Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Skrzynka pocztowa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Codzienne sprawdzanie skrzynki pocztowej dla Munz'a stawało się powoli rytuałem. Każdego dnia pierwszą czynnością po porannej toalecie, było zejście na parter starej kamienicy i niecierpliwe przeszukiwanie pustej z reguły półeczki na listy. Dla starego, zdziwaczałego kawalera skrzynka pocztowa była jedynym źródłem wiadomość od nielicznej rodziny, lub rzadko piszących przyjaciół. Z zazdrością więc spoglądał na pełne skrzynki sąsiadów, a z gniewem na Kirchoff'a, lokatora z parteru, który miał brzydki zwyczaj śledzenia korespondencji sąsiadów. Munz podejrzewał, że to za winą sąsiada cześć listów nigdy nie trafia do jego rąk. Jednak bez konkretnego dowodu nie zdobył się na nic więcej, niż przykre uwagi pod adresem wścibskiego sąsiada. I dzisiejszego ranka Munz stoi pod swoją skrzynką. Wyraźnie zawiedziony,ze zwieszonymi ramionami, zamyka powoli półeczkę. Obraca się w samą porę, by zauważyć jak Kirchoff chowa się za lekko uchylonymi drzwiami. Munz dostojnym krokiem kieruję się na swoje trzecie piętro, ale nie potrafi powstrzymać się pokusie i na pierwszym schodku rzuca przez ramię: -Znów ktoś grzebał w mojej skrzynce!- Stoi jeszcze chwilę na schodach, po czym chrząka dobitnie i rusza do swego mieszkania. Tam zaś zaparza sobie słabą herbatę i po raz kolejny czyta wczorajszą gazetę.

Munz'owi śni się, że w drodze do sklepu spotyka listonosza. Listonosz macha z oddali, z szerokim uśmiechem zbliżając się do Munz'a. -Panie Munz! Panie Munz! - woła- Jakie to szczęście, że pana spotkałem. Czeka na pana cała fura listów! -Jak to?! - dziwi się Munz. -Jak to, naprawdę dla mnie?! -Oczywiście. - listonosz podchodzi i serdecznie wita się z staruszkiem. - Najróżniejsze listy, od pocztówek do wielkich szarych kopert! Pan to ma przyjaciół! Pozazdrościć! -Niemożliwe...- uśmiecha się Munz, delikatny rumieniec okrasza jego twarz - Gdzie tam wielu, ot, paru dobrych znajomych. -Ależ z pana skromniacha.- listonosz mruga porozumiewawczo - Rozchwytują pana na długopisach, a pan tu się tak mityguję. -A mógłbym dostać już te listy? - pyta Munz. Powoli zaczyna ogarniać go dziwny niepokój. - Porozmawiałbym bym jeszcze z szanownym listonoszem, ale spieszno mi do domu... -A tak, a wie pan, zaniosłem już listy, ale skrzynka była wadliwa, więc oddałem listy do przechowania pana sąsiadowi.- tłumaczy się urzędnik. -Kirchoff'owi?! - Munz wybałusza oczy z przerażenia. -Zgadza się. - przytakuje listonosz. - Ale co pan...- dziwi się patrząc na zrywającego się do biegu Munz'a. Ale Munz jest już daleko, pędzi w stronę swojej kamienicy. Coś dziwnego - Munz biegnie, ale kamienica coraz dalej, nogi grzęzną, choć droga prosta i twarda, a kamienica coraz dalej i dalej... I nagle słyszy demoniczny śmiech. Tylko jedna osoba potrafi tak się śmiać i Munz dobrze o tym wie. Tylko ktoś kto bezwstydnie czyta czyjąś korespondencję. Czyta i pali. Czyta i pali. I pali... Munz już niemal czuję zapach palonych zdań, pozdrowień, zaproszeń... Budzi się zdyszany, jak po ciężkiej walce. Ociera pot z czoła, wskakuje w szlafrok, rozgania ręką dym i biegnie na parter pokasłując. Nie zważając na to, że jest środek nocy wali do drzwi Kirchoff'a i wrzeszczy: -Draniu! Nie pali ich! Zabraniam kategorycznie!- drze się do drewnianych drzwi- Moje listy! Palą się! - przeciera podrażnione dymem oczy. Kirchoff otwiera mu drzwi w samych gatkach, rozgląda się dziko i szepce : -Osz! Pożar! - szarpie za fraki Munz'a - Już dzwonię po strażaków. Dopiero teraz Munz zdaje sobie sprawę, że po całej klatce schodowej kłebią się zwały dymu. Zdezorientowany poprawia szlafrok i mamrocze: -Tak, właśnie. Pali się. - drapie się po głowie - Chciałem ostrzec sąsiada. - dodaje po chwili. Strażacy mówią, że zapalił się zsyp na śmieci. Szybko opanowano niebezpieczeństwo. Na szczęście, dzięki czujności Munz'a do tragedii nie doszło. Mimo wszystko sam bohater jest zawiedziony. Nie było żadnych listów. Pal licho kamienicę, byle te listy istniały naprawdę. Zrezygnowany przechodzi koło skrzynki pocztowej. Nieśmiało zagląda do środka. Oczywiście jest pusta.

Mija parę dni od incydentu. Dziś Munz wstał trochę wcześniej. Z niecierpliwością schodzi na parter, ściskając w jednej ręce kluczyk do skrzynki, a w drugiej wczorajszą gazetę . Nagle słyszy szurania i hałasy dobiegające z parteru. Zatrzymuje się i nadstawia ucha. Powolutku skrada się, stopień za stopniem, z plecami przyklejonymi do ściany. Wystawia głowę za róg. Kirchoff. Jest tam, myszkuje przy skrzynkach pocztowych. Zaskoczyć go, czy obserwować i złapać na gorącym uczynku - zastanawia się Munz. Jest prawie pewien, że Kirchoff dobiera się do jego poczty. Jednak zwłoka działa na niekorzyść Munza. Ofiara orientuje się, że jest obserwowana. Odskakuje gwałtownie od skrzynek, natomiast Munz doskakuje do niego z ostatnich stopni. Mierzą się przez chwilę wzrokiem, niczym dwóch kowbojów za pięć dwunasta. Kirchoff stawia ostrożny krok w stronę swych drzwi, Munz natomiast w przeciwną, do poczty. Jeszcze jeden krok, nie spuszczają z siebie spojrzeń twardych jak żelazo, atmosfera zagęszcza się niebezpiecznie. I nagle hop! Kirchoff wskakuje za drzwi do swojego mieszkania, a Munz rzuca się w stronę skrzynek. Zasłania je ofiarnie plecami. Po chwili, gdy uznaje, że niebezpieczeństwo przeminęło odwraca się i zagląda do środka. Ogarnia go dziwne wrażenie, iż z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Skrzynka pocztowa — czytnik · opowiadania