Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wakacje · 16 min czytania

Słodkogorzkie, cz. 9

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

XIII

Prawda. Teraz ona napawała mnie obsesyjnym lękiem. Co będzie, jeśli faktycznie jestem w ciąży? – zadawałam sobie setki razy to samo pytanie. Szybko jednak odganiałam od siebie tę myśl, niczym natrętną muchę. Tak bardzo się bałam. Jednak z drugiej strony skrycie cieszyłam się z tego faktu. Zawsze marzyłam, żeby urodzić jego dziecko. Niezupełnie myślałam o czymś takim, ale miałam przynajmniej nauczkę na przyszłość, by rozważniej wypowiadać swoje życzenia. Obudziły mnie pierwsze promienie słońca, przebijające się przez zasłonkę, którą wieczorem zasunęła Ewa. Spojrzałam na jej łóżko. Było puste. Po chwili ona ostrożnie wsunęła się do pokoju. Starała się mnie nie zbudzić. Nie mogła podejrzewać, że nie jestem w stanie zmrużyć oka. Odruchowo przymknęłam powieki, udając, że śpię. Wyrzuty sumienia dawały o sobie znać. Nie potrafiłam spokojnie patrzeć w oczy swej dawnej przyjaciółce. Oczywiście doskonale zdawałam sobie sprawę, że ona też nie jest aniołem i nie zawsze była wobec mnie w porządku, ale nie znaczyło to, iż mogę być tak samo podła jak ona. Nie, to zupełnie nie leżało w mojej naturze. Nigdy jeszcze nie znalazłam się w tak skomplikowanej sytuacji. Nie mogłam przecież zostać kochanką narzeczonego mojej koleżanki. To by brzmiało jak scenariusz tandetnej opery mydlanej, tylko… to już się stało. Chcąc, czy nie chcąc byłam tą trzecią czyli – jeśli wierzyć filmom – byłam w najgorszym położeniu. On pewnie w końcu zrozumie, że tak naprawdę mnie nie kocha i wróci do niej, a ja pozostanę z niczym. Było jeszcze dziecko. Zdecydowałam, że muszę jak najszybciej zyskać pewność. Nadal wierzyłam, że to wszystko jest jakimś koszmarnym snem, a nie moim życiem. Choćbym nie wiem jak bardzo tego pragnęła – nie było już jednak odwrotu i jak zawsze mawiał mój tata – należało stawić czoło konsekwencjom swoich czynów, a nie chować głowę w piasek jak struś. W drodze nad morze próbowałam się uśmiechać. Naprawdę się starałam. Ale widocznie nie nadawałam się na aktorkę. Usilne udawanie na nic się zdało. Przybrałam, więc swój odwieczny wyraz twarzy, który Ewa nazywała po prostu nudnym. Adrian nie mógł się zbytnio do mnie zbliżać, ale widziałam jak cierpi. I rozpaczliwie chciałam go pocieszyć. Oddałabym życie, jeśli miałoby to zapewnić mu szczęście. Jeszcze dziś rano błagał mnie, bym pozwoliła mu zerwać z Ewką. Powiedziałam, że jeśli to zrobi nigdy więcej mnie nie zobaczy. Nie wiem, co mną kierowało. Ona na moim miejscu nie zawahałaby się nawet przez chwilę. Pewnie przyłożyłaby jeszcze mnóstwo dodatkowych starań, by doprowadzić do rozstania. Poza tym doskonale wiedziałam, że go zdradza. A jednak… chciałam, chociaż na końcu okazać się od niej lepsza. Mieć nad nią moralną przewagę. Gdybym uległa Adrianowi pewnie do końca życia gnębiłoby mnie poczucie winy, nie pozwalając w pełni cieszyć się szczęściem. Z drugiej strony rozwścieczała mnie ta bezsilność. Ostatnie słowo jak zwykle należało do niej. Rozpaczliwie szukałam pocieszenia. Kogoś, kto nie będzie mnie strofował czy pouczał, ale po prostu mnie wysłucha. Wtedy przypomniałam sobie o Nuce. Rozłożyliśmy koce na plaży, gdy oświadczyłam: - Muszę kogoś poszukać. Prawie biegiem doszłam do jej stałego miejsca, ale okazało się puste. Zacisnęłam mocno oczy, żeby się nie rozpłakać. Łudziłam się, że to wszystko jest tylko snem, z którego będę się śmiała po przebudzeniu. Ktoś złapał mnie za rękę. - Wszystko w porządku? – zobaczyłam zmartwione spojrzenie zielonych oczu Piotrka. - Tak – wysiliłam się na słaby uśmiech – Dlaczego miałoby nie być? - Nie wiem. Czuję, że coś się dzieje, ale nie potrafię ci pomóc, póki nie jesteś ze mną szczera. - Nie, naprawdę wszystko jest ok. Skoro już się pofatygowałeś to może, chociaż pójdziemy na lody? – zaproponowałam zupełnie niespodziewanie dla samej siebie. - Na lody? Zawsze – oznajmił z rozbrajającą szczerością, a ja w duszy odetchnęłam z ulgą, że udało mi się zmylić jego czujność. Nie miałam też najmniejszej ochoty wracać na koc. Pociągnęłam go za rękę do znajdującego się nieopodal stoiska Zielonej Budki i już mogłam wybierać w rozmaitej gamie smaków i kolorów. - Czego państwo sobie życzą? – zapytał szarmancko młody sprzedawca o urodzie Latynosa. - O nie! Ja płacę za siebie. Wyszłoby na to, że naciągnęłam cię na lody – oświadczyłam Piotrkowi stanowczo. - Dobrze, ale pamiętaj, że mam nad tobą przewagę. Wziąłem ze sobą portfel, a ty nie – wycelował palcem między moje oczy i widać było, że żartowanie ze mnie sprawia mu nie lada satysfakcję. Nie potrafiłam jednak się na niego gniewać. - No, tak. Masz rację. Wobec tego zaraz wracam – powiedziałam i już chciałam się oddalić, gdy poczułam, że przytrzymuje mnie za rękę. - Nie ma mowy. Co miałam robić? Poddałam się i już w parę minut później mogłam rozkoszować się swoim śmietankowo – orzechowym lodem w polewie karmelowej, na którego miałam ochotę od samego rana. Sprzedawca odprowadził nas zdziwionym wzrokiem do stolika z parasolem, przy którym zasiedliśmy. W tle leciał przebój tego lata, trzech wyrostków zdzierało sobie gardła, wciąż powtarzając te same idiotyczne frazy. Lecz, gdy tak siedziałam sobie z Piotrem, nawet „numa numa yei” nie mogło wyprowadzić mnie z równowagi. Rozmawialiśmy o pozornie błahych sprawach, czego potrzebowałam teraz najbardziej. - I wtedy do pokoju weszła jego mama… - zakończył opowiadanie o wyczynach swoich i Adriana. - Żartujesz? – zapytałam, ocierając z twarzy łzy radości. - No coś ty. To były czasy… - westchnął melodramatycznie, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło. W towarzystwie Piotra zupełnie zapominałam o całym świecie. Problemy odpływały gdzieś daleko, było tylko to szczere spojrzenie pistacjowych oczu. Serce nie wycinało mi w jego obecności takich numerów jak w towarzystwie Adriana. Czułam po prostu błogi spokój, co zważywszy na sytuację było zbawienne. - Teraz twoja kolej na zwierzenia – wyrwał mnie z zamyślenia jego głos. - Co chcesz wiedzieć? – nie dawałam po sobie poznać, jak bardzo obawiam się tego pytania. - Oj, Ala. Ja wszystko wiem. - To znaczy? – spytałam słabo. Nie potrzebowałam lustra, by zobaczyć w wyobraźni jak zalewa mnie zdradziecki rumieniec. - O tobie i Adrianie. - Powiedział ci – przełknęłam ślinę i zwęziłam oczy jakbym chciała obronić się przed czymś. - Nie musiał… wystarczy spojrzeć na was. Te ukradkowe gesty… Po prostu za dużo tych przypadków, kiedy znikacie razem nie wiadomo gdzie. Wczoraj po tej historii z omdleniem, spytałem go wprost. Wiesz doskonale, że Adrian nigdy nie był wyrafinowanym kłamcą. - Tak…- spostrzegłam, że płaczę. Najchętniej teraz zapadłabym się pod ziemię. - Przepraszam, nie chciałem sprawić ci przykrości. Ale ze mnie idiota. – Piotrek uderzył się wewnętrzną stroną dłoni w czoło. Wstał ze swojego krzesła i z właściwą sobie delikatnością zaczął mnie pocieszać. Przysunął się bliżej i zrobił jedyną rzecz, jaką mógł teraz uczynić. Objął mnie po przyjacielsku i wyszeptał do ucha: - Nie ma nad czym rozpaczać. Powinnaś być raczej szczęśliwa. Poza tym, jeśli już chcesz płakać to może gdzieś, gdzie nie będziemy ściągać na siebie wzroku tłumu gapiów – próbował mnie rozbawić. Faktycznie, kiedy podniosłam głowę i dostrzegłam zaciekawione spojrzenia plażowiczów roześmiałam się przez łzy. Wyobrażam sobie, co o nas myśleli. - Piotrek, nawet nie wiesz jak bardzo się boję. On nie może z nią zerwać, nie pozwolę mu na to. Nie chcę mieć jej na sumieniu. - Nie myśl o tym teraz. Postaraj się uspokoić – poklepał mnie po plecach dla dodania otuchy – Wiem, że to wszystko jest teraz trudne, ale za jakiś czas spojrzysz na to z większym dystansem i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%