Aktualności · 26 min czytania
Slawny Pisarz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O spotkaniu ze Sławnym Pisarzem wiedzieli zapewne wszyscy w mieście. Od razu wyobraziłam sobie tłumy wiernych czytelników przed redakcją jednej z popularnych gazet. Brakowało tylko tego, żeby na miejscu okazało się, że wpuszczają tylko osoby z przepustkami lub zaproszeniami, których nigdzie nie można było wcześniej zdobyć. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przybyciu na miejsce, zamiast zatłoczonego wejścia powitał mnie jedynie strażnik, informując uprzejmie gdzie mam się udać. Od razu przeszłam do ogromnej sali, która była równocześnie głównym holem. Na samym środku rozłożono kilkanaście stołów. Wszystkie były nakryte śnieżnobiałymi obrusami. Po lewej stronie, tuż pod oknami, ułożone były filiżanki i termosy - zapewne z kawą i herbatą. Zlekceważyłam ten poczęstunek, pomimo, ze rzadko kiedy rezygnowałam z okazji darmowej kawy. Jak to mówią: „ U gości smakuje lepiej”. Wykonałam slalom miedzy stołami, opierając się pokusie która wabiła mnie swoim zapachem. Zapomniałam na co miałam smak, kiedy weszłam do drugiego pomieszczenia, gdzie – według informacji uzyskanej od strażnika – miało odbyć się spotkanie. Większość miejsc była wolna. Spojrzałam na prawo od drzwi. Na podeście skonstruowano pseudo-ołtarzyk, składający się z małego stolika, oraz trzech foteli ułożonych w podkowę. Przeszłam do pierwszego rzędu, gdzie żadne z miejsc nie było jeszcze zajęte. Z tej pozycji mogłam obserwować Sławnego Pisarza bez stresu, że w pewnym momencie, czyjaś głowa pojawi się tuż przed moim nosem. Do dziewiętnastej, na którą było zaplanowane spotkanie, nadal pozostawało więcej niż dwadzieścia minut. Siedziałam nieruchomo, jakby w obawie, że jakikolwiek ruch może pozbawić mnie miejsca. Była to całkowicie bezpodstawna i nieuzasadniona obawa, która mogła świadczyć zarówno o moim podekscytowaniu jak i zdenerwowaniu jakie może towarzyszyć na samą myśl o spotkaniu kogoś sławnego. Nie śmiałam nawet wyobrazić sobie, że mogłabym zadać Sławnemu Pisarzowi pytania związane z jego twórczością, nie mówiąc już o zagadnięciu go o wątki z jego ostatniej książki. Sławna Książka czy Sławny Pisarz?- zapytałam się w myślach, starając się uporządkować w hierarchii ważności autora oraz jego dzieło. Spojrzałam za siebie. Na sali znajdowało się więcej osób, niż zaledwie kilka minut temu. Dla kogo oni tutaj przyszli? Co stanowiło obiekt ich zainteresowania: pisarz czy książka? Ależ oczywiście, że pisarz- śmiało mogliby odpowiedzieć niektórzy, jak na przykład ten mężczyzna w białej, wykrochmalonej koszuli, i zamszowej kamizelce, który zdawał się nie zauważać rudej piękności, siedzącej zaledwie dwa miejsca dalej od niego. „Oczywiście, że pisarz. Gwarantuje Pani, że nawet gdyby ta książka nie została wydana, bylibyśmy teraz w tym samym miejscu”. A ta dziewczyna w farbowanych włosach, z zielonym sweterkiem spod którego wystaje fioletowa bluzka? Siedziała pochylona nad książką Sławnego Pisarza, ułożoną na kolanach. Zanim zdążyłam rozszyfrować do jakiego stopnia jej myśli zajmuje treść książki, dziewczyna spojrzała w stronę wejścia dwa razy, wracając rozczarowana do lektury. Wtedy w drzwiach nie pojawił się ON. Zegarek wskazywał już za dziesięć siódmą. Sięgnęłam do torebki, gdzie – tak jak większość osób – miałam schowaną jego ostatnio wydaną książkę. Na okładce, w centralnym punkcie, widniało jego nazwisko. Pod spodem tytuł, który bardziej brzmiał jak osobiste wyznanie. Spojrzałam na drugą stronę okładki. Tym razem wzrok padł na zdjęcie autora. Pod spodem, wypisane tytuły książek z podanymi w nawiasie datami. Całość wyglądała jak zawartość curriculum vitae, tyle, że jego autor nie ubiegał się w tym przypadku o pracę. Bez wątpienia, czekała go rozmowa kwalifikacyjna. Przekartkowałam książkę, nie mając zamiaru jej czytać. Czas wydawał się ciągnąć jak guma do żucia, i nawet skakanie wzrokiem po twarzach nieznanych osób nie przyspieszyło jego biegu. Spojrzałam na zegarek. Duża wskazówka wydawała się stać w tym samym miejscu. Wzrok padał, na zmianę, a to na zegarek, a to na miejsce, w którym miał zasiąść pisarz. Przez cały ten czas wypełniało je jedynie jaskrawe światło - podobnie jak publiczność - spragnione głównego obiektu. Nieobecność Sławnego Pisarza ciążyła wszystkim zebranym na sali. Każdy za towarzysza miał zaledwie swoją osobę, a to – jak wiadomo- jest najtrudniejsza z relacji. Wszyscy się niecierpliwili, wiercąc się na krzesłach, oglądając się na wszystkie strony, czytając przez ramie czyjeś notatki, słuchając plotek sąsiada. Wszystkie czynności miały wypełnić nieobecność Sławnego Pisarza i nawet jego książka nie była w stanie zainteresować nikogo w tym czasie. Bezczynne czekanie również dawało mi się we znaki. Przypomniałam sobie o kawie, którą, z pewnością, nadal można było się poczęstować. Perspektywa opuszczenia miejsca, i ryzyko przegapienia wejścia tak długowyczekiwanego Pisarza przeważyła za pozostaniem na miejscu.
Zaszedł mnie od tyłu. Nikt go nie poznał ubranego całego na czarno. Tam gdzie przeszedł, zasiał za sobą ciszę i w ten sposób reszta się zorientowała. Towarzyszyła mu kobieta o drobnej sylwetce, idąca przodem, oraz barczysty mężczyzna, który kończył pochód. Kto czytał, zamknął książkę, nie zaznaczając strony. Kto coś opowiadał, przerwał w pół zdania, szturchnięciem, informując rozmówce o przybyszu. W końcu się doczekaliśmy. Sławny Pisarz oraz jego obstawa zajęli przygotowane dla nich miejsca. Zgodnie z zainteresowaniami publiczności, autor znajdował się na samym środku, po bokach mając swoich interlokutorów, przed sobą, osoby nasiąknięte swoją prozą. Nie odrywał ręki od czoła, nie wiedząc czy chroni się w ten sposób przed jaskrawym światłem czy też odbiciem swojej sławy. Cała sytuacja widocznie go peszyła, co, biorąc pod uwagę wiek oraz doświadczenie w uczestniczeniu w tego typu spotkaniach, było co najmniej dziwne. Kobieta, która usiadła po jego prawej stronie odezwała się jako pierwsza. W kilku zdaniach przedstawiła gościa, raczej z obowiązku niż potrzeby, gdyż nie sądzę aby w tym pomieszczeniu była nawet jedna osoba, której Sławny Pisarz był nieznany. Człowiek wyprzedził swoje dzieło. Kiedy wszyscy przyzwyczaili się do wyglądu Autora i uznali jego obecność za jak najbardziej normalną przystąpiono do wywiadu. Pierwszy głos, z uprzejmości, oddano tej same kobiecie, siedzącej po prawej stronie Sławnego Pisarza. - Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za przybycie do naszej siedziby. Szanowny Pisarzu, zwracam się do Pana w imieniu zgromadzonych tu mężczyzn i kobiet. Otóż, zebraliśmy się dzisiaj w tym miejscu, żeby popełnić swoje pierwsze samobójstwo. Publiczność poruszyła głowami potwierdzając prawdziwość zdania. - Czy możemy liczyć na Pana pomoc? – zakończyła wstęp pytaniem. Sławny Pisarz zmienił pozycję w fotelu na bardziej wygodną. - Hmm- odchrząknął - Dziękuję za powitanie - zaczął. Nie jestem przekonany czy pomoc z mojej strony komukolwiek się jeszcze przysłuży. Biorąc pod uwagę mój wiek, można by zakwestionować mój udział w dzisiejszym spotkaniu. Tym nie mniej, czuję się zaszczycony będąc Państwa gościem. Jakby nie było, minęło już kawał czasu od momentu, kiedy popełniłem swoje pierwsze samobójstwo. Na twarzach zebranych pojawił się uśmiech, jakby Sławny Pisarz przypomniał im ich marzenie. - Otóż to, cofnijmy się do Pana Młodości. Wielokrotnie wspominał Pan, że nie tyle odcisnęła wielkie piętno na Pańskim życiu, ile zatarła przyszłość. - O tak, wszyscy wiemy, że dzieciństwo jest decydującym okresem w życiu człowieka. Naukowcy wielokrotnie przypisywali mu duże znaczenie, z czym zgadzam się w stu procentach. Z tego powodu myślę, że jest to najlepszy moment na popełnienie samobójstwa. - Niestety, wielu z nas ominął już ten moment. Przyjrzyjmy się Pana prozie. W ostatnio wydanej książce, podaje Pan dokładny opis jak młody człowiek powinien się do tego zabrać. Czy oparł Pan to na własnym doświadczeniu? - No wie Pani, nie mogę tego zdradzić. Wkracza Pani w sferę tabu. Samobójstwo jest osobistą kwestią każdego człowieka, i to on powinien zdecydować jaka metoda będzie dla niego najlepsza. Wszystko co opisuję w książce wywodzi się z obserwacji otoczenia, które bez wątpienia, uległo zmianie przez wszystkie te lata, które upłynęły od czasu mojego dzieciństwa. - Rozumiem. Zastanawiam się jednak jak dziecko może wiedzieć, czym jest samobójstwo. W jednym z opowiadań dziecko bawi się śmiercią. Czy nie sądzi Pan, że ta scena powinna być bardziej ...poważna? Chcę przez to powiedzieć, że nie jest błahostką i nie można pozwolić, żeby czytelnik odniósł wrażenie, że Pan się tym tylko bawi. Sławny Pisarz zamyślił się na chwilę. - Tak, tak. To jak najbardziej trafne spostrzeżenie. Powiem tak, w tym okresie dziecko rozumie świat przez zabawę, wiec nie mogłem postawić tego bohatera na dachu bloku i przekonać go, żeby skoczył. Myślę, że to nie byłoby realistyczne. - Rozumiem. Pozwoli Pan, ze przejdę do następnej kwestii. W każdym opowiadaniu pojawia się temat śmierci, nieszczęścia, rozczarowania a nawet ...diabła. Dlaczego postanowił Pan, że bohater – mimo tak młodego wieku- regularnie bierze udział w ceremoniach pogrzebowych, doświadcza porażki, której smaku próbuje się pozbyć przez całe swoje dorosłe życie? Co spowodowało o tym, że jego młodość jest nasiąknięta tematami, których większość dorosłych się obawia, z którymi bardzo często nie umie sobie radzić. Czy chodziło o przygotowanie podłoża na popełnienie samobójstwa? - Musi Pani pamiętać, że ja wywodzę się z rodziny Luterańskiej.....Już od najmłodszych lat, poznajemy pojęcie Szatana i Boga. Żeby zrozumieć podłoże psychiczne młodego człowieka niezbędne jest zrozumienie tej wiary, a raczej sposobu w jaki jest ona przekazywana. Tutaj dobro jest pokazane na tle zła, które rozrasta się proporcjonalnie do rozwoju wyobraźni. Najprostszej czynności, takiej jak kupowanie cukierków, towarzyszy strach oraz obawa, że z tego powodu spotka mnie coś złego. Diabeł i grzech stanowią tutaj zdanie nadrzędne. Człowiek jest w stanie rozróżnić te dwa pojęcia dopiero z wiekiem. Kiedy ma zaledwie dziesięć lat, czuje tylko strach przed Diabłem. - W takim razie, czyż nie lepiej byłoby przeczekać te lata, dorosnąć, nabrać rozumu do głowy - jak mówią. Czyż nie lepiej poczekać, aż te dwa pojęcia staną się odrębne, niż popełniać samobójstwo ze strachu przed złem, przed diabłem? - No, oczywiście, że tak. Oczywiście, ze lepiej jest poczekać, czego ja jestem najlepszym przykładem. - Więc, po co zajmować sobie nawet głowę samobójstwem? Po co szczegółowo opisywać przygotowania, kiedy główny bohater i tak na koniec z tego rezygnuje? Po co spotykać się w środku miasta, po południu, kiedy wszyscy są zmęczeni pracą i dyskutować o samobójstwie, które można i tak popełnić tylko raz? Po co, serwować ludziom kolejne rozczarowanie? Pisarz wpatrywał się uważnie w twarz kobiety. Każde pytanie zadawała coraz głośniej, aż na samym końcu jej ton stał się oskarżycielski. - Chętnie odpowiem na to pytanie, zanim zaatakuje mnie Pani swoimi kolejnymi wątpliwościami. Trzeba popełnić samobójstwo. Jeżeli mam być już szczery, to powiem, że im wcześniej podejmie się tą decyzję, tym lepiej. Samobójstwo jest niezbędne gdyż w ten sposób można sprawdzić, czy życie jest autentyczne czy tylko tak na niby. Kobieta nie wyglądała na przekonaną. Jej spojrzenie nadal miało oskarżycielski ton. - A to, że pan wciąż żyje, to szczęście, przypadek czy nieudactwo?- zapytała z ironią w głosie. - Ha! – wykrzyknął Pisarz- Widzi Pani, ja wiem, gdzie jestem, jedynie nie jestem w stu procentach pewien czy jeszcze żyje. -A w szachy by Pan zagrał ze śmiercią? - I moje życie byłoby niby stawką w tej grze? - Nie, świadomość, że Pan żyje. - Nie wiem czy nie jestem już na to za stary. Może gdybym był młodszy.., może wtedy bym się zastanowił- zresztą - wtedy, powiem Pani, to ja wiedziałem wszystko. Nie potrzebowałem nikogo, żeby cokolwiek mi tłumaczył. Sam wszystko wyczytałem i poukładałem sobie w głowie. Diabła już dawno odrzuciłem. - I co się stało z tą wiedzą? - Zestarzała się ze mną. Teraz pozostaje tylko obojętność. - Jeżeli nic nie ma już znaczenia, może nadszedł więc czas na popełnienie ostatniego samobójstwa? Tutaj z nami zamiast na stronach książki – dodała. - Ha - znowu się roześmiał się Pisarz, jakby usłyszał dobry żart. Popełnić swoje ostanie samobójstwo, mówi Pani? Ale do kogo by się potem zwracali ludzie? Odpowiada mi ta rola. Myślę, że pierwsze samobójstwo jest o wiele atrakcyjniejsze. Poza tym, ja nie mogę przestać słuchać muzyki. - Muzyki? - Tak, ja wciąż słucham muzyki. Dzięki niej, mogę wstać rano i pisać. Widzą, Państwo, pisanie jest muzyką. - A…