Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 10 min czytania

Słodka pokusa (cz.4)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam... kalkulowałam... Kochałam Kamila i to było najtrudniejsze. Kochałam...? Ale czy nadal była to ta miłość, jaką dziewczyna darzy chłopaka...? Coraz wyraźniej widziałam, że nie. Przyzwyczajenie? Tak... Sympatia? Jak najbardziej... Mimo to bałam się coś zmienić. Przerażało mnie przyznanie się do tych uczuć samej sobie, a co dopiero Kamilowi. - Wiesz jaka jest największa niedorzeczność ludzka? - spytał mnie Patryk na swoich pamiętnych urodzinach - Stwierdzenie, że najgorsza jest śmierć. Nikt nie chce umrzeć. A przecież śmiercią nazywamy fizyczny stan, nie psychiczny. I tu jest haczyk. Jeszcze gorszej jest umrzeć duchowo. - Duchowo? - zdziwiłam się. - Tak. Popatrz. Był sobie pan X. Pan X nie wychodził z domu, bo bał się, że wpadnie pod samochód. Pan X chodził wcześnie spać, bo tak zdrowo, a co zdrowe- przedłuża życie. Pan X nie pił nie palił, bo to szkodzi zdrowiu- a co szkodzi zdrowiu powoli cię uśmierca. Tak naprawdę pan X od dawna nie żył. Bo co to za życie? Fizycznie- tak funkcjonował i miał się świetnie. Ale duchowo? Można nazwać życiem taki zastój? Majka, powiedz sama, jaka śmierć jest twoim zdaniem gorsza? - nie odpowiedziałam mu wtedy na to pytanie. Ale trzeba przyznać dało mi do myślenia. - Umieram - usłyszałam swój własny głos. Teraz. Po kilku tygodniach od tej zabawy znów wróciły do mnie słowa Patryka. Teraz, gdy zastanawiałam się co dalej. Czego pragnę, co chcę już zostawić w tyle.

,,Najtrudniej jest zdecydować o swoim losie...”

Jak zwykle stanęło na niczym. Idę? Nie idę? Żadna z tych odpowiedzi... Prawidłowa i jedyna- nie wiem. Gdy w sobotni ranek spacerkiem szłam do piekarni próbowałam analizować całą sytuację. Chłopak, który bardzo mi się podoba zaprosił mnie na imprezę. Niestety mam już kogoś. Wyjścia, z których muszę wybrać jedno...? Pierwsze- rzucić mojego chłopaka i iść bez przeszkód. Nigdy nawet nie myślałam o rozstaniu z Kamilem... Zresztą, czy aby na pewno nie chcę już z nim być? Jest moim przyjacielem, a koniec chodzenia będzie zapewne i końcem przyjaźni... Drugie- powiedzieć mojemu chłopakowi, iż wybieram się na imprezę. Zaśmiałam się cicho na samą myśl. Kamil chyba dostałby histerii, gdyby dowiedział się, że ja- jego grzeczna, ułożona dziewczyna- wybieram się do ,,kolegi” pić palić i Bóg wie co jeszcze... Odpada. Wtedy chyba sam by mnie rzucił. Trzecie- nie mówić Kamilowi nic, iść na imprezę i modlić się, żeby przypadkiem od kogoś się nie dowiedział. Wyjście to na pierwszy rzut oka wydało mi się najrozsądniejsze. Przecież nie mam zamiaru go zdradzać, czy coś takiego... Chcę jedynie poznać nowych ludzi i trochę z nimi poszaleć. * Wszystko przebiegało bez zarzutów. Mamie powiedziałam, że śpię u Sandry, toteż puściła mnie bez zbędnych pytań. Ubrać musiałam się naturalnie, aby nie budzić wszelkich podejrzeń. Ulubione dżinsy, które wspaniale podkreślały krągłość bioder i obcisły, fioletowy t-shirt z głową myszki Micky na środku. Już o osiemnastej stałam przed wielką, zieloną furtką, która lekko uchylona zdawała się zapraszać do środka. Płot zarośnięty gęstym bluszczem wyglądał zachwycająco. Zawsze podobały mi się tego rodzaju urozmaicenia ogrodu. Dom Marcina był stary, widać, że miał już dobre kilkadziesiąt lat, ale trzeba przyznać, że był urokliwy, szczególnie z tą roślinnością, która go otaczała. Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę niskich, choć bardzo szerokich schodów prowadzących do drzwi. Otworzył Batrek, który to na urodzinach Patryka tak namolnie zachęcał mnie do skosztowania piwa. - Cześć - zmusiłam się na uśmiech. Nie wiedzieć czemu byłam zdenerwowana i spięta. -Cześć - odparł brunet, po czym gestem ręki zaprosił mnie do środka – Wejdź - stanęłam w długim przedpokoju z kilkoma szafkami i wieszakami. Gdy Bartek zamknął drzwi zrobiło się bardzo ciemno. Spojrzałam na niego pytająco. Nawet się nie ruszył, żeby zapalić jakieś światło. Schyliłam się i zaczęłam rozwiązywać po omacku buty - Nie, nie ściągaj - powiedział głośno po czym ruszył przed siebie. Szłam za nim i coraz bardziej byłam niespokojna. Wydawało się, jakby oprócz nas w domu nie było nikogo. Mijaliśmy puste pokoje, aż w końcu skręciliśmy na schody. -Gdzie idziemy? - spytałam widząc, iż prowadzą one na dół. -Do piwnicy - odparł lekkim tonem. Chwilę później zrozumiałam dlaczego na górze było tak cicho. Wszyscy znajdowali się w jednym z pomieszczeń na dole. Było ogromne i przypominało coś w rodzaju ,,klubu” takiego, w którym spotyka się dana paczka. Kilka starych kanap i foteli, lampy dające słabe światło, plakaty na ścianach, nawet rower i kilka deskorolek. Pomiędzy tym wszystkim około dziesięciu osób popijających piwo i palących papierosy. -Genialne miejsce - pomyślałam. -Siadaj gdzie chcesz - Bartek uśmiechnął się, po czym podszedł do jakiejś szafki i wyciągnął z niej puszkę. -Witam Majka - obok pojawił się Marcin. Serce podeszło mi do gardła. -O... cześć - przywitałam się wysilając się na normalny ton. Jak zwykle widząc

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Słodka pokusa (cz.4) — czytnik · opowiadania