Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 34 min czytania

Slenderman cz.1 -Kronika mordercy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SLENDERMAN cz.1 - KRONIKA MORDERCY W każdym z nas siedzi psychopata. Lecz tylko od ciebie zależy, czy pozwolisz mu się uwolnić

Chcę opowiedzieć wam pewną historię. Jest to historia człowieka który być może kiedyś żył, a być może nie. Nie wiadomo. Ale na pewno żyje w moim umyśle i ma się bardzo dobrze.

PROLOG Urodziłem się jako normalne, zwykłe, słodkie dziecko, i już jakby od początku celem mojego życia było bycie psychopatą. Praktycznie całe moje dzieciństwo wypełniała jedna, jedyna osoba, a tam gdzie jej nie było, było pole, las i wiele niezwykłych miejsc. Właściwie to one mnie wychowały. Powoli zaczęło ubywać tej jednej, jedynej osoby, ale nie zwracałem na to uwagi, żyłem dalej normalnie, w pełni szczęścia, mając się bardzo dobrze, nie mając nic, a na prawdę wszystko. Ale potem tej osoby zabrakło, już na zawsze, znikło wypełnienie mojego życia i od tego momentu na zawsze pozostało puste, zawaliło się, mój umysł też się zawalił, próbowałem ratować go, wypełniać mój umysł, ale wypełniałem go trucizną, trucizną która go naruszała i mocno zniszczyła, ale wtedy tego nie zauważałem. Minęły dwa lata, ustatkowałem się, w połowie wypełniłem pustkę, ale wtedy dopiero zauważyłem że mój umysł się zniszczył, przez cały ten czas gdy wypełniałem pustkę, szukając szczęścia. Nie było już odwrotu, było za późno. Wypełniłem siebie złym budulcem, ale nie mogłem go już wyburzyć, zastygł, na zawsze pozostał we mnie i w moim umyśle. Żyłem dalej, gdy zapomniałem o tym co kryje się we mnie, otwarłem się i dałem się poznać, zatruwając innych swoim umysłem, całkiem nieświadomie, ale nie potrafiłem już ukryć prawdy i mojego zniszczenia. Potem, gdy myślałem że mam już plan na przyszłość, że będzie dobrze, że nie mam o co się martwić i uwierzyłem w siebie i swoje możliwości, znowu musiałem pożegnać się z kimś z kim związałem się. Dało mi to do myślenia, zrobiło znowu wyrwę w moim umyśle, już nie taką wielką, ale wystarczająco mnie osłabiającą aby poczuć dużo mocniej każde cierpienie które zadawało mi każde słowo, każde odrzucenie i poczucie winy za coś, wystarczające aby stwierdzić że mój plan nie ma sensu, że nic nie ma sensu, aby znowu przestać wierzyć w siebie i stracić siłę do życia, zniszczyć to co było cenne dla mnie, by potem nieudolnie to odbudowywać i nie wiedzieć czego tak naprawdę chcę, jak to mają często psychopaci, i nie potrafić kochać nie cierpiąc, ale chcieć cierpieć, oddawać ból dla miłości. Każda krzywda budzi agresję, każdy moment bólu powodował zaciskanie pięści, ale ta złość i nienawiść nie wychodziła na zewnątrz, zostawała zmagazynowana w środku, po to by jeszcze bardziej niszczyć wnętrze; a co jeśli będzie jej za dużo i wybuchnie?

1. Nie było nowością że po szkole tradycyjnie spotkaliśmy się w lesie. Było ciemno, nie widzieliśmy się. Biegła przez las, uciekając przed mną. Tak, to tylko zabawa, całkiem fajna zabawa- myślałem, ale ona potknęła się i spadła w dolinę, leżała na dole obolała. Nie widziała gdzie jestem. pomyślałem: Jestem już na tyle dorosły, potrafię, mogę, zacisnąłem sierp w dłoni, zszedłem, do niej. Gdy mnie usłyszała, jakby ucieszyła się ze ją znalazłem, ale odwróciła się do mnie. Popatrzyła na mnie swym spojrzeniem. Chwilę zawahałem się po czym po prostu podałem jej rękę, pomogłem wstać, znowu uległem. Znowu poddałem się, ale nie była to pierwsza sytuacja gdy miałem okazję. Takich było wiele, pozostawała mi z nich jedynie ulotna przyjemność mierzenia w kogoś nożem, ale przecież nie o to mi chodziło, nie to było celem.

2. Skończyła się szkoła, myślałem że uporałem się z największym problemem mojego życia. Na obrzeżach kupiłem nóż. stałem w sklepie przed półką mojej radości, zastanawiając się który lepszy. wtedy podszedł do mnie mężczyzna. -Nie zastanawiaj się tak, weź ten, jest dobry, masz szansę. Popatrzyłem na niego, uśmiechnąłem się i wziąłem nóż w dłoń. -Dobrze leży, łatwo nim sie posłużysz-mówił. Popatrzyłem na cenę. -Młody, nie martw się, bierz, ja ci go zafunduję. W końcu marzenia trzeba spełniać, a co tam!- zawołał z radością. Nie wierzyłem w to co właśnie się stało. Miejsce zarówno jak i jego właściciel było dziwne, ale czułem że to moje ulubione miejsce. -Chłopcze, dam ci go, ale najpierw chciałbym z tobą porozmawiać, nie dziw mi się. Naszej fusze potrzeba dobrych ludzi, a ty mi się podobasz.-przerwał -Wiesz, jeśli chcesz naprawdę tego kiedykolwiek użyć- wskazał na nóż- musisz liczyć się z pewnymi rzeczami i przyzwyczaić się do pewnych widoków. wiesz jak pięknie wygląda krew rozlewająca się po szyi młodej kobiety? To perfekcjonizm i kunszt naszego fachu, coś pięknego. -wyobraziłem sobie niektóre z dziewczyn. Zauważył moją chwilę zastanowienia i ponownie się uśmiechnął -Młody, ludzie w twoim wieku przesiąknięci są miłością. Nigdy nie daj jej sobą zawładnąć i zwyciężyć. Pamiętaj, kochasz, ale to nic nie znaczy.-powtórzyłem w myślach- Kocham, ale to nic nie znaczy. Wręczył mi nóż- Tylko używaj rozsądnie i nigdy się nie wahaj. Zawsze jest odpowiedni moment. -Tak, zawsze- znowu powtórzyłem i utrwaliłem sobie jego słowa. Szedłem po ulicy szczęśliwy i wsparty na duchu trzymając pod płaszczem mój nóż, jedyny, kochany nóż.

Idąc wraz za słowami mojego mistrza wróciłem do niego po kilku dniach z pieniędzmi -Należą się panu- Podałem mu je, ale on odepchnął moją rękę -Nie, zapłacisz mi najbardziej moją radością, gdy pójdziesz wraz ze mną -Gdzie? -Do lasu, mój drogi. -Zawahałem się, ale poszedłem z nim. gdy wkroczyliśmy do dobrze mi znanego lasu, cos zaczęło mi nie pasować -Po co tu jesteśmy? -Kochasz, ale twoja miłość nic nie znaczy, prawda? Wyciągnij swój nóż, ona za niedługo będzie tędy szła. Wiesz co masz zrobić? -nie wierzyłem -Ale... -zawahałem się -Wiem że potrafisz, to próba. -mówił- Powtarzałem sobie w myśli jego słowa, ściskając w dłoni chłodne ostrze noża i patrzyłem na drogę nie chcąc aby się tam pojawiła. Nie minęła minuta a na ścieżce pojawiła się ona, ale nie była sama. Gdy zobaczyłem że to jakiś inny chłopak, zacisnąłem jeszcze mocniej nóż ze złości, po czym upuściłem go, poczuł coś jakby ten nóż właśnie wbił mi się prosto w serce i mocno bolał, odwróciłem się i niezbyt zadowolony z siebie uciekłem. Nie mogłem patrzyć w oczy ani jej, ani mojemu mistrzowi. Zrzuciłem z siebie kaptur, porzuciłem po drodze rękawice, szal i bluzę. Rzuciłem moimi marzeniami, pozostały one leżeć w krzakach gdzieś w lesie a wraz z nimi porzuciłem wiarę w siebie.

3. Gdy niedługo później osiągnąłem odpowiedni wiek, załapałem się do wojska. Ostatnie dni przed wyjazdem na szkolenie postanowiłem spędzić na łonie natury, żegnając się z moją okolicą. Wybrałem na mój kilkudniowych obóz las, dobrze mi znany. Rozpaliłem ognisko, przygotowałem miejsce na spanie, zjadłem skromną kolację i poszedłem spać , gdyż byłem zmęczony po całym dniu wędrowania po wielkim lesie. Nie usnąłem więcej niż dwie godziny, gdy obudził mnie szelest, Dołożyłem prędko patyków do ogniska i wyszukałem coś czym mógłbym się bronić i trwałem tak czekając co się stanie, gdy z krzaków wyłoniła się postać dziewczyny. Podeszła bliżej ogniska, wtedy ją rozpoznałem, to była ona. -Cześć -przywitała się po czym klękła obok mnie, podniosłem się. Podała mi pakunek który trzymała w ręku. -Zgubiłeś to ostatnio -odebrałem paczkę z jej rąk, wręcz wyrywając moją własność. Nie chciałem żeby mi to przypominała. -Poznałam że to ty. -nie wiedziałem co mówić, patrzyłem na nią. -Wyjeżdżasz za niedługo? -Tak ...-odpowiedziałem z niechęcią -Jak mnie tu znalazłaś? -Nie mam daleko do tego lasu, po prostu zobaczyłam ognisko, wcześniej ciebie. -Acha- -Szkoda że wyjeżdżasz, wojsko jest przecież niebezpieczne -zbliżyła swoją dłoń do mojej, obserwowałem jej ruchy, nie wiedząc jak reagować. Przytuliła się do mnie, objąłem ją, zaskoczony, gładząc ją po plecach. -Ej, co jest?- zapytałem -Nie chcę żebyś jechał- zaczynałem nic z tego nie rozumieć- Po co ci ja? -Mogę tę noc spędzić z tobą, tutaj? -już kompletnie nic nie rozumiałem, ale nie chcąc jej urazić zgodziłem się zaskoczony -No jeśli chcesz, to okej. Położyła się tuż obok mnie, czułem dotyk jej ciała, niezbyt zadowolony. Zazwyczaj oznaczało to że chce coś ode mnie i że chce znowu mną zmanipulować, ale pozostawiłem te uczucia dla siebie, czułem że jest jej tu dobrze. -Wiesz, zawsze to jak spędzaliśmy razem czas było tym czego nigdy nie robiłam w dzieciństwie, dzięki tobie moje dzieciństwo trwało długo. -przerwała i dotknęła mojej dłoni -teraz znowu czuję to samo, jak kilka lat temu. -Przełknąłem ślinę, ale ona mówiła dalej -Nie chcę żebyś odjeżdżał, będzie mi ciebie brakowało. -Nie wytrzymałem, zapytałem -To kiedykolwiek dla ciebie coś znaczyłem? O co ci chodzi? -Odepchnąłem jej dłoń, poczuła się urażona. -Wiem, że nigdy na to nie wyglądało, ale ja naprawdę tego nie chcę -Zawsze byłaś wobec mnie obojętna a teraz gdy odjeżdżam nagle chcesz żebym pozostał. Po co ci jestem potrzebny? Przecież masz ''prawdziwych'' przyjaciół, przecież otaczają cię ci ''kochający'' cię faceci, co? -Jej usta zadrgały, z oczu popłynęła łza. -Nie chciałem-zauważyłem swój błąd -Nie, faktycznie, masz rację, tylko ja nigdy... ja nigdy nie potrafiłam się do tego przyznać -Gratuluję ci szybkości, szkoda tylko że zauważyłaś to jak dla ciebie jestem ważny, dopiero teraz, gdy zdążyłaś zrobić z siebie wiesz kogo, a ja wyjeżdżam bo nie miałem tu co robić! Myślałaś że ty będziesz mnie nie zauważać, a ja przez całe życie będę sterczeć i czekać na ciebie jak nieudacznik? -Przepraszam, przepraszam, naprawdę.. -mówiła przez łzy -I myślisz że ci uwierzę, że nagle porzucisz swoich dupków i się odmienisz? Przestań, nie rozśmieszaj mnie, już za późno, dawno za późno. Wstałem i odszedłem od ogniska, zostawiając ją. Zły wbiłem nóż w drzewo i uderzyłem pięścią. Chodziłem przez kilkanaście minut próbując opanować złość do tej przeklętej dziewczyny. Zawsze byłem dla niej obojętny a gdy coś chciała, przychodziła do mnie, prosząc żebym coś dla niej zrobił, wiedząc że się zgodzę, żerując na mnie, ale tego dnia miarka sie przebrała. Wróciłem do obozu po paru minutach nadal zły. Jedyną rzeczą którą chciałem był to by z tąd znikła. -Nie chcę cię więcej widzieć, żegnam. Wskazałem ścieżkę, zrozumiała, z niechęcią załamana przebiegiem zdarzeń odeszła. Nie potrafiłem już zasnąć, był to ostatni raz gdy widzieliśmy się.

4. Nastąpił owy dzień na który tak długo czekałem. Spotkaliśmy się wszyscy na miejscu zbiorki, by później grupami przejechać wozami gdzieś pod granicę, na poligon. przez cały dzień ćwiczyliśmy by potem, późnym wieczorem iść spać i znowu wstawaliśmy wcześnie i zaraz zaczynaliśmy ćwiczenia ż do wieczora, i tak dzień w dzień trwał morderczy trening. Aż minął miesiąc. Opuściliśmy poligon. Mogliśmy powrócić do swoich domów, albo odpocząć w mieście, ja jednak wolałem ten czas spędzić w obozie pod lotniskiem czekając na przylot transportowca. Powrót do innych nie byłby dla mnie korzystny. po pięciu dniach siedzenia w obozie i oczekiwania, wreszcie przyleciał transportowiec spod Afganistanu, by zabrać tam i nas. Lecieliśmy długo, wielką grupą, zaznamiając się z sobą. Gdy przybyliśmy na miejsce naszym oczom ukazał sie obraz zniszczenia, pustynne miasteczko było kompletnie zniszczone przez bombardowania. Nasz nowy obóz znajdował się obok niego. Przeraził mnie widok tego pustkowia, gdzieniegdzie zauważyć można było zmasakrowane, nie sprzątnięte jeszcze ciała, w oddali słychać było wybuchy rakiet. Nad pustkowiem śpiewał smutny wiatr pustynny... Obudziliśmy się wcześnie rano, ubraliśmy się i przygotowaliśmy na wyjście i pierwsze starcie. szliśmy na stanowiska przez godzinę. Zmęczeni żarem pustyni ustawiliśmy się i czekaliśmy. Przed nami znajdowało się oblężone miasto. Po kilku godzinach bombardowania i korzystania z moździerzy i broni dalekiego zasięgu miasto było w połowie czyste, część oddziału odniosła drobne rany. Wsiedliśmy w wozy i czołgi i ruszyliśmy dokończyć dzieło z bliska. tak po krótce wyglądał nasz każdy dzień. Jedyną odmianą było trwanie takiego oblężenia, wahające się od jednego dnia do kilku tygodni, w zależności od szczęścia. Gdy ginęli kolejni z mojego oddziału, gdy wybuchały kolejne czołgi i spadały samoloty, już nawet tego nie zauważałem. Przywykłem do tej rutyny. Odosobnieni od wszelkiej ludności wieczorami leżeliśmy w łóżkach zamyśleni, gdy tylko zamykaliśmy oczy uruchamialiśmy swoją wyobraźnię i przewijały się nam przed oczyma wspomnienia które pozostały tam , daleko. Wojsko było moją ucieczką od rzeczywistości, było światem który kompletnie mnie pochłaniał, w którym trwałem kilkanaście lat, ja młody jeszcze człowiek, pozostawiając na drugim końcu Ziemi moje prawdziwe, rzeczywiste życie. wojsko było błędnym kołem z którego wydostać mogła tylko śmierć... Oblężaliśmy to miasto już drugi miesiąc, ten dzień miał zakończyć ostatecznie nasze walki. Już od rana całym oddziałem stawiliśmy się zwarci i gotowi do walki. Część wsiadła w bombowce, część w czołgi, a reszta wyposażona w karabiny ruszyła wozami na ostateczny atak tegorocznej misji. gdy tylko padał pierwszy strzał, rozgorzała się walka w której środku byłem ja. tuż obok mnie wybuchały bomby, waliły się domy, ginęli ludzie. Przeciwnik stawiał opór, łato niszczył nasz oddział, ale brnęliśmy dalej, do celu. po kilku godzinach dalej walczyliśmy, już w mniejszej grupie, uważając na każdy budynek i wypatrując najmniejszych odznak wrogiego żołnierza. gdy dotarliśmy do centrum, gdzie była baza, stanęliśmy przed największym wyzwaniem, od którego zależało powodzenie całej misji. wspierały nas oddziały powietrzne i czołgi. Zaczęliśmy drugą, ostatnią część walk, mającą zniszczyć bazę wroga. Byliśmy pod murem, gdy nagle obok naszej grupki znalazł się granat. Usłyszałem jeszcze pocisk blisko mnie i poczułem przeszywający ból, upadłem...

5. Obudziłem się w szpitalu, kompletnie obolały, nie potrafiłem się ruszać, otworzyć oczu ani mówić, jak później się dowiedziałem miałem na sobie gips na prawej nodze i ręce, bandaże na głowie, brzuchu i lewej ręce i usztywnioną szyję. po kilku minutach od obudzenia się do sali wszedł doktor -Witamy na tym świecie, ma pan szczęście że pan żyje, mało brakowało. Był pan przez miesiąc w śpiączce, myśleliśmy że pan się już nie wybudzi, a jednak, mocny z pana gość. -poruszyłem ustami, ale nic nie powiedziałem. -Zakończyła się pańska misja, panie poruczniku, udało się. dostał pan skierowanie na emeryturę. -Ucieszyłem się. -Przez kilka najbliższych dni nie będzie pan mógł mówić ani widzieć, ale to przejdzie, gips z nogi zdejmniemy za tydzień. Wkrótce na pewno ktoś pana odwiedzi. Proszę odpoczywać- Łatwo powiedzieć -pomyślałem Tak skończyło się kilkanaście lat mojej walki, nie tylko w Afganistanie, lecz wszędzie, gdzie potrzebne było wsparcie. Miałem za sobą kilkanaście pięknych lat służby wojskowej. teraz mogłem odpocząć, posłano mnie na emeryturę, ale mimo to czułem niedosyt, to było jak uzależnienie, tęskniłem za wojną.

Obudził mnie czyjś dotyk, znalem ten dotyk, znałem ten dotyk, był przyjemny. Gładziła mnie po twarzy, po czym gdy zauważyła że drgnąłem, przytuliła mnie, czułem jak płakała -11 lat... Przychodziła o mnie codziennie i mówiła i opowiadała o tym co działo się i dzieje. Słuchałem jej z zainteresowaniem, ciekawy wszelkich informacji, i tak nie miałem co robić, a ona była jedyną osobą która mi została. Pewnego dnia swoją wizytę zakończyła słowami: -Muszę wyjechać na kilka dni, nie będzie mnie - Poruszyłem się, uśmiechnęła się -Spokojnie, na pewno ktoś przyjdzie. Poza tym jutro ściągają ci gips z nogi, zaczniesz się ruszać! Następnego dnia faktycznie ściągnięto mi gips z nogi oraz kołnierz. Pielęgniarka ściągając gips, patrzyła się ciągle na moją nogę, po czym kazała mi położyć się i czekać na doktora. Przyszedł po chwili, odsłonił moją nogę i patrzył na nią dziwnym wzrokiem, nic nie mówiąc. Okrył ją bandażem i kazał wypoczywać i się nie ruszać. Nie rozumiałem o co chodzi. Pielęgniarka przez cały czas patrzyła na mnie z politowaniem. Zaniepokojony poprosiłem doktora o wytłumaczenie. Usiadł obok mnie, i powiedział: -Spokojnie, tylko proszę się nie denerwować. Cóż, jakby to panu powiedzieć... -przerwał

Kilka dni później do szpitala przyszła ona na odwiedziny. Gdy weszła do sali nie zastała jednak go tam, nie było go też na korytarzu. Spotkała jego lekarza i zaniepokojona wypytywała o niego. -Jest pani jego dziewczyną? -nie odpowiedziała, lekko chrząknęła, rozproszona. Doktor poprosił ją na osobność, do gabinetu. -Proszę pani, no cóż... wiem że może to być trudne, ale... Eh... musi nosić protezę na prawej nodze -amputacja? -Nie o końca, może da się uratować tę nogę, ale i tak, mimo to odpowiednia proteza będzie już zawsze koniecznością. -On jest jeszcze młody -Dlatego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%