Romans · 15 min czytania
Słodka pokusa (cz.1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O czym marzy każda piętnastolatka? O kochającym chłopaku...? O prawdziwych przyjaciółkach...? O dobrej rodzinie...? A o czym marzy dziewczyna, która ma już to wszystko...?
Monotonia gościła w moim życiu od dawna. Każdy dzień wyglądał tak samo. Nie, nie było mi źle. Nikt mnie nie ranił, posiadałam to, co od zawsze stawiałam na ,,najwyższej półce”. Na początku cieszyłam się tym, z czasem po prostu przyzwyczaiłam się, że ,,to” jest. Że jest jak jest. Mam ich wszystkich. I żyłam z nimi. Ja... Dobra uczennica, w miarę grzeczna córka, lubiana w towarzystwie, zawsze zadbana, ładnie ubrana... Nie, nie byłam bogata. Ale miałam wystarczająco pieniędzy. Nigdy niczego mi nie brakowało. Z Kamilem znałam się od kilku długich lat. Kochał mnie ,,od zawsze” i może właśnie to jego uwielbienie skierowane w moją stronę sprawiło, iż zainteresowałam się nim bardziej niż zwykłym kolegą. Spróbowałam z nim swojego szczęścia i okazało się, że słusznie- trwało ono długo, bo ponad rok. Okazało się, że stał się tym pierwszym, poważnym chłopakiem, którego pamięta się do końca życia. - Za co ty mnie w ogóle kochasz? - spytałam go pewnego dnia, gdy pogodziliśmy się po tysięcznej kłótni spowodowanej moimi humorami. - Za te włosy... - z rozmarzonym wzrokiem pogładził moje lekkie loki opadające na ramiona. - Jestem jedynie głupią blondynką... - udałam złość - W dodatku ,,ciemną” - zaśmialiśmy się cicho. - Za te usta... - obdarzył mnie delikatnym buziakiem. Tak, usta były moją chlubą. Pełne i lekko różowe... Zęby też miałam ładne - Ale najbardziej, za to jaka jesteś. - Kłótliwa. - Z poczuciem humoru. - Uparta. - Odważna. - Wredna. - Oj tak! - kiwną głową z ironicznym uśmiechem. Uderzyłam go lekko, niby zdenerwowana. Lubił tak się ze mną droczyć. Przyznam, że sama nie miałam nic przeciwko. Czasem tylko, gdy naprawdę nie miałam humoru złościły mnie te ,,żarty”. Moi rodzice uwielbiali Kamila. ,,Porządny chłopak”... Mogłam z nim chodzić ,,prawie” wszędzie i ,,prawie” o każdej porze. Było im bardzo na rękę, że to właśnie z nim jestem. Ufali mu i lubili go. Sami byli takim ,,przykładowym małżeństwem” i chcieli, aby i związki ich córki nazywano ,,przykładowymi”. Z syna mogli być dumni. Od kilku lat zakochany, w jednej, równie porządnej dziewczynie, stały w uczuciach, ułożony i choć miał jedynie siedemnaście lat, często czułam, że ,,w środku” jest między nami o wiele większa różnica niż dwa lata. Charaktery mieliśmy zupełnie inne. Przede wszystkim różniło nas to, iż ja zawsze szukałam przygody, a on nigdy nie sprowadził na siebie kłopotów... Nie piłam, nie paliłam... i wcale nie dlatego, iż w mojej głowie ,,wszystko było na swoim miejscu”, jak to myśleli inni. Często zastanawiałam się, jakby to było, gdybym miała ,,odpowiednie” towarzystwo dla takich ,,rozrywek”. Chciałam spróbować, bardzo chciałam... Ale nie było to w moim stylu. Moje przyjaciółki zresztą nie tolerowały tego typu zabaw. A mnie tak strasznie już nudziło to życie... Życie grzecznej, ułożonej dziewczynki... * Siedzieliśmy na ławce przed moją klatką. Jak każdego dnia, jak każdego wieczoru... Ręka w ręce, noga przy nodze... - Nudzi mi się - ziewnęłam przeciągle. - A ja mógłbym być tu z tobą bez końca... - Też mogłabym być z tobą bez końca... ale niekoniecznie tu... - słońce już dawno zaszło. Gdyby nie kilka tych starych, zniszczonych latarni byłoby już całkiem ciemno. Oparłam głowę o jego ramię. Już od pewnego czasu miałam ochotę pomijać ten ,,wieczorny seans”, gdy to po powrocie od Niego, z kina, bądź każdego innego miejsca siadaliśmy wtuleni na ławce. Zawsze tej samej ławce... kiedyś było to może i romantyczne, ale teraz nudziło mnie potwornie. Nie miałam odwagi przyznać mu się do tego. Drzwi klatki otworzyły się i wyszedł z nich jakiś chłopak, na oko dziewiętnaście, dwadzieścia lat, dobrze ubrany, lecz włosy miał w całkowitym nieładzie. - O! Kamil! - nieznajomy zatrzymał się tuż przed nami - Świetnie, że cię widzę - podali sobie ręce.- Patryk jestem - przywitał się ze mną. - Majka... - Słuchaj stary, bo jest taka sprawa... W sobotę wyprawiam osiemnastkę! - usiadł obok - Wiem, że nie lubisz imprez ,,tego” typu, ale kuzyn jesteś, to wpadniesz chyba, co?! - Kamil wyprostował się i przetarł oczy, co oznaczało, iż czuje się zmieszany - Będzie ful ludzi, piwko te sprawy... ale oczywiście nie będziesz musiał pić! O i... Majka, tak? Majka też niech przyjdzie. Niech weźmie jakieś koleżanki... - Patryk uśmiechnął się tajemniczo. Poczułam słodką pokusę, aby odwzajemnić uśmiech. Nie wiedzieć czemu już wtedy połączyła mnie z nim nić sympatii. Coś mówiło mi, że to dopiero początek naszej znajomości... * - No chodźmy...! Kamil nie bądź sztywniakiem! - tarmosiłam go za rękaw koszuli. Poraził mnie wzrokiem. - Sztywniakiem? Nazywasz mnie sztywniakiem, bo nie chcę pójść na imprezę, gdzie wszyscy schleją się do upadłego, naćpają i Bóg wie jeszcze co! - był wyraźnie zdenerwowany. A ja nie miałam zamiaru ustąpić. Namawiałam go już drugi dzień. Bez skutku... - Przecież Patryk powiedział, że nie będziesz musiał pić! - I wtedy to dopiero wyjdę na sztywniaka przed jego towarzystwem! ,,Towarzystwem”... - mój chłopak prychnął z dezaprobatą - Nawet tam nikogo nie znam! - To poznasz! Oboje poznamy! - Nawet nie myśl, że tam pójdziesz! - Dlaczego nie?!- oburzyłam się z wojowniczą miną - Też zostałam zaproszona! - Ale nie rozumiesz co tam się będzie działo...? To nie jest miejsce dla nas, my jesteśmy inni, normalni! - No chyba wręcz przeciwnie! Każdy ,,normalny” człowiek nie izoluje się od reszty świata! - Ja nie izoluję się od reszty świata! Izoluję się od ludzi innego pokroju! - Patryk jest twoim zdaniem ,,innego pokroju”? – nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. - Tak! Niech dotrze do ciebie, że my nie pasujemy ani do jego, ani do jego znajomych! - A to czemu?! - krzyknęłam. Kamil wziął głęboki oddech i zaczął tłumaczyć, jakby rozmawiał z niedorozwiniętym czterolatkiem. - Bo tamci inaczej widzą pojęcie ,,bawić się”. Oni inaczej spędzają wieczory. Te urodziny będą jedną wielką żenadą. Jeśli pójdę, to tylko dlatego, że Patryk jest moim kuzynem. A ciebie już na pewno nie wezmę. Nie chcę żebyś patrzyła jak oni się zachowują. - Cholera! - wstałam wściekła - Czemu ty zawsze musisz zachowywać się jak mój ojciec! Tam mam rygor, bo on mnie pilnuje, tu mam rygor, bo pilnujesz mnie ty! - obróciłam się zaciskając zęby. Odezwał się dopiero po chwili. - Podobno dziewczyny podświadomie szukają chłopców podobnych do swoich ojców. -A więc stwierdzam jednak, że nie chcę należeć do tych dziewczyn...! Zamilkłam. On też. Z sekundy na sekundę czułam się coraz gorzej. Stałam tak tyłem i czekałam, aż coś powie. Ale nie mówił nic. Obróciłam się. - Zrozum... potrzebuję chłopaka, nie drugiego ojca... - Dobrze rozumiem? Zrywasz ze mną? - jego mina była zacięta, wyrażała złość, aniżeli smutek. - Nie... - No to co?! Bo nie wiem w ogóle o co ci chodzi! - Wiesz o co mi chodzi! Doskonale wiesz! - znów stanęłam tyłem. Nienawidziłam w nim tego... To była jego wada, która tak strasznie mi przeszkadzała - Udajesz, choć znasz pytanie sekundę przed tym, nim je zadam! Udajesz, choć sekundę przed tym, nim zacznę mówić, znasz moje zarzuty! - spojrzałam mu w oczy - Zmień to, nie traktuj mnie jak dziecka, jakbym sama nie wiedziała co jest dla mnie dobre. - No widocznie nie wiesz, skoro chcesz iść na te przeklęte urodziny! - Tak chcę! Bo mam dość tej nudy, wiecznie tych samych twarzy, rozmów na te same tematy! - Dobrze! - Kamil zerwał się - Pójdziemy