Komedia · 22 min czytania
SŁODKA ZEMSTA (cz. VI)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bezsilność. Tak bym określił pierwszy dzień zmagań Wiktorii z niewykonalnym (moim zdaniem) przedsięwzięciem, którego się podjęła. Jak można ratować ogień, który się zupełnie wypalił? Bo, że Radek już niczego do niej nie czuł, było dla mnie jasne jak słońce. Może nawet nigdy jej nie kochał. Bo czy prawdziwe uczucie może zgasnąć tak nagle? W nocy mieliśmy ognisko, przy którym poznaliśmy kilka osób, wśród których na szczególną uwagę zasługiwał Paweł. Był mniej więcej w moim wieku, jednak gdzie mi się tam równać do niego. Miał muskularne ciało, błyskotliwą gadkę (czego niestety nie mogłem powiedzieć o sobie) i co najważniejsze, przypominał Brada Pitta (co już na pewno mnie nie dotyczyło). Rzecz jasna, skoro nawet ja to zauważyłem, to tym bardziej ten szczegół nie mógł ujść uwadze dziewczyn. Ku mojemu zdziwieniu, również Iwona wykorzystywała każdą chwilę, gdy podchmielony Radek był zajęty czymś innym, by na niego spojrzeć. To mi nasunęło do głowy pewien szatański pomysł, który jednak odrzuciłem natychmiast, bo jego realizacja świadczyłaby o moim chamstwie i braku moralnych zasad. Może i czasami potrafiłem być chamski, co jednak w niczym nie przeszkadzało, że przy okazji miałem jakieś zasady. Paweł miał dziewczynę, nawet fajną i miłą, Jolkę, która wydawała się być trochę znudzona albo zmęczona naszym towarzystwem. Nie wiem dlaczego, ale odniosłem niepokojące wrażenie, że jakoś dziwnie się mi przyglądała. Z drugiej strony miałem prawo tak sądzić, bo byłem już po wielu piwach i wszystko wydawało mi się trochę dziwne. Zwłaszcza to, że Wiktoria nie zauważała, albo nie chciała zauważyć, że bardzo podobała się Pawłowi. To mogłoby być świetne wyjście z beznadziejnej sytuacji, gdyby zamiast gonić za mrzonkami, zajęła się czymś realnym. Inna sprawa, że w ten sam sposób Paweł patrzył również na Iwonę. Albo to ja wypiłem o jedno piwo za dużo i wszystko mi się myliło. W pewnym momencie Jolka ostentacyjnie ziewnęła, wstała i zapytała, czy wśród obecnych tu mężczyzn jest ktoś, kogo mogłaby nazwać dżentelmenem, który odprowadziłby ją do domku. Nie wiem dlaczego, kiedy o to pytała patrzyła właśnie na mnie. Podniosłem się, gdyż od dłuższego czasu wstrzymywałem mocz, bo po piwie pędziło mnie jak wszyscy diabli i co piętnaście minut musiałem chodzić w krzaki, czego normalni ludzie mogliby nie zrozumieć. Dlatego trochę się tego wstydziłem przy dziewczynach. Kiedy więc wstałem, akurat w nieodpowiednim momencie, żeby po raz kolejny iść za potrzebą, która bardzo mnie już piliła, Jolka błędnie odczytała mój gest, jako odpowiedź na jej pytanie. Nie miałem wyboru, musiałem ją odprowadzić. W połowie drogi, mimo naprawdę szczerych chęci, przeprosiłem Jolkę i odszedłem na bok, gdzie z ogromną ulgą oddałem mocz. - Masz kłopoty z prostatą - bardziej stwierdziła niż zapytała. Wiesz, dlaczego? - Dlaczego? - Za mało seksu. Nie wiedziałem, czy tak to tylko powiedziała, czy była to jakaś propozycja. Na wszelki wypadek postanowiłem przypomnieć jej, że ma chłopaka. - Paweł nie jest o ciebie zazdrosny? - Nie wydaje mi się. A już na pewno nie w ten sposób, co myślisz. To mój brat. To była wspaniała wiadomość. Oczywiście w kontekście, gdybym zapomniał o zasadach i chciał wprowadzić w życie swój chamski plan, na który wpadłem niedawno. - Wejdziesz na kawę? - zapytała Jolka, gdy staliśmy pod drzwiami domku. Nie wiedziałem dlaczego, ale odniosłem wrażenie, jakby ta zupełnie niewinna propozycja miała dla niej wielkie znaczenie. - Dzięki, ale nie - odmówiłem najdelikatniej jak potrafiłem po chwili, podczas której udawałem, że poważnie rozważam tę propozycję. To była chyba jakaś idiotka, bo czy normalna dziewczyna proponuje chłopakowi kawę o dwunastej w nocy? A mogło być nawet później. W dodatku po tylu piwach? Chyba bym zahaftował całą okolicę, gdybym wypił małą czarną. - Nadal nie dbasz o swoją prostatę - powiedziała wzdychając. Musiałem być już chyba bardzo pijany, bo za cholerę nie rozumiałem, w jaki sposób kawa mogła wpłynąć korzystnie na moją prostatę. Na czyjąkolwiek w ogóle. Chyba, że w międzyczasie naukowcy odkryli w niej jakieś nieznane dotąd właściwości. Gdy wróciłem, wszyscy zdziwili się, że tak szybko. - Szybki jesteś - zaśmiał się Paweł. A ile czasu można iść pięćset metrów w jedną i z powrotem, pomyślałem.
Tamtego wieczora Wiktoria odniosła swoje małe zwycięstwo. Gdy rozmowa zeszła na temat kina, okazało się, że Iwona w ogóle nie orientowała się w temacie. Nie kojarzyła tytułów nawet najlepszych filmów, nie znała aktorów. Wiktoria szybko to wykorzystała zadając jej pytania, na które pytana nie potrafiła odpowiedzieć. Nawet na najprostsze. Trochę jej w tym pomogłem. Widać było, że Radkowi było z tego powodu co najmniej głupio. Mieliśmy niezły ubaw, gdy leżeliśmy już w namiocie. - Jak miała na imię dziewczyna Forresta Gumpa? - próbowałem naśladować głos Wiktorii. - Iwona, przypomnij mi, bo zapomniałam. Równie dobrze mogłabyś ją zapytać, kto wymyślił teorię względności, żarówkę czy telefon. Nie spodziewałem się, że może być aż taka tępa. To jest jej słaby punkt. Musisz to wykorzystać. - Nie omieszkam. Jednak nasza radość nie trwała długo. Wiktoria spoważniała, a ja od razu domyśliłem się, o czym myśli. Radek nie był aż na tyle pijany, by nie móc teraz kochać się z Iwoną. Świadomość, że w namiocie obok, tak blisko niej, jej były chłopak robi to, co w tym samym miejscu robił kiedyś z nią, nie mogła należeć do najprzyjemniejszych. Miała zamknięte powieki i udawała, że próbuje zasnąć, ale zdradzał ją nierówny, przyspieszony oddech. W dodatku w namiocie nadal było gorąco i o szybkim zaśnięciu można było tylko pomarzyć. Leżałem bez koszulki a pociłem się jak dzika świnia. Założyłem słuchawki discmana na uszy i włączyłem Smashing Pumpkins, ale Bill Corgan nie zdążył zaśpiewać nawet słowa, bo musiałem z tego zrezygnować. - Wyłącz to! - syknęła Wiktoria zmienionym głosem. Zdawałem sobie sprawę, że w takich okolicznościach, nawet taka lekka, miła, niewinna muzyka potrafiła być denerwująca. Poza tym z pewnością nasłuchiwała odgłosów dochodzących z drugiego namiotu. Poleżała jeszcze trochę, po czym wyszła na dwór. - Gdzie idziesz? - zapytałem. - Popływać. Muszę się ochłodzić. - Idę z tobą. - Zostań. Chcę być teraz sama. Nie protestowałem. W takich chwilach chyba najlepsza jest samotność.
***
Czas płynął, a ja nie potrafiłam znaleźć sposobu, by ponownie trafić do serca Radka. Były nawet takie momenty, że zastanawiałam się, czy on kiedykolwiek tak naprawdę mnie kochał? Może wcale nie znaczyłam dla niego tak wiele, jak sądziłam? Ale szybko odpychałam od siebie te natrętne, głupie myśli. Drugiego dnia pobytu w Warchałach, wynajęliśmy rowery wodne i dobre kilka godzin pływaliśmy po jeziorze. Miałam pływać z Adrianem, którego koszty pobytu, zgodnie z umową pokrywałam w całości. Jednak rozdzielili nas Paweł z Jolką. Jolka, tak mi się przynajmniej wydawało, leciała na Adriana. Nie wiem, co ona w nim widziała, ale w tej kwestii raczej nie mogłam się mylić. Za to Paweł wcale nie krył się z tym, że mu się podobam. Wręcz przeciwnie, dawał mi to poznać na każdym kroku. - Co za tyłeczek - powiedział, gdy się schyliłam wypinając pośladki w jego kierunku podnosząc z ziemi wodę źródlaną. A jego wzrok mówił mi: chętnie bym go zerżnął. Przynajmniej tak to odbierałam. Paweł, co tu ukrywać, był przystojnym chłopakiem i w innych okolicznościach, kto wie, jak by się potoczyła nasza znajomość. Niemniej jednak jego jawna adoracja sprawiała mi przyjemność, bo podbudowywała moje poczucie własnej wartości, mocno podupadłe w ostatnim czasie. Z oczywistych powodów. Z drugiej strony zdawałam sobie sprawę, że chwyty, które stosował wobec mnie, prowadziły tylko w jednym kierunku. To był chłopak na jedną noc, bo nie wyglądał mi na takiego, który by potrafił dłużej pobyć z jakąś dziewczyną. A mnie w tamtym czasie taka znajomość nie interesowała. Oczywiście nie powiedziałam mu tego, chciałam, żeby myślał, że mu się uda. Chciałam, żeby Radek widział, że interesuje się mną naprawdę przystojny chłopak. Z powodów, o których wspomniałam wcześniej, Jolka zabrała na swój rowerek Adriana, a do mnie dołączył Paweł. Radek rzecz jasna, zapakował swój tyłeczek razem z dupą Iwony. Pogoda była świetna i gdybym była teraz z Radkiem, czułabym się jak w niebie. Ale że nie byłam, czułam się podle, mimo, iż na wyciągnięcie ręki miałam buchającego testosteronem Pawła, który tylko czekał na jakiś znak. Gdy zauważyłam, że nie tylko mój były świetnie się bawi ze swoją nową maskotką, ale również Adrian, co wnosiłam po salwach śmiechu dobiegających z ich roweru, mój stan ducha uległ dalszemu pogorszeniu. - Co się dzieje? - zapytał Paweł, któremu najwyraźniej nie uszło to uwagi. - Nic - zbyłam go najkrócej jak potrafiłam podając mu butelkę piwa, żeby mi ją otworzył. Gdy ją otwierał, na ułamek sekundy naprężyły się wszystkie jego mięśnie. Był świetnie zbudowany. Szkoda, że akurat dla mnie to nie miało aż takiego znaczenia. - Dlaczego jesteś taka smutna? - Nie jestem. - Przecież widzę. - Każdy ma jakieś zmartwienia. - Jakie może mieć zmartwienia taka śliczna dziewczyna, jak ty? Szedł najkrótszą drogą do celu. I pewnie do tej pory nigdy go nie zawiodła. - Czy ma to jakiś związek ze mną? Do tego wszystko wskazywało, że jest zarozumiały. Pierwsza rysa na diamencie. - Muszę cię rozczarować, ale nie. - Może chcesz o tym porozmawiać, gdzieś na osobności? Ciekawe ile dziewczyn po takim tekście pozwalało ściągnąć mu sobie majtki? - Nie chcę o tym w ogóle rozmawiać. Zwłaszcza z tobą. - Bo jestem obcy? - Bo to jest coś, o czym z nikim nie rozmawiam. Takie małe kłamstewko. Właściwie to nawet była prawda, gdy zapomni się o Adrianie. A on przecież się nie liczył. Powiedziałam mu, bo musiałam. Chociaż nie, wygadałam się z tym wszystkim zupełnie dobrowolnie. Ale wtedy potrzebowałam z kimś pogadać. Akurat był pod ręką. Równie dobrze to mógł być ktoś zupełnie inny. Wielką zaletą był fakt, że taki mruk jak Adrian, nikomu nie zdradzi mojej tajemnicy. Tego mogłam być absolutnie, bezwarunkowo pewna.
***
- Teraz jest załamana, bo widzi, że nic nie może zrobić. Czuje się bezsilna - kończyłem swoją opowieść o miłosnych perypetiach Wiktorii. Sam nie wiem, dlaczego jej o wszystkim powiedziałem. Może dlatego, że nigdy nie wiedziałem, o czym powinno się rozmawiać z dziewczynami. Kiedy więc Jolka zapytała mnie, od jak dawna chodzę z Wiktorią i dlaczego pozwoliłem zająć swoje miejsce Pawłowi, żeby nie wyjść na totalnego lelka, zdobyłem się na szczerość i wyznałem jej, że wcale nie jesteśmy parą. Reszta już była kwestią umiejętnego pociągnięcia mnie za język, co Jolce, musiałem to przyznać, całkiem dobrze poszło. Poza tym, moja opowieść strasznie bawiła moją rozmówczynię, czego nie potrafiłem sobie sensownie wytłumaczyć. Brechtała się, jakbym opowiadał jej jakąś komiczną historię, a nie wielki miłosny dramat. - Naprawdę ją przejechałeś? - dopytywała się…