Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

słowa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słowa, które rodzą się martwe

Wydaje się, że muszą padać. Czy muszą? Wydaje się, że słowa wymusza cywilizacja. By porządkować, by uściślać, by rozumieć. I dlatego słowa. Czym są? Schematem, niewolą zastępowaniem słonia mrówką? A może nie? Gdy sobie myślę, ile słów już padło - odczuwam dziwną złość i niepokój. Niepokoi mnie słowo pisane. Bo mówione to jeszcze można zrozumieć - szybkie, byle jakie, na tony. Ale pisane - co innego. Pisane jest inne, do życia powołane. Niepokoi mnie literatura: powieści, eseje, prozy, opowiadania, nowele, wiersze. Ile słów? Jak kosmos. A publicystyka, a teksty dziennikarskie - rzemieślnicze? Jak towar. Słowa pisane, drukowane. Listy do redakcji, listy od ludzi do ludzi. Masy piszących, masy autorów nad kartkami, masy drgających piór, potworne masy powoływanych do życia słów. Piszą. Obracają słowami, obracają zdaniami, posługują się fleksją, ortografią, gramatyką, składnią. Klecą frazy, spawają ze sobą słowa w sensopodobne treści. Słowa są, potem ich nie ma. Kto pamięta, że były? Kto pamięta, co napisali? Kto rozezna się w nieprzebytym oceanie zdań, jakie padły ręką, jakie padły drukiem. Odkąd druk stał się powszechny. Jakie sensy, co nowego, co poruszającego, co zapadło w pamięć? Nic. Tych, co pisali rozpiera duma. Że umieli, że napisali, że stworzyli. Myślą, że ich słowa w metafizycznym spaźmie wtopiły się w naturę świata, odkryły tajemnice bytu, wniosły niezatarte treści do wszechświatowego dziedzictwa. Tryliony trylionów słów. Paroliterowych sekwencji liter o rożnych kombinacjach, o ilościach wyliczanych przez matematyków. Dzięki alfabetowi, dzięki mieszaniu kilkunastu, kilkudziesięciu, kilku tysięcy pojedynczych literek. Zwroty, frazeologiczne związki, styl. Słowa tworzone przez tworzycieli słów. Literatami nazywają ich. Pisarzami też. Eseistami, felietonistami. Nazywają ich. Dają przesłania ludzkości. Zadowoleni z siebie. Tylko czasem jeden na tysiąc, stworzy słowa układające się w coś zaskakującego, nowego. Tylko czasem u jednego na tysiąc słowa poruszą się, ożyją, zmartwychwstaną, wykrzykną wieloma głosami. Opowiedzą o niezbadanym przez myśl obszarze, przewrócą do góry nogami rzeczywistość. Tylko czasem. U reszty nie. Reszta płodzi słowa puste. Reszta marnuje słowa, słowa są marnowane. Wyrzucane na śmietnik, sztywne, zimne, na próżno powoływane do życia, nieżyjące. Powoływane dla zabawy, dla forsy, dla sławy. Słowo jak przedmiot, rzecz, towar. Pisać ile wlezie. Boję się tego, boję się marnowania słów. Pisania bzdur, oklepanych fraz, nic nie wnoszących zdań, pustych felietonów, esejów, książek. Każdy chce pisać, każdy ma się za pana słowa. I leje. Leje słowa. Wyciekają potężnych strumieniem spod piór, wsiąkają w kartki. I giną. Pozostają szkielety, czasem nie pozostaje z nich nic. Marnowanie słów. Pisanie rutynowe, mechaniczne, stereotypowe. Bez myślenia, bez sensu. Pisanie hurtowe, łatwe, lekkomyślne. Międlenie słów, przerzucanie jak siano, szafowanie słowami, nie liczenie się z nimi. Gwałcenie słów, bawienie się nimi do woli, dla korzyści, targanie ich za uszy, podszczypywanie, podstawianie nogi, poszturchiwanie, kopanie ich. Marnowanie słów. Wyrażanie czegoś nie do wyrażenia, opisywanie czegoś nie do opisania. Żałosne słowa pretendujące do nazywania, wyjaśnienia wszystkiego. Żałośni piszący z przekonaniem, że słowem dotkną wszystkiego, że wszędzie z nim dotrą. Słowami - uczucia, słowami - natura, słowami - człowiek. Pętanie się po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
słowa — czytnik · opowiadania