Romans · 12 min czytania
Słodkogorzkie cz. 8
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
XII
- Włożyć czerwoną czy niebieską? – zastanawiała się nad wyborem sukienki Ewa – Alu, jak sądzisz? Do tej mogłabym włożyć te srebrne japonki. Jak uważasz? Alka, co ci jest? Czemu nic nie mówisz? - Wszystko jedno, co na siebie włożysz. We wszystkim będzie ci dobrze – odpowiedziałam lakonicznie, malując paznokcie u stóp – I nic mi nie jest. - Jasne, tylko od pięciu minut malujesz wciąż tego samego paznokcia. Ale w porządku – nie chcesz mówić to nie mów. Przygotowania do kolacji u Nuki szły pełną parą. Piotrka i Adriana zmusiłyśmy do włożenia eleganckich ubiorów, co było nie lada wyczynem, a same stroiłyśmy się już od godziny. Założyłam krótką, białą sukienkę z powiewnego, lekkiego materiału i sandałki na wysokim obcasie. Zupełnie nie wiem dlaczego, nagle zaczęło mi zależeć na tym, jak wyglądam. Postanowiłam, że gdy tylko wrócimy do domu odwiedzę parę ekskluzywnych butików. Moja garderoba w starciu z ciuchami Ewy wypadała, bowiem dość blado. Po długich przygotowaniach, po raz setny poprawiając makijaż i niesforne kosmyki włosów wymykające się spod klamry wyszłyśmy z pokoju. Było już wpół do ósmej, a przecież musieliśmy jeszcze znaleźć hotel „Małgorzata”. - Jesteście sztandarowymi przykładami potwierdzającymi teorię, że kobiety potrzebują dziesięć razy więcej czasu niż mężczyźni, by przygotować się do wyjścia – stwierdził Piotrek – No, ale cóż… Nam, płci brzydkiej pozostaje tylko grzecznie i potulnie czekać – westchnął teatralnie, otrzymując od Ewki lekkiego kuksańca w bok. Ciekawe, że w ustach Adriana taka uwaga brzmiałaby tylko i wyłącznie cynicznie, a gdy mówił to Piotr pod tą pozorną ironią wyczuwało się ogromną sympatię. Jak przewidywaliśmy, miejsce spotkania okazało się ekskluzywne. Willa, w której się zatrzymaliśmy straciła cały swój urok w chwili, gdy naszym oczom ukazał się wykwintny hotel Nuki. Już od zewnątrz wiadomo było, że został urządzony z niezwykłym smakiem i wyczuciem piękna, słowem widać w tym było rękę właścicielki. Ogromna, jasnopomarańczowa fasada budynku otoczona była bajecznym ogrodem, pełnych nieznanych mi dotąd gatunków kwiatów. Na parkingu stały samochody najlepszych marek, o zakupie których mogłam tylko pomarzyć przy mojej skromnej dziennikarskiej pensji. Nasi mężczyźni musieli nam podziękować za to przymusowe ubranie. Wyglądaliby dość śmiesznie w szortach i koszulkach polo, w których początkowo zamierzali przyjść, zanim ich nie wyśmiałyśmy i groźbami nie zmusiłyśmy, by się przebrali. Poza tą całą nowobogacką otoczką, Nuka nie sprawiała wrażenia szczególnie zamożnej osoby. Nie wywyższała się ponad innych i wydawało się, iż nic nie robi sobie z tych wszystkich luksusów. Ewka tymczasem wyglądała na całkowicie oczarowaną. Ona chyba od zawsze marzyła o takim życiu. Pozostawała, jednak niepocieszona, bo chłopak Nuki (tak, ona miała chłopaka!) Tomasz nie był nią nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany. Owszem, starał się być uprzejmym i zachowywać się poprawnie, lecz wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie jest podatny na jej wdzięki. No, cóż to było dla Ewy coś nowego. Jak dotąd w całym swoim życiu nie spotkała osobnika płci przeciwnej, który nie miałby ochoty pójść z nią do łóżka. Wobec tego, musiała zadowolić się Adrianem. A on… gdy tylko na niego patrzyłam, przeszywały mnie dreszcze na wspomnienie tego, co zaszło. Na myśl o tej opuszczonej plaży w południowym skwarze na mojej twarzy pojawiały się zdradliwe rumieńce. - Usiądźcie, zarządziła tonem dobrej gospodyni Nuka, usadzając nas w obszernym salonie na ogromnych, rozkosznie zapadających się fotelach. Całe pomieszczenie rozświetlał tylko ogień płonący w kominku, co dawało cudowną, niepowtarzalną atmosferę. Były i inne dobre strony. W ciemnościach łatwiej było, choć otrzeć się o Adriana. Pozwalaliśmy sobie na ten luksus dopóty, dopóki nie uświadomiliśmy sobie, że Nuka na pewno o tym wie. - Czyli ty i Ewa jesteście narzeczeństwem – mówiła, jak gdyby nigdy nic – A Ala i Piotrek nie są jeszcze parą. - Nikt nie mówi, ze nią będziemy – pospieszyłam z wyjaśnieniami, ale Piotr kiwnął uspokajająco głową – Choć parafrazując Jamesa Bonda nigdy nie mówię nigdy. – dodałam, obserwując z nieukrywaną satysfakcją, jak światło ognia wesoło hulającego w kominku ujawnia malującą się na twarzy Adriana zazdrość. Tak niewiele potrzeba mi było, abym była szczęśliwa. - Kiedy ślub? – usłyszałam nagle głos Nuki, która nie przestawała dręczyć Adriana. Zdałam sobie sprawę, że pora zejść na ziemię. - Jeszcze nie wiemy – uprzejmie odpowiedziała Ewka, uśmiechając się zalotnie do narzeczonego. Nie mogłam na to spokojnie patrzeć. Poderwałam się z fotela i podeszłam do okna, przy którym tańczyła bezładnie poruszana wiatrem zasłonka. Udawałam, że obserwuję jakiś niezwykły widok, a tymczasem moje uszy zachłannie chłonęły każdy najmniejszy szczegół rozmowy. - Nie powinnam się tak wtrącać – zreflektowała się gospodyni, kiedy już dowiedziała się wszystkiego, co chciała wiedzieć. Pomyślałam, że to bardzo sprytne posunięcie z jej strony, choć nie rozumiałam po co, tak wypytuje, skoro ponoć sama wie wszystko doskonale. – Ach, zapomniałabym. Ania zrobiła dla was laurkę. Koniecznie chciała ją wręczyć osobiście, ale poszła już spać. Mnie przypadł, więc zaszczyt wręczenia jej. – mówiąc to Nuka podała mi starannie zagiętą na pół różową kartkę z wyrysowanym i przyozdobionym złotym brokatem serduszkiem oraz trzema twarzami w środku. Najwidoczniej Ewa nie została uwzględniona w życzeniach : „W podziękowaniu za mile spędzony czas.” Miałam zamiar schować laurkę, by publicznie nie ujawniać tego faktu, ale Ewka sama nieświadomie zadziałała na swoją niekorzyść: - Alu, pokaż nam też… - nie dodała nic więcej, bo trzymała w rękach ów nieszczęsny prezent i wykrzywiła usta w dziwnym grymasie. Nuka zdawała się świetnie bawić. Podobnie zresztą jak Adrian i Piotr. Mimo to, wszyscy dyplomatycznie milczeli, choć nie mogli powstrzymać lekkich uśmiechów. Na stół podano homara i krewetki. Wszystko kusiło…