Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 7 min czytania

Skutki uboczne zaniechania.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Skutki uboczne zaniechania by Grzegorz Pudełko 11 sierpnia 2011

Chcę jeszcze spać! Co za sen? Piąta trzydzieści, jeszcze pół godziny. Na drugi bok, zasnąć, wykorzystać ten czas, odpocząć w końcu! Ile można przeżywać tą samą sytuację, te kilka minut? W koło i w koło? To adrenalina! To ona nie daje mi spać. A przecież już po wszystkim, nie ma zagrożenia. Leżę w wygodnym, bezpiecznym łóżku. Tylko zasnąć, choćby na te pół godzinki!

Zasnąłem.

Zadzwonił budzik.

Nie! ...choć to może i lepiej. Znów dręczył mnie ten sen. Wstanę i zapomnę, odpocznę od tego.

Wstałem, ubrałem się, umyłem i zjadłem śniadanie. Nie czułem się wypoczęty, nie odpoczywałem w tej chwili. Myśli dręczyły mnie dalej, teraz na jawie. Jadąc do pracy przeżywałem to znów.

Jak do tego doszło? Miało być tylko coś zwariowanego, coś, czym będę mógł się pochwalić, coś ekstremalnego, ale w sumie bezpiecznego. Nie przewidziałem skutków ubocznych, że teraz tak mnie to będzie męczyć. Coś poszło nie tak. Sam nie wiem, co?

Pół dnia szukania obyło się bez żadnych emocji. W końcu radość, gdy zobaczyłem dźwig. Stał w innym miejscu, niż się spodziewałem. Byliśmy daleko i minęło sporo czasu zanim się tam dostaliśmy. Pojawiła się obawa, że będzie już zamknięte. To był jedyny stres, jaki mi towarzyszył. Pierwsze spojrzenie z bliższa: to ma być dziewięćdziesiąt metrów? Najwyżej pięćdziesiąt! Mniejsza o to. Pod dźwigiem ruch, coś się dzieje. Chyba jednak otwarte. Na wejściu jakaś rodzinka, chłopak dzwoni o zgodę do mamuśki. Daje telefon instruktorowi, ten ją przekonuje. Ja ciągle nic. Emocje bliskie absolutnemu zeru.

- Może ty też chcesz? - pytam. - Nie, wiesz, co ja o tym sądzę. Ja już coś podobnego robiłam, zresztą drogie to jest. A jakby coś nie wyszło, to żal tej kasy. - Ja też nie wiem czy dam radę, co by to była za przyjemność, jakby się od razu wiedziało?

Ale w rzeczywistości byłem pewny, że to zrobię. Przecież nie pierwszy raz będę przekraczał granice strachu. Choćby jak wtedy, gdy z piątki próbowałem wykręcić dwa i pół salta. Półtora to pestka, trzeba było spróbować coś więcej. Co się może stać? Najwyżej walnę klatą lub plecami o wodę i przez chwilę mnie będą boleć? Stałem wyobrażając sobie skok. Był we mnie strach, oj był. Potem tylko kilka głębokich oddechów (nic złego nie może mi się stać), szybka decyzja, krótki rozbieg, obudzona determinacja, odbicie... potem już łatwo poszło. Efekt: nie dokręcone drugie salto i bolące jaja, ale przede wszystkim zadowolenie z podjęcia próby. Choć skok nieudany, duma, że się przełamałem. Teraz będzie podobnie!

W końcu przyszła moja kolej. Załatwiłem formalności, wręczyłem kasę i już mnie ubierają w uprzęże. Nareszcie adrenalina wypełzła z gruczołów. Czuję lekki dreszczyk. Każą wsiadać do gondoli, to ostatnie chwile spokoju. Dopytuję się jeszcze o zabezpieczenia. Bardziej z ciekawości, niż z braku zaufania. Skoro już tu jestem, to udzieliłem im go już wcześniej. Wszystko gotowe, gondola rusza. Zaczynam się skupiać. Jak rośnie odległość od ziemi, moje skupienie zanika. Zastępuje go strach. Narasta z wysokością. Próbuję go opanować. Pooglądam widoki, postanawiam. Szybki “kuk” w stronę Tatr i na najbliższą okolicę - to zastępuje mi delektowanie się widokami. Znów patrzę w dół. Wszystko robi się naprawdę malutkie. Dziewięćdziesiąt metrów…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Skutki uboczne zaniechania. — czytnik · opowiadania