Romans · 12 min czytania
Słodkogorzkie cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IV
Aby dotrzeć nad morze mieliśmy do pokonania 700 metrów przez las. Ewa i Adrian wzięli się za ręce, a ja szłam z tyłu, gawędząc z Piotrkiem. Im więcej z nim rozmawiałam tym coraz bardziej go lubiłam. Był jednym z tych niewielu ludzi w dzisiejszych czasach, którzy przekazują pozytywne wibracje. Po prostu wiedziałam, że jest szczery i to było najważniejsze. Tymczasem doszliśmy na miejsce. Na deptaku przed samą plażą poczuliśmy już lekki, świeży wiatr od morza niosący zapach gorących gofrów, co przypominało wszystkim, że od dawna nic nie jedli. Zajęliśmy więc stolik w „Nocnej Bryzie”, a Ewka poszła do toalety. Piotrek też poszedł coś obejrzeć, a ja zostałam sama z Adrianem. Tego się właśnie obawiałam. Znów powiew wiatru. Tak beztroski i rześki, że przez moment zapomniałam o otaczającym mnie świecie. Wtedy powróciłam na ziemie, bo niechcący dotknęłam pod stołem kolana Adriana. Miałam gęsią skórkę. - Zimno ci? – spytał bez ogródek. - Nie, nie… - wyjąkałam – Jest świetnie – kłamałam, a może naprawdę tak czułam, choć bałam się przyznać sama przed sobą jak czuję się w jego obecności. Dotknął mojej dłoni tak, aby nikt tego nie zauważył. Nawet nie drgnęłam. Spokojnie patrzyłam mu w oczy, a on nadal nie wypuszczał mojej ręki. Wróciła Ewa. Przestraszyłam się i próbowałam wyszarpnąć dłoń, ale Adrian jeszcze bardziej zacieśnił uścisk. Kompletnie zdezorientowany i przestraszony wyraz mojej twarzy sprawiał mu wyraźną przyjemność. Jeszcze to niebezpieczeństwo, że ona to zobaczy… to wszystko było takie… ekscytujące. Przez moje ciało przechodziły kolejne fale ciepła, a Adrian posuwał się coraz dalej. Zaczął wodzić ręką po mojej nodze. Miałam wrażenie, że się duszę. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Ze swoimi dotychczasowymi chłopakami wymieniałam się tylko pocałunkami. Były miłe, ale czegoś w nich brakowało. Pożądania. Pasji. Burzy hormonów, jaką czułam właśnie wtedy, kiedy Adrian zaledwie mnie dotykał. - Zamawiamy coś? – szczebiotała Ewa. - Ja chce piwo – stwierdził Adrian – Dla Piotrka też zamów. Powinien zaraz wrócić. Zobaczył jakąś staroć, która pasowałaby do jego kolekcji. Znasz go pod tym względem. – zakończył z pobłażliwym uśmiechem. Przyjaźń tych dwóch zupełnie innych od siebie mężczyzn była naprawdę imponująca. Różnili się. Zarówno z wyglądu jak i z charakteru, ale nie potrafili bez siebie żyć. - Pępowina – powiedziałam głośno i zaraz niestety zrobiłam się czerwona. „Zawsze muszę się wygłupić” – zaklęłam się w duchu. - Słucham? – spytałam zdziwiona Ewa. - A nic, nic – jeszcze bardziej się zmieszałam – Myślałam o czymś i tak jakoś mi się powiedziało. Adrian zakrył usta wolną ręką i udawał, że kaszle. Nieudolnie, bo i tak widać było, że dławi się ze śmiechu. - Spokojnie, nie musisz się przy nas tak denerwować – serdecznie zapewniła Ewa. - Właśnie. Przy nas w ogóle nie musisz się denerwować – dodał Adrian posyłając mi spojrzenie o takim amperażu, że pewnie bym stamtąd uciekła, gdyby nie drobny fakt, że on nadal trzymał mnie za kurczowo za rękę. Miał nade mną władzę. I co gorsze – doskonale o tym wiedział. Strasznie mnie to rozzłościło, więc z satysfakcją zobaczyłam jak o mały włos nie udławił się piwem przyniesionym przez kelnera, gdy zrozumiał, że tym co znalazło się w jego nogawce jest moja stopa. - Skąd w ogóle przypuszczenie, że miałabym się was bać? – dodałam jeszcze na koniec dla lepszego efektu. Cóż... Dla zobaczenie takiej miny Adriana Wintera warto było żyć. Po chwilach wewnętrznego triumfu odkryłam straszną rzecz. Próba wyjęcia stopy z nogawki Adriana okazała się nieudana. Sprzączka od moich sandałek najwyraźniej przyczepiła się do jego spodni. On nie zdawał sobie z tego sprawy i pewnie sobie myślał, że trzymanie stopy w jego nogawce sprawia mi przyjemność. - Wiesz Adrian… a jednak coś nas łączy – wypaliłam, kładąc nacisk na słowo ŁĄCZY. Adrian w lot pojął o co chodzi, ale zamiast zrozumieć powagę sytuacji znowu zaczął kaszleć. Byłam już na skraju wytrzymałości. - Ewa, przynieś mu coś… jakąś wodę, bo się udusi – i walnęłam Adriana w plecy z taką siłą, że aż rozbolała mnie ręka. To miała być moja zemsta. Kiedy Ewa wróciła z wodą zdołałam już odczepić swojego buta od spodni Adriana. Z zadowolonym uśmiechem poszłam do toalety.
Piotrek nie wracał, więc na plażę poszliśmy bez niego. - Może powinniśmy byli zaczekać? – martwiła się Ewa. - Przesadzasz. Nie zapominaj o tym, że mówisz o 25-letnim facecie – ignorował to Adrian. - A jednak coś mi mówi, żeby po niego wrócić. - Przecież możesz do niego zadzwonić, skoro tak bardzo się martwisz – mówił już prawie gniewnie. Najwidoczniej nie był zadowolony, że sprawa w kawiarni wymknęła mu się spod kontroli. - Nie odbiera komórki. - Rób co chcesz – pokręcił głową Adrian. - Ja uważam, że Ewa ma rację – zaznaczyłam swoją obecność. - Jesteś histeryczką. Co do Ewki to już o tym wiedziałem, ale ty… - nie dane mu było skończyć tego zdania, bo chlusnęłam w niego piwem, którego nie mogłam wypić i zabrałam ze sobą, by dyskretnie gdzieś je wylać. To była okazja nie do zmarnowania. „Chce wojny to będzie ją miał” – pomyślałam. Byłam wściekła za tę akcję w restauracji. Nie tyle na niego, co na siebie, że od razu go nie walnęłam tylko pozwoliłam na taki rozwój sytuacji. Potem nazwał mnie histeryczką, tego już było za wiele. - Brawo Alka – pochwaliła mnie nawet jego dziewczyna – Zawsze mówiłam, że Adrian potrzebuje zimnego prysznica – odeszła dalej zataczając się ze śmiechu, zostawiając mnie samą ze swoim wściekłym chłopakiem. - Jeszcze zobaczymy – powiedział słodko – Możesz sobie iść z nią szukać Piotrka. Ja wracam do hotelu. Mówię do ciebie! No co tak pat……