Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 16 min czytania

Słodkogorzkie cz.6

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

VIII

Trzeciego dnia obudziłam się zupełnie obolała. Nie było mowy o bieganiu. Zresztą i tak padał deszcz. Niebo płakało, a ja nie mogłam ronić już łez. Tej nocy wypłakałam się za te wszystkie dni, kiedy nie mogłam tego zrobić choć bardzo chciałam. Powoli doszłam do szafy, wyciągnęłam oliwkowozielone spodnie z lekkiej dzianiny i białą bluzkę bez rękawów. Obmyłam jeszcze twarz nad umywalką i poszłam do łazienki. Wychodząc rzuciłam tylko krótkie, przelotne spojrzenie na nienaruszone łóżko Ewy. Gdy się odwróciłam zobaczyłam ją jak przemyka korytarzem z pokoju Adriana do łazienki. Była ubrana w jego koszulę. Przełknęłam ślinę. A więc to tak. Moment… - coś mi nie pasowało – Przecież jest jeszcze Piotrek. Wyraźnie coś tu nie gra… Zbyt wiele chciałam zrozumieć jednorazowo. Weszłam pod prysznic i syknęłam z bólu. Rozcięta skóra piekła od wody i mydła. Szybko wytarłam się w ręcznik. Na korytarzu znowu wpadłam na Adriana. Wracał ze sklepu ze świeżym pieczywem, którego zapach przypomniał mi iż poprzedniego dnia jadłam tylko śniadanie i kawałeczek pieczonego chleba. - Kiedy będzie śniadanie? – postanowiłam zachowywać się jakby nic się nie stało. - Za dziesięć minut – rzucił równie niedbale. Pewnie w ramionach Ewy o wszystkim zapomniał. Z pokoju wyszedł Piotrek. Widać było, że od dawna jest na nogach. - Która godzina? – spytałam. - Wpół do dziesiątej. - Cooo? To ja tak długo spałam? - No… Właśnie nie miałem partnera do biegania i musiałem zadowolić się tym tu – wskazał na Adriana. Lubił się z nim droczyć podobnie jak ja. - A Ewa? – zapytałam niewinnie. - Wróciła akurat kiedy wychodziliśmy. Dobijała się do waszego pokoju, ale drzwi były zamknięte. - Ale ze mnie kretynka! – oświadczyłam nagle. - Dlaczego? A nie martw się. Położyliśmy ją u nas. Ledwo trzymała się na nogach. Przespała cztery godziny, a teraz umiera z powodu zespołu dolegliwości po obfitym spożywaniu trunków. Adrian słuchał przemowy Piotra ze stoickim spokojem, zupełnie jak gdyby Ewka nie miała za parę miesięcy zostać jego żoną. Nic już nie rozumiałam. - Hehe… to chyba nie pojedziemy dzisiaj do Trójmiasta? - Raczej nie. - Jakoś się nie smucę. Mnie też potwornie boli głowa. - Czyżbyśmy mieli dwie pacjentki Adrian? – zaśmiał się Piotr. Jego beztroskie podejście do życia i to jak wczoraj się zachował sprawiły, że przez chwilę wgapiałam się w niego bezmyślnym wzrokiem zastanawiając się, czy nie mogłabym go pokochać. Otóż nie byłoby nic prostszego. Jego po prostu nie można – nie kochać.

Zupełnie niespodziewanie zza ciężkich chmur wyszło słońce. Ta nagła zmiana pogody wpłynęła również wszystkim na zmianę nastroju. Do tego stopnia, że postanowiliśmy jednak udać się na plażę. Przechodząc obok baru „Nocna Bryza” cała się trzęsłam na wspomnienie ubiegłej nocy. - Co się dzieje? – spytała Ewa. - Nic, złe wspomnienia. Twój chłopak – spojrzałam na Adriana – ci nic nie powiedział? - O czym? – zdziwiła się. Po czym Piotr wyjaśnił jej wszystko, a ona tylko rzuciła się, żeby mnie pocieszać. - Daj spokój – powiedziałam – Na szczęście oni mnie uratowali. Nie czuj się winna, że mnie tam zaciągnęłaś – rozejrzałam się, upewniając czy aby na pewno Piotr i Adrian to słyszą – Jest tylko problem. To ubranie, które mi pożyczyłaś jest kompletnie podarte. Oddam ci za nie pieniądze. - Co mnie obchodzi jakieś ubranie. Przecież widzę jak mnie traktujesz… Źle się z tym czuję. Chciałam coś odpowiedzieć, ale do rozmowy wtrącił się Adrian: - To ty ją zmusiłaś, żeby z tobą poszła? - No tak jakby… trochę… Nikt tego nie skomentował. Doszliśmy już na plażę. Adrian zajął się ustawianiem parawanu, Piotrek mu pomagał. Ja rozkładałam koce, a Ewka nie mogła znaleźć sobie zajęcia. Nastała kłopotliwa cisza. - Nie podoba mi się to – zaniepokoił się Piotr, widząc rany na udzie i brzuchu – Zdezynfekowałaś to? - Nie… nie miałam do tego głowy… - Pokaż – nie czekając na pozwolenie ujął mnie pod rękę i pogładził dłonią miejsca skaleczeń. Jego dotyk był kojący. Budził do życia moje hormony, ale w zupełnie inny sposób niż to robił Adrian. Tamto to było czyste szaleństwo, rozkoszna mieszanka doznań. Piotrek powodował, że ogarniał mnie cudowny spokój. Czułam się całkiem bezpieczna. Najgorsze, że nie potrafiłam zdecydować, co sprawiało mi większą przyjemność – Boli? – spytał Piotrek marszcząc troskliwie czoło – Miałaś taki dziwny wyraz twarzy. - Co? – rozejrzałam się wokół siebie – Nie… nie boli… kupię później coś w aptece… - Mamy apteczkę. Wzięłaś? – mówił Adrian do Ewy, ale patrzyła gdzieś ponad nią. Zupełnie jakby nie mógł znieść jej widoku. - Taaak… gdzieś powinna tu być… - wydobyła w końcu z plecaka pokaźnej wielkości kosmetyczkę. Piotrek otworzył ją, a na koc wysypała się cała jej zawartość. Sterta bandaży, plastrów, woda utleniona, kremy do opalania, jakieś tabletki i nożyczki. Spośród tego wszystkiego wybrał potrzebne rzeczy i kazał położyć mi się na kocu. Grzecznie go posłuchałam czując na sobie wzrok Adriana i słysząc jego nieustanne komentarze: - Uważam, że powinieneś inaczej nakładać ten bandaż. Źle to robisz. Nie, nie tak… Tymczasem Piotrek opatrywał moje skaleczenie najdelikatniej jak mógł, sprawiając mi tymi prawie pieszczotliwymi ruchami niebywałą przyjemność. Jednak dopiero, gdy zdenerwowany powiedział Adrianowi, by sam to zrobił, skoro jest taki mądry – zaczęła się prawdziwa rozkosz. Każdy jego dotyk, choćby to niepewne muśnięcie opuszkami palców powodowało, że moje ciało płonęło. Spalało się coraz bardziej z każdym kolejnym dotykiem. Przez cały czas nie traciliśmy ze sobą kontaktu wzrokowego. Żałowałam, że nie mam więcej ran, gdy skończył. Tęsknym wzrokiem patrzyłam na jego ręce, które właśnie dziś mogły mnie pieścić. Jak to możliwe, że dopiero teraz odkrywałam czym jest dotyk mężczyzny. Co robiłam przez te wszystkie lata??? Tak wiem. Siedziałam za biurkiem wkuwając, pisałam tony artykułów albo traciłam kolejne kalorie na siłowni. Ile razy mogłabym się w tym czasie kochać? O czym ja myślę. Moja wyobraźnio – STOP.

IX

Tam, gdzie stałam woda sięgała mi do kolan. Promienie słońca bezlitośnie parzyły mi ramiona. Powoli zanurzałam się coraz głębiej, licząc, ze morska woda pozwoli szybciej zagoić się moim rano, Poza tym musiałam popływać, bo moje mięśnie wyraźnie domagały się ruchu. Na początek dopłynęłam żabką do boi, wyznaczającej granice dla umiejących pływać. Potem odważyłam się wypłynąć poza nie. Woda była cudowna, miała temperaturę powyżej dwudziestu stopni. Czułam się świetnie. Pływałam już tak od godziny, kiedy zobaczyłam nieopodal mnie jakąś dziewczynkę na kole ratunkowym. Fale przyniosły ją aż tam i mała nie potrafiła najwidoczniej dotrzeć do brzegu. Miała rozszerzone ze strachu oczy. Widać było, że zaraz się rozpłacze. Podpłynęłam do niej w momencie, gdy wyślizgnęła się ze zbyt dużego koła. Zanurzyłam się w wodzie i szybko ją wyłowiłam. Na szczęście skończyło się na strachu i uszczupleniu ilości wody w Bałtyku, którą znaczną ilość wypiła. - Gdzie są twoi rodzice? – spytałam przyjaźnie, dawno już nie miałam kontaktu z dziećmi. - W domu – odpowiedziała, wciąż trzęsąc się ze strachu dziewczynka. - Taaak? A gdzie to jest? - W Pabianicach. - Aha, a więc z kim tu jesteś? - Z tobą – odpowiedziała triumfująco. Było w niej coś takiego… coś, co nakazywało ją kochać bez względu na wszystko. Po paru minutach czułam do niej ogromną sympatię. Ania – jak się później okazało tak miała na imię dziewczynka - lgnęła do ludzi i sprawiała, że oni też nie pozostawali wobec niej obojętni. Ponieważ nie wiedziałam, co zrobić, zabrałam ją ze sobą na nasz koc. - Kto to jest? – pierwsza odezwała się Ewa. - Moja nowa koleżanka, prawda? - Tak – potwierdziła radośnie dziewczynka – Jestem Ania. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%