Fantastyka · 10 min czytania
Słowo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Widzę! Gdzie? - Przed oczyma duszy mojej!" Wiliam Sheakspeare
* * * Cichy szum autobusu milknie wśród pierwszych dźwięków piosenki. Słuchawki na uszach dziewczyny wyglądają zupełnie naturalnie, jej obraz byłby wręcz niepełny bez czarnego odtwarzacza mp3, niezbyt długich, blond włosów i jasno bursztynowego krzyżyka. Szyba okazuje się przeraźliwie zimna, gdy opiera na niej czoło, by swobodnie wpatrywać się w zmierzchające niebo. Nad jasną łuną wskazującą zachodu zdążyła już rozbłysnąć Gwiazda Wieczorna, w oddali lasy spowija mrok. W uszach do tęsknego głosu fletu dołącza gitara, w chwilę później wokalista zaczyna śpiewać. Gdzieś na końcach świadomości zdaje sobie sprawę z tego, że zaraz koło niej siedzą inne dziewczyny, rówieśniczki, uśmiechnięte, wyśpiewujące piosenki własnego autorstwa o niezwykle inteligentnych tekstach, lecz po co na siłę się integrować, zatracać poczucie własnej odrębności? Przecież można słuchać muzyki, być szczęśliwą, jednak nie śmiejąc się cały czas, ale mając sens życia i nadzieję na jego spełnienie, patrzeć w gwiazdy wiedząc, że ktoś inny również im się przygląda, jak dobrze jest być pewnym kto to i marzyć...
Beware of unholy fire my guardian of the trees their flames can't burn the memory the wisdom of the kings The secret of this forest the ride of unicorns are treasures of these valleys where freedom has it's throne where love must reign eternally avoiding acts of war
Sceneria jest doskonała, nie musi nawet przymykać oczu, by ujrzeć delikatnego jak szklana figurka jednorożca pędzącego przez ciemność, rozświetlającego ją swym srebrzystym światłem. Gdyby móc go kiedyś tak spotkać - utkanego z księżycowego światła.
* * * O parapet okna oparła się długopalca, blada dłoń, należąca do czarnowłosej dziewczyny o jasno niebieskich, wpadających w szarość, oczach. Spod podłogi dochodziły już przytłumione dźwięki discopolo, wesele się zaczynało. Westchnęła cicho słysząc jak zaraz po disco orkiestra zaczyna grać piękną bluesową balladę i wpatrzyła się w okno. Nad łuną zachodzącego dnia zaświeciła już Gwiazda Wieczorna. Uśmiechnęła się do siebie, bo wiedziała, że w innym miejscu, w tym samym czasie, ktoś , tak samo jak ona, spogląda na jasną Wenus. Doskonale wiedziała kto.
* * * Nawet w swetrze, ciepłym szlafroku i płaszczu poczuła wilgotny chłód październikowej nocy, kiedy wyszła na balkon. Końcówki blond włosów za złociły się od jaskrawych, ulicznych lamp, które skutecznie głuszyły światło gwiazd. Jednak księżyc świecił jasno, przebijając się przez cienką warstwę chmur. Na drugim końcu balkonu leżało kilka worków najlepszych jabłek z działki i jeden wypełniony cebulą. Dziewczyna usiadła niedaleko drzwi, opierając plecy o zimny tynk, na komórce wystukała numer do istoty, która patrzyła razem z nią na Gwiazdę Wieczorną, półlitrowy kufel herbaty położyła sobie na brzuchu i popatrzyła w srebrzystą tarczę ziemskiego satelity. Po kilkunastu sygnałach duchowa siostra odebrała. - Cześć - blondynka powitała przyjaciółkę. Rozmawiały, śmiały się czasem, snuły teorię o substancji z jakiej może być stworzony księżyc, dochodząc w końcu do wniosku, iż jest to zapakowany w sreberko camembert i jednocześnie myślały, każda osobno, inspirując się toczonym właśnie dialogiem... Po co chodzić do kina z tabunem znajomych, całe wieczory odpowiadać na sms-y, podczas przerw na ucho szeptać nieswoje sekrety i chować swoje nadzieje, kłopoty i przemyślenia gdzieś głęboko w sobie, jeśli można spojrzeć w gwiazdy, księżyc, płomień świecy nawet, pozwierzać się wiatrowi, przytulić do światła? Świat staje się o wiele głębszy, gdy całkowicie dzieli się go jedynie z kilkoma przyjaciółmi, szczerymi, zaufanymi, pokrewnymi duszami niż rozdrabnia się go na nic nie znaczące odłamki i zaczyna się wierzyć w przypadek, lub staje się po którejś ze stron, za bądź przeciw Nessy, Yeti i El - Czupakabrze, na podstawie naukowych analiz rozmazanych zdjęć i relacji "wiarygodnych" świadków. Przecież, gdy charyzmatyczny przywódca mówi do żołnierzy jak do zwycięzców , ci zostają zwycięzcami nim rozpocznie się bitwa. Nowsza broń, więcej ludzi, a naprzeciw temu słowa..., to drugie zazwyczaj przeważa. Jeśli słowa mają moc zmieniania świata, to czemu przekłada się materialne "dowody" nad próbę zrozumienia, że coś może istnieć, nie zajmując miejsca w przestrzeni, nie wydzielając ciepła, pozostając nie widocznym dla ludzi? Księżyc w końcu wychynął zza chmury. Nagle dotknęło ją dziwne uczucie. Ktoś obok niej siedzi, czuła to. - Daj mi sekundę, ktoś, ktoś tu siedzi... - rzuciła w słuchawkę telefonu. Zdarza się, że siedząc się w ciemnym pokoju wiemy, że nie jesteśmy w nim sami. Drugiej osoby nie zdradza żaden odgłos, ani jej oddech na naszym karku, a jakiś niezrozumiały sygnał uruchamiający intuicję. Nie stawały jej włoski na karku wyczuwając niebezpieczeństwo, kimkolwiek był jej towarzysz nie miał bezpośrednich wrogich zamiarów. Poczuła delikatny zapach…