Romans · 12 min czytania
Słodka pokusa (cz.2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Puszczaj! - darłam się z całych sił, gdy ciągnął mnie korytarzem w stronę schodów. W końcu zamachnęłam się i mocno uderzyłam go w plecy. Nie zwrócił na to najmniejszej uwagi - Nigdzie nie idę! - protestowałam, gdy przytargał mnie na parter - Kamil! - zatrzymałam się i nie dałam dalej prowadzić. - Porozmawiamy jak już stąd wyjdziemy - oznajmił szorstko. Zaśmiałam się. - Porozmawiamy? Nie mamy o czym - sama nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. Może po prostu pierwszy raz w życiu postanowiłam całkowicie mu się sprzeciwić…? - Tak sądzisz? - Tak. - Czyli od razu mam iść do twoich rodziców? Chyba by im się nie spodobało, że sączyłaś piwo w towarzystwie jakiegoś obcego chłopaka! Który w dodatku palił! - To nie twoja sprawa...! - Ależ moja! Bo przyrzekłem, że będę się tobą tu opiekował…! - Ale niestety nie jesteś moim ojcem, zrozum to do cholery! - Za to jestem twoim chłopakiem i też czuję za ciebie odpowiedzialność. - To nie jest odpowiedzialność! To jakiś chory nadzór nad wszystkim co robię… - miałam już po dziurki w nosie jego grzeczności, ułożenia... Od dawna potrzebowałam, aby do mojego życia wdarła się odrobina szaleństwa. Miałam dość siedzenia z tym taktownym chłopczykiem, dla którego słowo ,,kurwa” było grzechem równym morderstwu. - Majka co się dzieje...? - nagle jego głos dotąd donośny i zdecydowany podłamał się i ucichł. - Nic…! - starałam się zachować zimną krew. Wbił we mnie wzrok, a ja udałam, że nagle zainteresował mnie obraz wiszący na ścianie kawałek dalej. - Wracamy... Chodź - szepnął. Przygryzłam wargę nadal patrząc na malowidło. Całkiem odechciało mi się imprezowania , śmiania się z tymi ludźmi i siedzenia w tym domu. Jednym słowem zniszczył cały nastrój, który tak mnie tu zafascynował - Majka...? - Co? - Chodź...
* Dni mijały wolno i nudno jak zawsze... Jak zawsze Kamil kochał mnie, troszczył się... nie powiedział rodzicom ani słowa o tym jak się zachowałam na urodzinach Patryka, sama z czasem stwierdziłam, iż było to głupie i bezsensowne. Cały spokój zawalił się około miesiąc później, gdy to dostałam smsa właśnie od niego. Napisał, że jeden z jego kumpli robi urodziny i jestem na nie zaproszona. Bardzo się zdziwiłam, bo w sumie na tyle dobrze nie poznałam żadnego z jego kolegów. Miałam duże wątpliwości, czy chociaż jeden z nich zapamiętał moje imię. Nie poszłam na tą zabawę. Choć tak bardzo chciałam, znów uległam Kamilowi, jego zdanie było ważniejsze niż moje pragnienia, moje potrzeby... Przez ten cały rok, kiedy byliśmy razem zawsze stawało ,,na jego". Jeśli nie chciał żebym czegoś robiła- nie robiłam tego, jeśli nie chciał żebym się z kimś kolegowała- od razu urywałam kontakt. W kółko to samo, te same rozrywki, ta sama monotonia... Młodzież dzieli się na trzy grupy. Pierwsza- sobotnie wieczory spędza z przyjaciółmi w kinie, śmiejąc się z najnowszych komedii i kilogramami wchłaniając popcorn i chrupki, druga- sobotnie wieczory spędza z przyjaciółmi na imprezach śmiejąc się i wchłaniając litrami piwo i inne trunki, trzecia, czyli cała pozostałość, sobotnie wieczory spędza w samotności, siedząc przed komputerem, nudząc się w zaciszu swojego domu lub ucząc na poniedziałkowe sprawdziany. Zdecydowanie należałam do tej pierwszej... * - Kto idzie do toalety?- wydarła się Olka, gdy odchodziłyśmy z kasy z dopiero co kupionymi biletami na jakiś horror. I Ulka i Sandra podniosły rękę, po czym zaśmiałyśmy się krótko. - Dobra to chodźcie - Ola złapała dziewczyny pod ręce- A ty będziesz potem sikała ze strachu! - brunetka wystawiła do mnie zaczepnie język. - Może w takim razie kupię coś do picia… Kierując się powoli w stronę baro- sklepu, znajdującego się po drugiej stronie kina zaczęłam grzebać w torebce w celu znalezienia portfela. - Cholera... - szepnęłam czując, ze robi mi się gorąco. Czyżbym zapomniała pieniędzy? Nagle wpadłam na kogoś i wszystko co wyjęłam, aby szybciej dokopać się portfela, wylądowało na ziemi - No co jest! - krzyknęłam zdenerwowana, choć tak naprawdę to ja nie zauważyłam, iż ktoś stoi na moim ,,torze” do sklepu. - O... cześć - chłopak, którego poznałam na urodzinach u Patryka obrócił się słysząc mój lament i czując ból w ramieniu spowodowany potrąceniem. - Marcin... - jęknęłam automatycznie. Sama zdziwiłam się, że pamiętałam jak się nazywa. - Tak, Marcin - potwierdził blondyn. Poczerwieniałam dopiero teraz uświadamiając sobie, ze strasznie głupio musiał wypaść ten niekontrolowany ,,szept”. - Cześć - wydusiłam z siebie próbując zachowywać się naturalnie. Był piękny. Wspaniały. Ciemne, brązowe oczy, kontrastowe do tego blond włosy postawione lekko na żel... A może to nie był żel? Może po prostu były tak seksownie zmierzwione… - Cześć - powtórzył z rozbawieniem. Chwilę patrzyliśmy tak na siebie bez słowa. Byłam całkowicie zszokowana i sama nawet nie wiedziałam co jest tego przyczyną. Czy to, iż chłopak, z którym rozmawiałam wtedy, w tej ciemności na balkonie jest tak przystojny...? Czy to, iż spotkałam go tu, w tak nieoczekiwanych okolicznościach...? Czy może to, że stał tak po prostu i obserwował mnie z uśmiechem...? Schyliłam się i zaczęłam zbierać rozsypane rzeczy... Błyszczyk, chusteczki... telefon. Uprzedził mnie i złapał go pierwszy. Nasze wzroki znów się spotkały, a ja znów spłonęłam. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego... ani w stosunku do Kamila, ani do żadnego innego chłopaka. Wstydziłam się. Najnormalniej w świecie wstydziłam się Marcina... - Przepraszam - powiedziałam, gdy już wstaliśmy - Szukałam portfela, nie zauważyłam, że tu stoisz... - Nie ma sprawy. - Na pewno? - Jasne... - nadal się uśmiechał. A ja nie byłam w stanie zdobyć się na najmniejszy gest. W gardle czułam ogromną gulę, a serce było bliskie wyskoczenia z piersi- No na jaki film się wybierasz? - Na…