to mam pecha. No to teraz musimy walczyć. - Ano, chyba tak. Przez sekundę wpatrywali się sobie w oczy. W następnej sekundzie jednocześnie dobyli swoich mieczy świetlnych. Zawirowali, miecze z charakterystycznym dźwiękiem śmigały w powietrzu. Kiedy ktoś zdobywał przewagę i już, już miał zadać decydujący cios, przeciwnikowi jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności udawało się go uniknąć. Walka się przeciągała. W pewnym momencie obaj przystanęli i ciężko łapali oddech. Pierwszy odezwał się Żarówa-Terminator. - Muszę ci coś powiedzieć. W tej chwili zalała Skrzata niesamowita fala wściekłości, nad którą nie potrafił zapanować. Momentalnie zadał cios, który Ż-T odparł. Ale nie miał już szans odeprzeć następnego, który został zadany z nieprawdopodobną ślimaczą prędkością. Miecz połamał się na setki części. - Au! - zdołał jeszcze tylko wyszeptać - Popełniłeś błąd. Stał teraz samotny i zwycięski przed działem obuwniczym. Drzwi oblekała cudowna jasność. Skrzatu otworzył je i dał się porwać jasności.
Zmiana ujęcia. Kamera ukazuje teraz wejście do Pierdronki, w tle leci Dziobata. Z budynku wolno wychodzi Skrzatu. Zatrzymuje się i rozgląda. Ma na sobie togę i żółte sandały. Wszystko było tak jak trzeba, mógł już uratować złom. Pozostawało tylko pytanie - przed czym?
- Mówiłeś, że wjechanie na autostradę to samobójstwo. - Obym się mylił... Minęli zakręt rozwalając barierkę. Wjechali na autostradę pełną samochodów. Policja cały czas siedziała im na ogonie. - Trzymaj się! Skrzatu gwałtownie szarpnął kierownicą, obrócił samochód o 180 stopni i jechał teraz pod prąd. Policjanci zdecydowanie nie dawali sobie teraz rady. Skrzatu też. Na szczęście wszystkie pojazdy zjeżdżały im z drogi. Za nimi ciągnęła się prawdziwa kupa eksplozji i rozbitych samochodów. - Ta ciężarówka chyba nie ma zamiaru zjechać nam z drogi. - Zjedzie, zobaczysz. Jechali na siebie bardzo szybko, byli coraz bliżej, ale żaden pojazd najwyraźniej nie miał zamiaru zwolnić. Kiedy było już za późno, żeby cokolwiek przeciwdziałać, Skrzatu zobaczył, że za kierownica TIRa siedzi jeden z Żarówek. Ciężarówka dosłownie rozniosła na strzępy sportowego Fiata 126p. Do Skrzata i Dziobatej podszedł od tyłu Wuj. - Mówiłem wam, żebyście nie spędzali tyle czasu na Maluchu Racerze. - Dobra, i tak nie mogę zaliczyć tej trasy. Wuj zdegustowany pociągnął nosem. - Odśwież się trochę, a potem oboje do mojego gabinetu.
Wuj rozsiadł się w obszernym fotelu, naprzeciw niego na kuchennych taboretach siedzieli Skrzatu i Dziobata. - A więc, mamy problem. - Problemy to nasza specjalność. - Odparł Skrzatu. Wuj popatrzył na niego spode łba. - Nie musisz mnie o tym przekonywać. Otóż, widzicie, skończyły nam się tabletki... Dziobata szybko zajrzała do torebki. - Trochę jeszcze zostało. - Nie te! Skończyły się te czerwone i niebieskie... Skzratu panicznie zerknął do kieszeni. - Parę niebieskich jeszcze zostało. - powiedział z ulgą. - No, z kim ja muszę pracować. Chodzi mi o te pigułki. Te prototypowe! - Aaa...-odgłos zrozumienia wydobył się z ust obojga. - A bez tych pigułek nie wyzwolimy następnych sługusów, a tym samym zabraknie nam służących. Wuj błyskawicznie sięgnął po paczkę "Herbatników Mocy" - Chcesz herbatnika? - Mniejsza z tym... - Dobra, wchodzicie do Skrzatixa i nie wracać mi tu bez tych głupich tabletek!
Stali w samym centrum rynku w Zielonej Dziurze i zastanawiali się, co robić. - Dobra, co robimy? - Mam jeden niezastąpiony sposób na takie okazje. Podszedł do stoiska z prasą i zakupił najnowszy numer "Przeznaczenia". Długo wertował kolejne strony. Za długo jak na gust Dziobatej. - No i co takiego wyczytałeś? - Wiedziałaś, że Bard Pit miał romans? - Ja Skrzatu, mamy zadanie do wykonania! - Wiem, wiem. Nie wiem co się dzieje, ale Przeznaczenie mnie zawiodło. Po raz