Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 18 min czytania

SŁODKA ZEMSTA (cz. III)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SŁODKA ZEMSTA (cz. III)

Chłopak, któremu wbiegłam pod samochód okazał się całkiem miły. Wprawdzie nie grzeszył urodą (był raczej przeciętny, zupełnie nie w moim guście), ani zbyt rozmowny, ale nie zmieniało to faktu, że zaproponował mi, bym się u niego wykąpała. No może niezupełnie się tak wyraził, ale można było to w ten sposób zinterpretować. W tej jego tak szczerej chęci pomocy wyczytałam jakiś podstęp. Biedaczek, pewnie myślał, że jak będę się u niego doprowadzała do porządku, to przy okazji mnie zaliczy. Bo było widać jak na dłoni, jak bardzo się mu podobałam. Zauważyłam to od razu. Żeby nie dopuścić do żadnej sytuacji podbramkowej, przekręciłam zamek w drzwiach od łazienki. Kiedy woda spłukiwała ze mnie wszystkie te brudy, pozwoliłam sobie wreszcie się wypłakać. Byłam dumna z siebie, że udało mi się wyjść z honorem tam w restauracji, bo tak naprawdę to miałam ochotę rozpłakać się od razu, paść Radkowi do nóg i prosić, by mnie nie zostawiał. Ale mój honor nie pozwolił mi na to. Gdybym tak postąpiła, straciłabym dla siebie cały szacunek. Kiedy wyszłam spod prysznica uświadomiłam sobie, że poza ręcznikiem, który wisiał w łazience, nie miałam się w co ubrać. Byłoby bezsensowne brać prysznic i zakładać brudną bieliznę i sukienkę. Nie chciałam nadużywać gościnności Adriana, ale miałam cichą nadzieję, że się domyśli, czego potrzebowałam. Chyba, że ten frajer myślał, że po prysznicu ubranie nie będzie mi potrzebne, bo zaraz rzucę się mu w ramiona. Wolałabym raczej w tym ręczniku przejść całą Ostrołękę narażając się na zamknięcie w Wariatkowie, niż to z nim zrobić. Jakby na potwierdzenie moich słów Adrian zapukał w drzwi. Nic z tego słodziutki, pomyślałam, nic z tego nie będzie.

***

Gdy Wiktoria brała prysznic, zastanawiałem się, o ile w tym miesiącu wzrośnie siostrze opłata za wodę i jakie będą w przyszłości tego konsekwencje (względem mojej osoby). Przy okazji pochowałem wszystkie zdjęcia siostry i szwagra, by w tak dziecinny sposób nie dać się złapać na kłamstwie. Ubrania siostry powędrowały do regału, a ciuchy szwagra porozrzucałem w obydwu pokojach, żeby mieszkanie wyglądało na typową kawalerską melinę. Miałem nadzieję, że nie będzie się im zbytnio przyglądać, bo szwagier nie tylko był sporo ode mnie wyższy, ale również całkowicie pozbawiony dobrego gustu. Tego czegoś, co on nazywał ubraniem, nigdy bym na siebie nie włożył. Sam nie wiem, dlaczego ją okłamałem, że mieszkanie jest moje. Przecież nie miałem wzglądem niej żadnych zamiarów. Może po prostu zrobiłem to z przyzwyczajenia, bo inne dziewczyny dawały się na to nabierać (w dzisiejszych czasach mieszkanie to niezły kapitał). A może najzwyczajniej w świecie wstydziłem się przyznać, że jestem nikim. Kiedy rozrzucałem ubrania szwagra, zdałem sobie sprawę, że przecież powinienem coś znaleźć dla Wiktorii, bo w łazience wisiał tylko ręcznik. Nie chciałem, żeby sobie pomyślała, że to specjalnie. To, że miała na mnie taką ochotę, nie oznaczało, że dopnie swego. Prawdę powiedziawszy miałem nadzieję, że nie będzie niczego próbowała, bo marzyłem już tylko o tym, żeby samemu się wykąpać, wypić ze cztery piwa i położyć się spać. Nawet w tym mieszkaniu. Za dwa dni czekał mnie najważniejszy dzień w moim życiu. Znalazłem jej jakąś najmniejszą koszulkę szwagra i spodenki, żeby miała się w co ubrać. Normalnie nigdy bym jej tego nie podał, bo było to takie tandetne, że aż mnie żal za coś ściskał. Ale dla Wiktorii w sam raz. Myślałem, że w tak obciachowych ciuchach będzie wyglądała okropnie, więc nie powinny mnie nachodzić żadne nieprzyzwoite myśli na jej temat, a tym samym, łatwiej mi będzie odmówić. Bo w to, że coś się szykowało nawet nie wątpiłem. Już nawet wymyśliłem bajkę o tym, że mam dziewczynę, z którą chodzę kilka lat i poza którą świata nie widzę. Oczywiście moja wymyślona dziewczyna odwzajemniała moje głębokie uczucie co najmniej równie głęboko (a może nawet głębiej), więc sorry Wiktoria, fajna z ciebie laska, i w innych okolicznościach kto wie, ale tak, sama wiesz. Gdy podawałem jej ubranie, widziałem jak na mnie patrzyła. Po prostu pożerała mnie wzrokiem. Musiałem przyznać, że trochę się pomyliłem w ocenie jej wyglądu, bo gdy zmyła z siebie ten tandetny rozmazany makijaż, jej buzia wyglądała całkiem, całkiem. Jednak w niczym nie zmieniało to mojego postanowienia. Niech tam sobie wygląda. Byle szybko się wyniosła.

***

Ubrań, które mi dał, wolałabym nie komentować. W sumie nie spodziewałam się po nim dobrego smaku, ale nie przypuszczałam też, iż może go być aż tak bardzo pozbawiony. Jest jednak przysłowie, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, więc niech tam. Gdy wyszłam z łazienki, znowu mnie zaskoczył. Tym razem pozytywnie. Bo na stole czekała na mnie herbata. Z tego wywnioskowałam, że zanim się zacznie do mnie dobierać, miałam trochę czasu. Jednak dobry nastrój popsuło jego wejście do łazienki, bo uświadomiłam sobie, że leży w niej moja bielizna, którą rzuciłam na podłogę, a o której zupełnie zapomniałam wychodząc. Wiele się nie namyślając otworzyłam drzwi, żeby naprawić swój błąd i zobaczyłam, jak Adrian stoi przy otwartej pralce i przygląda się jej z zainteresowaniem, jakby to było nie wiadomo co. Może sama ta czynność by mnie tak nie zmieszała, gdyby nie fakt, że tą, którą miał na sobie, zdążył już wrzucić do automatu. Na mój widok wrzucił natychmiast również moją bieliznę do pralki, jakbym przyłapała go na czymś złym. Zanim odwrócił się do mnie tyłem, mój wzrok wbrew mej woli (umówmy się tak dla przyzwoitości) powędrował w wiadome miejsce, za co natychmiast go przeprosiłam. To nieprawda, że jak facet jest niezbyt ładny natura wynagradza mu to w czymś innym. Adrian był tego najlepszym przykładem. Za to tyłek miał niczego sobie. Tylko mógłby go trochę wydepilować.

***

Tego było już za wiele. Żeby wchodzić do łazienki bez pukania. Prostaczka! I to akurat w momencie, kiedy nie miałem nic na sobie i zamierzałem włożyć jej bieliznę do automatu (ona mogła to odebrać trochę inaczej). Gdyby nie fakt, że mój sprzęt wywarł na niej tak pozytywne wrażenie, powiedziałbym jej coś do słuchu. Zapamiętałaby do końca życia. Gdy się już wykąpałem i wróciłem do kuchni, zachowywałem się tak, jakby incydent w łazience nie miał miejsca. Wiktoria była jakaś spięta. Pewnie nie mogła zrozumieć, dlaczego jeszcze się na nią nie rzuciłem, jak wygłodniały wilk na owcę. W pewnym momencie zapytała: - Nie masz może jakiegoś alkoholu? Muszę się napić. Musiałbym być idiotą, żeby się nie domyśleć, że chodziło jej o tak zwane rozluźnienie atmosfery. Poszedłem do barku w nadziei, że szwagier wszystkiego nie skonsumował i przynajmniej jakieś wino uchowało się jeszcze przed jego gardłem. Bo wiedziałem, że podobnie jak zdecydowana większość Polaków miał zadatki na jawnego pijaka, a był już skrytym alkoholikiem. Moje nadzieje okazały się bezpodstawne. Wina nie było. Za to stał czteropak żywca, które bardzo lubiłem, a które miałem okazję niezwykle rzadko konsumować, bo jego rozwiązła cena nie pasowała do mojej skromnej kieszeni. - Lubisz piwo? - zapytałem niosąc przed sobą ostentacyjnie czteropak. - Jasne. Dzięki. Wyjąłem z szafki dwie szklanki, które wygrałem w esemesowym konkursie konkurenta piwa, które przyniosłem. Przepłukałem je wodą, bo nie były pierwszej czystości. Nalałem z iście barmańską precyzją, z pianką na dwa palce. Widocznie na tym rozluźnieniu atmosfery zależało jej bardziej niż podejrzewałem, bo pół szklanki wypiła w kilka sekund. Następna alkoholiczka, pomyślałem. Generalnie nie miałem dobrego zdania o dziewczynach, które piły, bo wiadomo - głowa pijana, dupa sprzedana (chyba, że akurat próbowałem jakąś upić). Nic więc dziwnego, że ta jej łapczywość wpłynęła ujemnie na moje o niej mniemanie (chociaż i bez tego nie było ono zbyt wysokie). Odniosłem wrażenie, jakby te pół piwa ją wzięło, ale przecież nie byłem taki głupi i wiedziałem, że stare dobre czasy, kiedy dziewczyny miały słabe głowy minęły bezpowrotnie. - Masz dziewczynę? - zapytała niespodziewanie. Wiadomo, do czego zmierzała. Już miałem jej puścić tą bajeczkę, którą zawczasu przygotowałem, ale w ostatniej chwili się rozmyśliłem. Postanowiłem powiedzieć prawdę (to do mnie trochę niepodobne). - Nie. - Witaj w klubie. - W sumie byłoby trochę dziwne, gdybyś miała dziewczynę. Uśmiechnęła się. - No proszę, masz poczucie humoru. A ja miałam cię za takiego sztywniaka. Jeszcze byś się dziewczyno zdziwiła, pomyślałem, jaki potrafię być zabawny, kiedy mam na to ochotę. - Dziś rozstałam się z kimś, z kim spędziłam trzy lata. Numer stary jak świat. Ona grała porzuconą, załamaną dziewczynę, a ja powinienem wcielić się w rolę pocieszyciela. I

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%