Dla dzieci · 15 min czytania
Słoneczny rozmówca cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
6. Marzenia się spełniają! -Pobudka śpioszku! Kryktus usłyszał pięknie melodyjny głosik. Otworzył jedno oko, niewiarygodne! Otworzył drugie oko, niemożliwe! -Ja jeszcze śnie! Obok niego leżał piękny biało biały rumak o złotej grzywie. W dzień wydawał się jeszcze piękniejszy niż w nocy. -Znowu to samo. Jesteście jednym mózgiem, czy co? Że ty i twoja siostra macie takie same powitanie? -Dziwisz mi się? Chłopiec po woli dochodził do siebie. Po chwili przypomniał sobie całe nocne zajście. -Co za szalenie, niezwykły dzień, Kryktusie! Aż strach pomyśleć, że to twoje urodziny! Nad Kryktusem pochyliła się siostra. Wczorajszej nocy siedziałem na Geldroniuszu i uciekliśmy, galopem! I dojechaliśmy do pewnej jaskini i… Dalszej części chłopiec nie pamiętał, za bardzo był wtedy zmęczony. -Ale był ubaw jak twój ojciec wyskoczył za nami! Ha, ha należy mu się! Ha, ha. Acha i wczorajszej nocy uciekaliśmy przed moim ojcem. Jak pięknie galopowało się! W tej prędkości w której biegliśmy było tak pięknie cudownie! I nie musiałem kierować koniem! -Szkoda, że mnie przy tym nie było, chciałbym zobaczyć jego minę- Dziś zajrzał do jaskini. -Słonce coś powiedziało? Co nie? Koń spoważniał. -Tak, żałuje, że go wczoraj z nami nie było, chciałby zobaczyć mojego taty minę. Skąd wiesz, że coś mówił? -Gdybyś żył tyle lat co ja, to byś kiedyś zauważył, że słońce kiedy mówi ustawia pod różnymi kątami swoje promienie tak samo jak księżyc w pełni- zatrząsł grzywą piękny. -Ja nie żyję tyle lat co ty, i mam większe doświadczenie w rozumieniu języka słonecznego- zaśmiał się Kryktus. -Tylko dlatego, że masz w sobie ich moc- wstał rumak. Chłopiec podniósł się i otrzepał. -Jesteś głodny? Podeszła siostra z jajecznicą. Piękny zapach rozniósł się po całej jaskini. Jedzenia mieli po dostatkiem, koń o wszystko zadbał! -Skąd wiedziałeś, że musisz po mnie przyjechać? -Księżyc mi pokazał… Jeżeli chcą o czymś mnie poinformować to machają promykami i jednocześnie wskazują mi, w twoim przypadku miejsce twojego zamieszkania. -Ale skąd wiedziałeś, że masz wziąć nas na swój grzbiet? Włączyła się siostra. -Ty mi to powiedziałeś- dotknął głową nos chłopca. -Jak to? Równie zapytało się rodzeństwo. -Usłyszałem opowiadanie Kryktusa. Miło mi, że tak mnie cenisz! -Wszystko wiem, a teraz idę jeść, miłego śniadanka- z głośnym rżeniem wyskoczył z jaskini i zaczął tarzać się w jasnozielonej trawie. Udało mu się rozśmieszyć rodzeństwo. Podskoczył kilka razy i gdzieś pogalopował. -Flakonik światła… Kryktusie czy wiesz gdzie go szukać? -nhe, Czyszśś cyś mofił- chłopiec napchał sobie mnóstwo jajecznicy do buzi. -He, he, nic nie rozumiem, dokładnie przeżuj- chłopiec przełknął. -Muszę porozmawiać z Dziś, mówiłem ci, że ktoś ukradł światło i nic więcej nie wiem- włożył sobie, do buzi, następną porcję jedzenia. Dziewczynka spojrzała w stronę słońca. -Pogadaj z nim, jest coraz bardziej wybrakowany. -Ja wszystko słyszę! Odezwał się słoneczny. -To dobrze, wiesz o co chodzi. -Kryktusie, dzieje się coś okropnego, policz, ile mam promieni? -Dziesięć. Słońce zbladło. -Jjak to możliwe? Myślałem że się pomyliłem. Kryktusie ze mną jest cora gorze! -Co mówiłeś? -Powiedziałem bardzo wyraźnie! Przeraził się słoneczny. -Te ostatnie dwa słowa, nie wymówiłeś je cało! -Cora gorze, nie słyszysz ich w całości? Chłopiec potrząsnął głową. -Kryktusie, ja znikam, dlatego czasem nie słyszysz mnie wyraźnie! -Opowiedz mi wszystko! A ja wszystko uratuje! -Ha, ha. To nie jest takie proste! Nie wiesz ile to kosztuje mnie! -Wczoraj oddałem kilka promieni gwiazdą, bo całkiem już wygasały, nie mówiąc o księżycu! Jemu to dopiero trzeba dawać mocy! A ja już jej nie mam! -Jakie jest zadnie? Powiedz to, a ja dam sobie radę. -Dziecko, Księżyc skończył na planecie światła? Chłopiec dokładnie nie pamiętał, ale nie chciał spalić raka, więc odpowiedział: -tak- -Gdy u was jest noc to często lecę na planetę odpoczynku i tam schodzę na glebę, podłoże, w postaci słonecznej istotki. Głównie tam odpoczywam. Kiedy czuję, że mam mniej energii w sobie, to lecę na planetę światła i biorę te światło do siebie. -Czy ilość w tobie światła zależy od pór roku i od pogody? Przerwał Kryktus. -Nie. Energii w sobie, zawsze miałem tyle samo tylko słabiej oświecałem ziemię, by dostosować się do pór roku. A teraz mimo, że wszędzie jest pięknie dokoła jest zimno. -Tak zauważyłem- skrzywił się chłopiec i zaciągnął zamek od kurtki. -No właśnie jestem cora słabszy! W miarę czasu będzie robiło się cora ciemniej i zimniej, wszystko dookoła zacznie ginąć, z nieba zaczną spadać gwiazdy, a ja zniknę! Wraz z księżycem! -Jeżeli was nie uratuje! Uśmiechnął się chłopiec. -Jeżeli też nie poznasz swojego zadnia. Nie przerywaj mi, mamy mało czasu. Pewnie niedługo zabraknie mi promieni do komunikowania się z tobą! -Mów już, mów! -Musisz odnaleźć siedem smoków. -Smoków? To one istnieją? -Tak, ale rzadko się pokazują. To one zarządzają ziemią i życiem na ziemi. Wydaje ci się, że wszystko co się dzieje to samo z siebie, a w rzeczywistości odpowiadają za to wszystko wszystkomogące smoki. -Łał, a czy spotkałeś, znaczy widziałeś się z którymś?! -Grendium, smok stanu ziemi, przysyła mi przez księżyc, warunki pogodowe, czyli jak i kiedy mam świecić. Zauważył, że nie spełniam jego poleceń, bo nie mam wystarczająco mocy. Teraz powinno być ciepło, a wręcz gorąco. -Pewnie mam go odnaleźć? -Nie tylko jego, ale ich wszystkich! -Co?! Gdzie?! Jak?! Zdziwił się Kryktus, a potem sobie przypomniał o swojej niezwykłości i dodał: -Oczywiście do jutra zdążę porozmawiać ze wszystkimi! I po co, te nerwy? Uśmiechnął się dumny z siebie. - Jak nawet nie wiesz, jak mają na imię i czym są! Odwzajemnił uśmiech. -Jak chcesz to możesz mi zdradzić, ale bez tego i tak sobie poradzę! Zasalutował mężnie. Dziś westchnął. -Zacznijmy od samego początku. Znowu westchnął. -Kiedy zacząłem świecić, siedem smoków już istniało. Ale podobno wszystko zaczęło się od jednego smoka, Filoweniusza. Prawdopodobnie wiedział, jaką sprawuje władzę i ile ma roboty z organizowaniem życia i ziemi, dlatego też dla własnej wygody stworzył sobie braci-pomocników. -Sześć innych smoków? skojarzył Kryktus. -Tak, stworzył: Netwina, smoka czasu, podobno tworzy historię ludzkości. Rozumiesz? -L-U-DZ-K-O-Ś-C-I? przeliterował chłopiec. -Na przykład planuje ważne bitwy, albo wprowadza różne ważne daty świata. Chłopiec pokiwał głową, na znak zrozumienia. -Potem, Grendiuma, jak już wcześniej napomniałem smoka stanu ziemi, zarządza pogodą, naturą, lasami itp. Rosencjusz, smok losu, tworzy ludziom historie, ustala ich życie np. ten smok wiąże się też z tobą, dzięki niemu wyruszyłeś w swoją przygodę. Pewnie już o wszystkim wie… Zaraz, zaraz… -To dlaczego nic nie robi? Zapytał Kryktus. -Zaraz ci to wytłumaczę, tylko zapoznam cię z innymi smokami. Redwin, smok więzi i charakteru. Kształtuje ludziom charakter i uczucia, oraz odczucia- chłopiec kiwnął głową- Następny smok szósty, znaczy smoczyca, magii. Tworzy cuda, wymyśla nowe zaklęcia, tworzy magiczne istoty i magiczne rzeczy. Siódmy smok, ostatni, to Gamblec, najbardziej…