Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 12 min czytania

Słodkogorzkie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I Jak na połowę maja dzień był wyjątkowo upalny. Nie mogłam się doczekać, kiedy wysiądę z samochodu. O lekkim podmuchu wiatru już nawet nie śmiałam marzyć. Z ulgą zatrzasnęłam za sobą drzwi mojego Fiata Pandy, który był prezentem od rodziców na dwudzieste drugie urodziny. Czekało mnie jednak rozczarowanie. Na zewnątrz było jeszcze cieplej niż w aucie. - Co za upał – mruknęłam pod nosem z niezadowoleniem, podciągając do dołu - starym zwyczajem – przykrótką spódniczkę i ruszyłam przed siebie, by jak najszybciej znaleźć się w klimatyzowanym wnętrzu redakcji. Wewnątrz panował jak zwykle ten sam, znajomy bałagan. W powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy i papierosów. Słychać było równomierny stukot klawiatury i nieustannie urywające się telefony. Z uśmiechem podeszłam do swojego stanowiska i rzuciłam torbę na biurko, które i tak było już zawalone papierami. - Co tu dzisiaj mamy? Cała sterta listów od czytelników na które trzeba odpowiedzieć. Boże, czy ludzie nie mają innych zajęć tylko pisanie listów do gazety? Szykuje się ciekawy ranek- mówiłam do siebie z przekąsem. Nie zauważyłam, że przygląda mi się pewna dziewczyna. Spojrzałam na nią i mimowolnie zakryłam usta dłonią. Była niższa ode mnie. Szczupła. Brunetka o stalowych oczach ocienionych firanką czarnych rzęs. Starannie pomalowana i ubrana w najmodniejsze markowe ciuchy. Było w niej coś znajomego, co przejmowało mnie lękiem. Uśmiech. To była ona. Zero wątpliwości, że stała naprzeciwko mnie Ewa Walicka we własnej osobie. Przez chwilę miałam wrażenie, iż podłoga zaczęła wirować. Trwało to sekundę. Szybko odzyskałam równowagę. Wiedziałam, że powinnam jak najszybciej się wycofać; uciec stamtąd. A jednak stanęłam na wysokości zadania. Nie stchórzyłam. Nie uciekłam. To by oznaczało, że nic się nie zmieniłam. A ja przecież nie była już tą dawną, strachliwą Alą, która najchętniej schowałaby się w mysiej dziurze. Ona umarła. Nie mogłam ponownie pozwolić opętać się tej idiotycznej nieśmiałości. Zagryzłam wargi tak boleśnie, że poczułam smak własnej krwi. Dokładnie w tym momencie, kiedy miałam zamiar wrócić do segregowania listów podeszła do mnie Ewa. „ Z bliska jest jeszcze piękniejsza.” – pomyślałam. - Przepraszam – powiedziała – ale odkąd panią zobaczyłam, nie mogę się pozbyć wrażenia, iż skądś się znamy. Więc jednak. Nie poznała mnie do końca. Poczułam nieodpartą satysfakcję, przypominając sobie wszystkie drakońskie diety, ćwiczenia na siłowni, godziny spędzone na pływalni, poranne biegi, kilkudniowe głodówki i miliony wyrzeczeń. Teraz wiedziałam, że było warto. Moja dawna koleżanka patrzyła na mnie zagadkowym, ale przyjaznym spojrzeniem. W porę przypomniałam sobie, że należałoby coś powiedzieć. - Ewka – wykrzyknęłam ze znakomicie sprofanowaną radością. Życie już dawno nauczyło mnie, że dla własnego dobra lepiej jest czasami udawać – Pewnie, że się znamy! To przecież ja! Ala! Niepostrzeżenie naprawdę zaczęłam cieszyć się z tego spotkania. Skądinąd większość wspomnień była przykra, ale były i te dobre. Skoncentrowałam się właśnie na nich. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w jej ramionach. Ramionach, które obejmował on. I znowu ten dystans. Ta chora zazdrość, która tak bardzo mnie zawstydzała. Dotarło do mnie, że zwolniłam uścisk i stałam na środku redakcji z niezidentyfikowaną miną, tonąc w ponurych wizjach. Hmm… trzeba by było rozładować napięcie. - Co tu robisz? – spytałam, wywołując na twarzy sztuczny uśmiech, w którym ukazałam całą gamę białych zębów. - Szef przysłał mnie jako negocjatora. Chodzi o reklamę naszej firmy. Ale jakoś opornie mi idzie. Szafrański jest po prostu nieubłagalny – odpowiedziała bez widocznego zmartwienia tą zawziętością mojego szefa – A ty tu pracujesz? - Tak. Nie ukrywałam nigdy, że chcę pisać. - Pamiętam – puściła do mnie oko – Również to, że obiecałaś nam wszystkim książkę. - Wiesz, to nie takie proste… Jedyne co w tej chwili piszę to odpowiedzi na jakieś bzdurne listy od czytelników naszego pisma. Nie mam szans zostać pisarką. - Nie zgadzam się. Jako nastolatka byłaś w tym świetna, to już nie potrafię sobie wyobrazić jak piszesz teraz. - Szkoda gad… - nie skończyłam, bo z pokoju redaktora wypadł wściekły Szafrański : - Kornacka do mnie! – i wrócił z powrotem do swojej jaskini. Na to zareagowała Ewa. - Wiesz, właśnie dotarło do mnie, że przecież przeszkadzam ci w pracy. Spotkajmy się na mieście. Mamy mnóstwo do obgadania, nie tylko twoją książkę. - Ale wiesz… ja nie za bardzo mam czas… - zaczęłam się niezgrabnie wymigiwać, ale Ewka dostrzegła to: - Ojjj, nie wywiniesz mi się. Dziś w „Muszelce” o piątej. - No nie wiem… - wahałam się. - A kto tu cię pyta o zdanie. To do zobaczenia. - Ale… - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo ona wybiegła już jak burza z redakcji i właśnie widziałam, jak łapie taksówkę. - Do zobaczenia. – powiedziałam już sama do siebie, będąc jednocześnie myślami w gabinecie naczelnego.

II Gdy weszłam do „Muszelki” Ewa już czekała. Na mój widok serdecznie się uśmiechnęła i gestem ręki zaprosiła mnie do stolika. Przywitałam się i usiadłam obok, nie przestając myśleć o tych „wielu sprawach do obgadania”. Zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć, ale kelner wybawił mnie z kłopotu. - Co podać ? - Ja poproszę wodę mineralną z cytryną. - Dla mnie kawę. Taką jak zawsze – po minie kelnera wywnioskowała, że musiała być stałą bywalczynią i tego postanowiłam się uchwycić. - Widzę, że często tu bywasz? - Dosyć regularnie. Odkryliśmy tę kawiarnię z Adrianem. Oczywiście pamiętasz go? – spojrzała na mnie pytająco – Tak! Przecież to ty nas poznałaś! – tu demonstracyjnie palnęła się w czoło. Chyba zapomniałam, że aby żyć trzeba oddychać. Cała krew z mózgu odpłynęła mi w dolne partie ciała na samą wzmiankę o nim. Przymknęłam oczy jakby chcąc się obronić przed słowami Ewy. Po raz kolejny…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Słodkogorzkie — czytnik · opowiadania