Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

„Słońce nowego życia”

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce sprawia wrażenie stworzenia szczęśliwego i wolnego. Mimo wszystko nie ma w nim krzty miłości, jest rzeczą martwą, ciałem niebieskim, jednym z wielu podobnych we wszechświecie. - Szkoda, że nie wiem jakim jest szczęściarzem – rzuciła dziewczyna, która siedziała na ławce w parku. Miła długie, czarne, niedbale upięte włosy. - Kto? – burknął siedzący obok niej chłopak, spoglądając na nią krzywo i czochrając swoje blond włosy. - Słońce… nie myśli, nie czuje, niczym się nie musi przejmować… - Za to my mamy! –mruknął gniewnie jej towarzysz, wciąż patrząc na nią krzywo - Powiedziałaś starym?? - Prosiłam, żebyś tak nie nazywał moich rodziców… - O rany… no dobra… Powiedziałaś rodzicom? - Nie. Chwila milczenia przerwała rozmowę jak sztylet przecinający cienkie płótno. Cisza współgrała niezwykle ze śpiewem ptaków, które igrały w koronach drzew. - I dobrze. – Powiedział w końcu – Jak się nie dowiedzą, to mamy szansę pozbyć się tego. - Słucham? - Nie „słucham”, tylko… no wiesz. -Nie, nie wiem, o czym mówisz… - Dobrze wiesz, nie udawaj głupka!! - Fabian, o co ci właściwe chodzi? -Chce ci… chce nam pomóc, Amka… Ale ty wolisz bachora od kariery! -Jakiej znowu kariery? -Nie wiem, jakiejkolwiek. - Uspokój się. Co proponujesz? - No wiesz… - chłopak niemal z rezygnacją przejechał ręką po sowich włosach. - No nie!! Chyba nie myślisz, że…? - Właśnie… Dziewczyna zerwała się nagle z miejsca. - Jak możesz myśleć, że ja!... Ja miałabym zrobić cos tak odrażającego?!? – krzyknęła. - To nie jest „odrażające”… to staje się normalne… - mruknął Fabian i znów spojrzał na nią jak na dziecko, które powiedziało coś niemądrego. Amelka stała chwilę, nie wiedząc co powiedzieć. - To nielegalne… - wykrztusiła w końcu. - Niedługo będzie, to tylko kwestia czasu… Może się boisz, co? – kolejne krzywe spojrzenia. Jego towarzyszka milczała, była coraz bardziej zdenerwowana, a do jej oczy zaczęły napływać łzy. - Nie mogę tego zrobić… - jęknęła – To wbrew moim przekonaniom!- krzyknęła odbiegając. - Amka! Czekaj! – wrzasnął za nią, ale ona już go nie słuchała… - o rany! Jak dziecko!! – mruknął jeszcze „ Ona i jej głupie przekonania!” – pomyślał z gniewem. Oparł się na brudnym i odrapanym oparciu starej, parkowej ławki. Po chwili wstał i mrucząc pod nosem, odszedł w przeciwnym kierunku niż jego dziewczyna.

*** Amelka stała przed drzwiami pokoju rodziców. Za nic w świcie nie chciała tam wchodzić, jednak coś wewnątrz niej, prosiło ją o otwarcie tych drzwi. Zresztą, najlepiej wyjaśnić pewne rzeczy zanim wszystko wyjdzie na jaw samo. Podniosła drżącą rękę i zapukała. - Jeśli to ty Amelciu, to możesz wejść. Amelka zajrzała do środka, na biurku leżało pełno rolek papierów ozdobnych. - Mamo… - dziewczyna zawahała się. – Chcę ci coś powiedzieć… - Tak? - Wiesz… - wyjąkała – Ja nie… tak dokładnie to… bo ja… - Który lepszy? – wtrąciła matka – Zielony czy niebieski? - Mamo… - Wiesz kochanie, strasznie dużo ma na głowie – mruknęła matka i zaczęła grzebać w torcie ze wstążkami – Muszę przygotować tak wiele rzeczy. W końcu Dominik to mój chrześniak. - Kompletnie zapomniałam, że ma jutro urodziny… - mruknęła Amka, wyszła i cicho zamknęła za sobą drzwi. Do ojca nie zamierzała iść. „ Nie wiadomo jak zareaguje” – pomyślała. Weszła do swojego pokoju i ciężko opadła na łóżko. Czuła, że już nie ma na to wszystko siły. – „ Jutro będzie ciężki dzień” – pomyślała.

*** Obudziła się, spojrzała na zegarek. Dwie wskazówki tuliły się do siebie na szczycie tarczy. Zerwała się z łóżka i zbiegła po schodach omal nie wpadając na matkę. - Amka! Co się stało? – spytała zaniepokojona matka. - Ja muszę ci coś powiedzieć!- zaczęła odważnie. – Ja… ja… j… jestem – wyjąkała- Ja…- nie wiedziała, jak to ma powiedzieć. Poczuła, jak oczy napełniają jej się łzami. - Amelciu… - powiedziała jej matka, jeszcze bardziej zaniepokojona – Kochanie, co się stało? - Ja jestem… - dziewczyna mówiła powoli ledwo tłumiąc łkanie. – Jestem w ciąży. – wydusiła w końcu. Przez chwilę jej matka sprawiała wrażenie rażonej piorunem, potem zachwiała się i opadła na poręcz schodów. Wyglądała jakby za chwilę miała upaść. Amelka podtrzymała ja w panice. - Wszystko w porządku mamo? – spytała niepewnie. -Owszem… - matce drżał głos. – Oprócz tego, że o mały włos nie dostałam apopleksji, to nic się nie stało… - uśmiechnęła się lekko. – Wiedziałam, że trochę przytyłaś… Domyślałam się, że może o to chodzić. Nie wiem, co ci mam powiedzieć… - Mamo… ja… - Amelka załkała, dzban ze łzami pękł, osunęła się na schody i ukryła twarz w dłoniach, nie mogła wydusić z siebie nic poza szlochem. Matka usiadła powoli obok niej, objęła ją ostrożnie ramieniem i pogłaskała po głowie, jak dziecko, które zostało niesłusznie posądzone, pocałowała ją w czoło. Objęła mocniej. - Jesteś dorosła… Nie mogę ci wiecznie mówić, co masz robić. – powiedziała z troską w głosie. -To już kilka miesięcy, prawda? -Tak.- wyjąkała dziewczyna i znów wybuchnęła płaczem. – Wyrzucicie mnie, prawda? - Ty głuptasie!- powiedziała ze śmiechem – Jak możesz mówić takie rzeczy! Nie mogłabym wyrzucić własnej córki. Zwłaszcza w takiej sytuacji! – wyglądała na oburzoną. – Prawdziwa matka nigdy nie opuszcza swojego dziecka. Coś w Amelce drgnęło i sprawiło, że to zdanie brzęczało jej w głowie przez kolejne dni. Objęła matkę za szyję i nieco się uspokoiła. - Kocham cię mamo – szepnęła.

*** Ojciec dziewczyny nie był zadowolony z nowiny. Amelka wysłuchała trzygodzinnego wykładu o wierze i moralności. Wierny swym przekonaniom ojciec stwierdził, iż niemoralne było by wyrzucenie własnej córki z domu, zwłaszcza gdy ta jest w ciąży. Jednak nie odzywali się do siebie przez ostatni tydzień i nie zanosiło się na zmiany. Męczyło Amelkę

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%