Romans · 16 min czytania
Słodka pokusa (cz.6)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poderwałam się na równe nogi czując, że serce bije mi jak oszalałe. Marcin uśmiechnął się niepewnie i zamknął drzwi do pokoju. - Ee… cześć - jęknęłam czerwieniejąc. - Zaskoczona? - chłopak zrobił kilka kroków w moją stronę. - Nie ma co ukrywać… bardzo - kiwnęłam głową starając się zachowywać naturalnie - Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? - Sama mi powiedziałaś - odparł, a ja zrobiłam zdziwioną minę - Na imprezie. U mnie - dopiero po chwili zrozumiałam, że ma rację. No tak… jak mogłam zapomnieć. - Tak, jasne… Siadaj, rozgość się… - Myślałem, że może gdzieś byśmy wyszli? - spojrzał na mnie wyczekująco. Rzadko kiedy czułam się tak niezręcznie. Bardzo rzadko… - To znaczy… Jeśli nie masz żadnych planów. Przyszedłem tak bez zapowiedzi…. W sumie to tylko na chwilę, bo byłem u kolegi, mieszka klatkę obok i tak jakoś… - Ale nie musisz się tłumaczyć… I tak się nudziłam - przetarłam nerwowo ręce i myślałam gorączkowo jak się zachować. Przecież nie możemy wyjść razem… gdyby ktoś nas zobaczył… kolega Kamila albo… - To co proponujesz? - Zostańmy u mnie - uśmiechnęłam się niepewnie, a Marcin zajął wolne miejsce na łóżku – Może przyniosę coś do picia… - zaproponowałam i nie czekając na reakcję chłopaka wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko znalazłam się w przedpokoju złapałam się najbliższej komody i wzięłam kilka głębokich oddechów. Czułam, jakby krew buzowała mi w głowie rozpychając mózg i każdą komórkę nerwową. Zaskoczył mnie. Zaskoczył mnie całkowicie. Jego wizyta była ostatnią rzeczą jakiej mogłabym się spodziewać. Gdy weszłam do kuchni mama obrzuciła mnie badawczym spojrzeniem. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej sok. Pierwszy lepszy. Pomarańczowy. - Jak chcesz to w szafce są ciastka - oznajmiła moja rodzicielka mierząc mnie wzrokiem. Siedziała przy stole i kleiła pierogi. - Wiem - rzuciłam krótko stawiając na blacie dwie szklanki. Nastała cisza, a ja starałam się ze wszystkich sił, aby tylko nasze wzroki się nie spotkały. Jak się okazało i bez tego w końcu padło pytanie, którego tak się bałam. - Kim jest ten chłopak? - Moim kolegą - schowałam sok z powrotem do lodówki i złapałam pełne szklanki w celu powrotu do pokoju. - Myślałam, że jesteś z Kamilem. - Bo jestem. Marcin to tylko kolega - powtórzyłam kąśliwie, po czym nawet nie zerkając na mamę wyszłam z kuchni. * Do wieczora. Gościł u mnie do wieczora. Wpadł tylko na chwilkę, a został kilka dobrych godzin. I nie powiem- bo wizyta ta była bardzo udana. O tyle, o ile sekunda z Kamilem ciągnęła się w nieskończoność, o tyle, minuta z Marcinem przemijała niespodziewanie szybko. Nie mogłam zasnąć. Położyłam się i tak dobrze po północy, a zasnąć jak na złość nie mogłam. I nie był to już pierwszy raz. Ostatnio w ogóle bardzo mało spałam. Mało spałam, a dużo myślałam. I to nie o przyjemnych rzeczach, a wręcz przeciwnie- zadręczałam się pytaniami, na które za wszelką cenę chciałam znaleźć odpowiedź. Co czuję do Kamila? Co czuję do Marcina? Co zrobić z jednym? Co z drugim? Co dalej…? Podnosiłam się powoli i wsunęłam gołe stopy w fioletowe, włochate kapcie. Cicho stąpając przemierzyłam drogę do kuchni, w której panowała całkowita ciemność. Przez zasłonięte żaluzje wpadało jedynie trochę światła z latarni ulicznej. Zapaliłam słabą lampkę na mikrofalówce i wyjęłam z lodówki kartonik mleka. Podobno najlepiej pomaga na sen. Odgrzałam trochę i wsypując do kubka łyżeczkę kakao zalałam je gorącą, białą cieczą. - Dlaczego nie śpisz? - z progu kuchni dobiegł mnie zaspany szept mamy. - Nie mogę zasnąć - oznajmiłam zgodnie z prawdą zajmując miejsce przy stole i stawiając na nim kubek - Zrobiłam sobie mleka, podobno pomaga… - mama weszła powoli i usiadła naprzeciwko powstrzymując ziewnięcie - A ty? Czemu wstałaś? - Słyszałam, że nie śpisz i chciałam zobaczyć co się stało. - Więc jak widzisz nic. Wracaj do łóżka - uśmiechnęłam się blado starając się zachować pozory. Zwykła zarwana noc. Nic więcej. - Majka… a jednak myślę, że coś jest nie tak - wtopiła we mnie to swoje badawcze spojrzenie, któremu nic nie umknie- I chyba dobrze nam zrobi mała rozmowa… Ciepły kubek z mlekiem uniosłam do góry by powoli zatopić się w pysznym smaku kakao. Patrzyłyśmy na siebie wyczekująco. Ja- obojętnie lecz z zainteresowaniem, mama- badawczo lecz z wyraźnym spokojem. - No o czym chcesz rozmawiać? - spytałam po chwili nie wytrzymując napięcia. Podejrzewałam jaki jest cel tej ,,pogawędki”, aczkolwiek do końca starałam się maskować. Chciałam zyskać na czasie. Podczas budowania kłamstwa jeden krzywo postawiony klocek może zburzyć całą piramidę zdarzeń. A przecież nie mogłam powiedzieć jej wszystkiego. Nie mogłam też dopuścić do tego, aby domyśliła się, iż wszystkiego nie wie. - O tym co się z tobą ostatnio dzieje. Nie wychodzisz nigdzie. Nie spotykasz się z dziewczętami. Kamila też omijasz szerokim łukiem - moja rodzicielka oparła się na łokciach i spojrzała podejrzliwie. Jakby moja reakcja była odpowiedzią na wszystkie dręczące ją pytania - Dziś odwiedził cię jakiś chłopak… - Marcin. - Może i Marcin. - Na pewno Marcin - urwałam. I mama przestała się odzywać. Najwidoczniej zburzyłam jej ułożony diagram wymowy i pouczeń. Zamilkłam i czując pogarszającą się atmosferę znów skorzystałam z ucieczki łapiąc kubek z mlekiem. - I nie śpisz już którąś noc z rzędu - spojrzałam na nią ze zdziwieniem. - Skąd wiesz…? - Bo jak może zauważyłaś dzielmy jedno mieszkanie… - Ale… nie wychodziłam jak dotąd z pokoju w nocy. -… i jestem twoją matką. Te podkrążone oczy i ziewanie przy obiedzie nie są raczej oznaką przespanej nocy, nieprawdaż? - wbiłam wzrok w blat stołu i milczałam. Jak ona dobrze mnie zna… - Majka… dziecko, czy ty masz jakieś problemy? - spojrzała na mnie z zatroskaniem i czułością. Aż się uśmiechnęłam na ten widok. Biedna mama, wychodzi tu z siebie, a ja po prostu nie wiem czy zerwać z Kamilem. - Nie, nie mam żadnych problemów. To znaczy… nic takiego przez co mogłabym zginąć czy stracić wszystkich przyjaciół… w ciąży też nie jestem - dodałam z lekkim chichotem. Ale mojej rodzicielce wcale nie było do śmiechu. Choć wyraźnie się uspokoiła minę miała nadal poważną. - Czyli jednak jakieś kłopoty masz? - No mam… ale nic takiego, naprawdę. - Gdyby to było nic takiego to w nocy byś spała, a w dzień nie siedziała cały czas w domu. Kiedyś rozmawiałyśmy… mówiłaś mi wszystko, a teraz… - A teraz jestem już trochę starsza i są sprawy, które chciałabym zachować tylko dla siebie. Cieszę się, że się mną interesujesz ale… nie możesz mi pomóc. Nie w tej sytuacji - wzruszyłam bezsilnie ramionami i kolejny raz zanurzyłam usta w pysznym, czekoladowym mleku. - Chodzi o Kamila, prawda? - Mamo… - wzięłam głęboki oddech i wstałam - To nic takiego, naprawdę. Nie martw się. - Nie podoba mi się to, co dzieje się z tobą ostatnio. Usiądź. Czy Kamil… nie wiem. Oczekuje od ciebie więcej niż możesz mu dać? - moja rodzicielka obrzuciła mnie poważnym spojrzeniem. Teraz to już zaśmiałam się w głos. - Co? Kamil? - spytałam ledwo opanowując ubaw - Zwariowałaś? - dopiłam resztę mleka po czym wstawiłam kubek do zlewozmywaka. - Czyli nie dowiem się co tak strasznie cię męczy? - mama nadal obserwowała mnie bez zmrużenia oka. Pokręciłam lekko głową - Eh… trudno. Może dać ci chociaż jakiś syrop na spanie? - Wypiłam mleko. Powinno pomóc. - Oby… - Dobranoc - już chciałam wyjść z kuchni, gdy poczułam uścisk na ramieniu. - Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść. Gdy tylko będziesz miała jakiś kłopot - uśmiechnęłam się na te słowa i przytuliłam do mamy. Jak za starych dobrych czasów, gdy to jeszcze byłam jej grzeczną, ułożoną córeczką… * Prawa noga nerwowo powędrowała na lewą. Ręce złożyły się jak do pacierzu, a głowa obróciła to w lewo, to w prawo z niecierpliwością wypatrując tej tak dobrze znanej już sylwetki. Silny podmuch wiatru otulił buty kupką liści. Szybkim ruchem zrzuciłam je z powrotem przyjmując pozę ,,noga na nogę”. Czując niemiły chłód dopięłam płaszcz pod samą…