Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

Słodkogorzkie cz.4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

V

Ponownie obudziłam się dwie godziny później. Za oknem było już całkiem jasno, ale Zalew Wiślany skryty był za gęstą mgłą. Ze zdziwieniem stwierdziłam w myślach, że zupełnie nie boli mnie głowa. Właściwie czułam się całkiem dobrze, żeby nie powiedzieć błogo. Powoli ustalałam jednak ciąg wydarzeń poprzedniego dnia… Kiedy doszłam do tego, co miało miejsce na korytarzu poczułam nagły napływ krwi do twarzy. „ Jak ja mu teraz spojrzę w oczy? Może po prostu będę go unikać? Nie, ktoś mógłby nabrać podejrzeń.” – mój umysł pracował na zwielokrotnionych obrotach, ale żadne rozsądne wyjście nie przychodziło mi do głowy… A to było takie proste! – uśmiechnęłam się do siebie chytro w pół godziny później, biegając po plaży – Przecież byłam pijana i mogłam robić to nie zdając sobie z niczego sprawy… Tym samym mogłam również nic nie pamiętać… Bingo! – krzyknęłam do siebie. Przyspieszyłam kroku, bo zdałam sobie sprawę, że już nie biegnę, a idę. Szum morza naprawdę mnie uspokajał. Delikatny wiatr przywracał mi wewnętrzny spokój. Musiałam przebiec tak już ładny kawałek drogi, bo plaża stała się mniejsza i jakby dzika. Postanowiłam zawrócić. Nie myślałam o niczym. Po prostu biegłam. Nie mieściło mi się w głowie jak mogłam kiedyś tego nienawidzić, ale wtedy z kolei nie przyszłoby mi na myśl, że kiedykolwiek będzie mi to sprawiać taką przyjemność. A jednak… wspaniale było czuć w całym ciele to przyjemne mrowienie świadczące o sprawności fizycznej. Nawet nie zwróciłam uwagi na moment, w którym bieganie stało się obowiązkową, ale też jedną z przyjemniejszych części każdego ranka.

Wpadłam do hotelu i najciszej jak potrafiłam przemknęłam przez korytarz do pokoju, a potem pod prysznic. Gorąca woda pieściła moje ciało zupełnie jak… - Nie, przecież nic nie pamiętam – mimo woli zaczęłam się śmiać jak szalona. Zupełnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przekręciła kurek, puszczając strumień lodowatej wody. Zadziałało jak zawsze, kiedy trzeba było przywrócić sobie trzeźwość myślenia. Energicznie wytarłam się ręcznikiem, bo moje ciało wcale nie przyzwyczaiło się do tak niskiej temperatury. Ubrałam się w sukienkę i pospiesznie opuściłam łazienkę, zamykając przy tym jak najszybciej drzwi. Tłumaczyłam sobie, że nie chcę obudzić nikogo z wczasowiczów, ale tak naprawdę dobrze wiedziałam, iż chodzi tylko i wyłącznie o Adriana. Z minuty na minutę coraz bardziej obawiałam się spotkania z nim… Odwracając się wpadłam na Piotrka: - Aaaaaa… - Ciiichooo… Obudzisz wszystkich. - Ale mnie przestraszyłeś – powiedziałam z trudem łapiąc oddech. - Widziałem cię jak się dokądś wymykałaś skoro świt. A teraz… wyglądałaś jakbyś zbiegała z miejsca zbrodni, więc nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby się nie zakraść – wyjaśnił rozbrajająco – Dziwiłem się nawet, że z ciebie taki ranny ptaszek, ale teraz zaczynam chyba co nieco rozumieć – mrugnął porozumiewawczo, pokazując palcem na moją szyję i wyszczerzając żeby w uśmiechu. - Co jest nie tak z moją szyją? – spytałam wprost. Nie miałam ochoty na zgadywanki. - Sama zobaczysz, kiedy spojrzysz w lustro. Przez moment myślałam jak Adrian całował moją szyję . Czy to możliwe, by pozostały po tym jakieś ślady? Absurd. Znowu zaczynam wpadać w obłęd. Zła na siebie weszłam do pokoju. Ewa nadal spała, ale kołdra leżała na podłodze. Jej prawie nagie ciało mógł podziwiać teraz każdy, kto wszedłby do pokoju. A było na co popatrzeć. Jeszcze niedawno wpadłabym w totalny dołek, ale nie teraz… Cicho podeszłam w stronę jej łóżka, podniosłam kołdrę i szczelnie ją nią okryłam. Sama spojrzałam w lustro i już chciałam krzyknąć, kiedy zakryłam sobie usta dłońmi. Na mojej szyi widniała beznamiętnie sporej wielkości malinka, która okrutnie ujawniała całą prawdę.

- Kto dokonał nadludzkiego wysiłku i poszedł rano po zakupy? – zagadnęła, ziewając i przeciągając się przy tym jak kotka, Ewa. - Ala była pobiegać po plaży i przy okazji wpadła do sklepu. Przynajmniej tak mówi… - wyjaśnił Piotrek śmiejąc się do swoich myśli. - Jestem pełna podziwu – stwierdziła – Wczoraj w nocy była nieźle wstawiona, a dzisiaj wstała, by pobiegać i jeszcze pomyślała o czymś tak prozaicznym jak zakupy. Wszyscy siedzieliśmy na tarasie delektując się śniadaniem przyrządzonym przez Adriana, który siedział dziwnie zamyślony i milczący. Zastanawiałam się jaki jest tego powód, kiedy zorientowałam się, że Ewa coś do mnie mówi. - Ala! Ziemia! Pytałam czy ci zimno? – powtórzyła, oblizując umazany w maśle palec z właściwym dla siebie, wrodzonym wdziękiem. - Nie… czemu pytasz? - Bo zawiązałaś sobie na szyi apaszkę, a mamy dzisiaj jakieś 30 stopni temperatury. - Aaaaaaaa… tak jakoś… - zaczęłam mętnie, ale nagle z pomocą przyszedł mi Piotrek: - Nie męcz jej. Nie widzisz , że wygląda na chorą? - Właśnie – posłałam mu przez stół uśmiech pełen wdzięczności – trochę boli mnie gardło. - Jakoś specjalnie się nie dziwię – powiedziała Ewa – Gdybym prowadziła twój tryb życia już dawno bym nie żyła… - Mogłabyś mi towarzyszyć jutro przy porannej zaprawie – zaproponowałam, by odwrócić jej uwagę od tematu apaszki. Piotrek parsknął śmiechem. W duchu też się śmiałam, wyobrażając sobie ją dyszącą i wlokącą się za mną. Dla nikogo nie było tajemnicą, że Ewka jest totalnym leniem, a nienaganna figura to tylko i wyłącznie dar natury. - Nie… raczej nie skorzystam. Wolę zostać z moim chłopakiem.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%