Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 58 min czytania

Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyk

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyklętych

Wydarzenia, które opisuję w poniższym artykule, są mało znane, zwłaszcza poza terenem byłego powiatu iłżeckiego. Wydają się jednak na tyle interesujące, iż warto o nich opowiedzieć ludziom z całej Polski. Pretekstem do ich przywołania może być fakt, że wiążą się one z największym (nie tylko w Regionie, ale i w Kraju) zgrupowaniem partyzanckim Batalionów Chłopskich. Główny bohater opowieści, Jan Sońta “Ośka”, to niezwykle barwna postać, którą trudno jednoznacznie ocenić. W czasie wojny wybitny partyzant, charyzmatyczny dowódca chłopskiej armii. Po wojnie milicjant-sabotażysta, potajemnie wspierający Żołnierzy Wyklętych. Sońta, za swoją nielojalność względem stalinowskiego reżimu, został skazany na karę śmierci. Czy udało mu się uniknąć egzekucji?

Brakujące ogniwo

Przedwojenny powiat iłżecki[1] obejmował tereny dzisiejszych powiatów starachowickiego, skarżyskiego, radomskiego, zwoleńskiego i lipskiego. Wszystkie wymienione ziemie wchodziły w skład województwa kieleckiego. Dziś powiaty starachowicki i skarżyski należą do województwa świętokrzyskiego, a radomski, zwoleński i lipski do województwa mazowieckiego. Gdy wybuchła wojna, niemieccy okupanci włączyli interesujący nas obszar do dystryktu radomskiego. Ruch oporu nie zaakceptował jednak nowego podziału administracyjnego, toteż każda z liczących się formacji konspiracyjnych wprowadziła własne jednostki organizacyjne. Dawny powiat iłżecki stał się częścią Okręgu Samodzielnego Radom-Kielce AK, Obwodu III Radomsko-Kieleckiego GL/AL, Okręgu V Kieleckiego NSZ i Okręgu III Kieleckiego BCh. Przez cały okres okupacji hitlerowskiej Kielecczyzna i Ziemia Radomska były terenami intensywnych zmagań partyzanckich. To tutaj walczył legendarny major Henryk Dobrzański “Hubal”. To tutaj działali znani partyzanci Armii Krajowej (Jan Piwnik “Ponury”, Antoni Heda “Szary”), Armii Ludowej (Mieczysław Moczar “Mietek”, Tadeusz Maj “Łokietek“) oraz Narodowych Sił Zbrojnych (Brygada Świętokrzyska z Antonim Szackim “Bohunem” na czele). O tym wszystkim wie cała Polska. Nazwiska czołowych akowców, alowców i eneszetowców z Kieleckiego/Radomskiego są powszechnie rozpoznawalne. Brakującym ogniwem pozostają Bataliony Chłopskie. Jacy bechowcy “wymiatali” w krainie Baby Jagi?

Zgrupowanie “Ośki”

Gwiazdami wiejskiej partyzantki na Kielecczyźnie i Ziemi Radomskiej byli żołnierze Jana Sońty “Ośki”. Pochodzili oni ze wspomnianego wcześniej powiatu iłżeckiego, tam też prowadzili większość działań zbrojnych. Mieczysław Kaca (autor newsa “U leśników w Marculach świętowali ludowcy i samorządowcy” zamieszczonego w periodyku “Tygodnik Radomski w Gminach i Powiatach”) podaje, że ludzie “Ośki” byli największym zgrupowaniem partyzanckim BCh nie tylko w okolicy, ale i w całej Polsce. Warto dodać, że ośkowcy cieszyli się sympatią i uznaniem miejscowej ludności, a w trudnych chwilach zawsze mogli liczyć na pomoc swoich kolegów z Armii Krajowej i Armii Ludowej. Kielecko-radomskie oddziały AK, AL i BCh tworzyły niekiedy coś w rodzaju jednego, solidarnego, wewnętrznie zróżnicowanego, ale całkiem zgranego bloku przeciwko hitlerowcom[2]. Wśród tutejszych akowców, alowców i bechowców spotykane było przekonanie, że podczas wojny nie liczy się to, co dzieli Polaków, tylko to, co ich łączy. Każda z trzech wymienionych armii reprezentowała inną opcję polityczną. Wszystkie trzy dążyły jednak do odbicia Ojczyzny z rąk Niemców. Stąd mentalność, zgodnie z którą w drugim Polaku trzeba widzieć przede wszystkim Polaka, a dopiero potem piłsudczyka, komunistę, ludowca itd. Dwadzieścia lat później ta filozofia (koncepcja braterstwa broni) stała się nieoficjalną ideologią ZBoWiD-u. Zaszczepił ją tam Mieczysław Moczar, prominentny pezetpeerowiec z odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym.

Urodzony ludowiec

Kim był Jan Sońta “Ośka”, jeden z najwybitniejszych partyzantów w historii Batalionów Chłopskich? Sporo informacji na jego temat zaczerpniemy z filmu dokumentalnego “Ośka” (cykl “Z archiwum IPN”, TVP 2009) i siódmego odcinka fabularyzowanego serialu dokumentalnego “Rozkaz sumienia“ (TVP 2013). Dodatkowym źródłem wiedzy o Sońcie może być artykuł “’Ośka’ i jego żołnierze - zbrojne ramię ruchu ludowego w byłym powiecie iłżeckim” Anny Szczykutowicz (serwis Histmag.org). “Ośce” poświęcono także krótką notkę biograficzną w polskojęzycznej Wikipedii. Jan Sońta (ur. 1919, zm. 1990) przyszedł na świat w Świesielicach niedaleko Ciepielowa. Pochodził z oświeconej rodziny chłopskiej, która ceniła takie wartości, jak wiedza, wykształcenie czy aktywny udział obywateli w życiu publicznym. Jego bliscy angażowali się w działalność ruchu ludowego, sam również był aktywnym i ideowym ludowcem. Uczył się w szkole technicznej w Radomiu. Należał do Związku Młodzieży Wiejskiej RP “Wici” oraz do 7. Radomskiej Drużyny Harcerskiej (podczas II wojny światowej stała się ona kolebką lokalnych Grup Szturmowych Szarych Szeregów!). Gdy Niemcy zaatakowali naszą Ojczyznę, Jan Sońta został wezwany do Rejonowej Komendy Uzupełnień w Starachowicach. Walczył w obronie tamtejszych zakładów zbrojeniowych, pomagał w wywożeniu cennych maszyn na wschód Polski. Niestety, w okolicach Lublina konwój został rozbity przez nazistów. Sońta musiał więc wrócić na ziemie kielecko-radomskie.

Ojciec założyciel

Nasz bohater, który w 1940 roku wciąż pozostawał uczniem i harcerzem, czynnie uczestniczył w antyhitlerowskim ruchu oporu. Początkowo zajmował się zwykłą działalnością konspiracyjną: drukował ulotki, redagował prasę podziemną, słuchał wiadomości zagranicznych stacji radiowych. Jednocześnie pozostawał w kontakcie ze swoimi wiejskimi rówieśnikami, którzy - podobnie jak chłopi w innych częściach Polski - zbierali broń i amunicję z miejscowych pobojowisk. Wieś się zbroiła, a osoby chętne do walki z okupantem sprawdzały, którzy gospodarze będą w przyszłości gotowi wspierać partyzantów. Ojcem założycielem chłopskiego ruchu partyzanckiego w powiecie iłżeckim został właśnie Jan Sońta wraz z garstką przyjaciół, przede wszystkim Władysławem Gołąbkiem “Boryną” urodzonym w Kroczowie Mniejszym. Przez pewien czas nasz bohater posługiwał się pseudonimem “Jasio”. Później, gdy rozbroił pocztowca i żandarma za pomocą atrapy pistoletu wykonanej z wypolerowanej ośki rowerowej, zmienił pseudonim na “Ośka” (wypada wspomnieć, że w tej zabawnej akcji uczestniczył także Antoni Majewski “Trojan”). Konspiracja tworzona przez Jana Sońtę i jego kompanów szybko się rozrastała. Do oddziału partyzanckiego dołączali nowi żołnierze, zwiększała się też liczba cywilów współpracujących z bechowcami. Cały powiat iłżecki stał murem za “Ośką”. Zgrupowanie Sońty prowadziło akcje na coraz większą skalę: nękało antypolskich folksdojczów, uwalniało jeńców wojennych, rozbijało niemieckie posterunki.

Dwie twarze

Powojenny “Ośka” to postać wykraczająca poza binarną wizję świata. W pewnym sensie, udowodnił on, że posiada wszystkie zalety i wszystkie wady stereotypowego ludowca. Poszedł w tym kierunku, z którego dochodził zapach pełnego koryta. Stanął jednak w rozkroku: jedną nogą w nowym systemie, a drugą w środowisku antysystemowców. Jan Sońta wiedział, że oficjalne zakończenie działań wojennych nie przyniosło Polsce spokoju. Czasy wciąż były niebezpieczne, a liczni żołnierze antyhitlerowskiego podziemia (nie tylko członkowie AK i NSZ, ale również przedstawiciele BCh i niektórzy weterani AL) padali ofiarą Urzędu Bezpieczeństwa. Stalinowskie państwo, które rodziło się na ziemiach polskich, od samego początku dawało się poznać jako twór totalitarny i opresyjny. Z drugiej strony, istniała jeszcze iskierka nadziei: odradzający się ruch ludowy będący jedyną legalną opozycją w Polsce. Wielu Polaków pokładało ufność w Stanisławie Mikołajczyku i Polskim Stronnictwie Ludowym. Działacze obozu chłopskiego, chcąc trzymać rękę na pulsie, starali się obejmować ważne funkcje w aparacie państwowym. Niezliczeni bechowcy, którzy mieli trafić do milicji, sztucznie zawyżali sobie stopnie wojskowe, żeby otrzymać jak najwyższe stanowiska i zwinąć komunistom “stołki” sprzed nosa (hehehe!). Takim milicjantem został również “Ośka”. Czy grzeszył koniunkturalizmem? Może częściowo… Ale nieugięcie dochowywał wierności ruchowi ludowemu. Ostentacyjnie manifestował swoje antyrządowe poglądy i poparcie dla Mikołajczyka.

Król sabotażystów

Jan Sońta, rzekomy podpułkownik, bez trudu otrzymał etat w Milicji Obywatelskiej. Został oficerem do zadań specjalnych, i to nie na prowincji, lecz w Komendzie Głównej w Warszawie. Komuniści, wierząc w lojalność “Ośki”, kazali mu organizować kadry milicyjne. Sońta założył w powiecie iłżeckim szkołę MO, do której zaczął przyjmować głównie kombatantów Batalionów Chłopskich. Już wtedy było widać, że wokół naszego bohatera dzieją się dziwne rzeczy. Z utworzonej przez niego szkoły wychodzili bowiem liczni sabotażyści. Wielu z nich wyrządzało systemowi takie szkody, że po kilkunastu miesiącach “wylatywało” z pracy. Wiosną 1945 roku Jan Sońta dowiedział się o pojmaniu szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Zrozumiał wówczas, że legalna opozycja i mały sabotaż to zabawa dla naiwnych dzieci, a nie sposób na obalenie bierutowskiego reżimu. Dostrzegł konieczność prowadzenia bardziej radykalnych działań. “Ośka” wstąpił do Oddziałów Specjalnych BCh, czyli konspiracyjnej organizacji antykomunistycznej. Na co dzień udawał przykładnego milicjanta, lecz “po godzinach” uczestniczył w zbrojnych akcjach Żołnierzy Wyklętych[3]. Stalinowcy - podejrzewając, że Sońta trzyma sztamę z Niezłomnymi - przenieśli go do wojska, gdzie miał się zajmować zwalczaniem podziemia. Nasz bohater, wiedząc o planowanych obławach na partyzantów, ostrzegał “leśnych” przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Tych, którzy zostali zatrzymani, wyciągał z aresztów. Robił wszystko, co mógł, żeby ograniczyć liczbę Polaków zsyłanych na Sybir. I wciąż pobierał “resortową” pensję.

Solidarni z “Ośką”

Jan Sońta “Ośka” sprawiał wrażenie, jakby kierował się w życiu logiką kwantową. Był jednocześnie budowniczym i burzycielem Polski Ludowej. Konformistą i nonkonformistą. Wybrańcem z Matrixa, który siłą własnego umysłu naginał zerojedynkową rzeczywistość. Nie mieścił się w strukturze opartej na opozycjach biel-czerń, dobro-zło, światło-ciemność, ład-chaos. Pozostawał ponad wszelkim binaryzmem. “Ośka” prowadził swój sabotaż przez pół roku, po czym został aresztowany przez UB. Nasz bohater - a wraz z nim czternastu innych bechowców - stanął przed komunistycznym sądem. Usłyszał wyrok śmierci. O jego życie natychmiast zaczęła walczyć rodzina (dowiadujemy się o tym z prezentacji multimedialnej “Jan Sońta ps. ‘Ośka‘ - Partyzant Ziemi Radomskiej” Konrada Gałki. YouTube, eliksir11). Później uaktywnili się jego koledzy z czasów okupacji niemieckiej. Kombatanci napisali do Bieruta petycję o ułaskawienie skazańca i zebrali pod nią kilkadziesiąt tysięcy podpisów z całej Kielecczyzny. Za Sońtą zaczęli się również wstawiać milicjanci o bechowskim rodowodzie, weterani Armii Ludowej oraz dawni partyzanci radzieccy pamiętający go jako sojusznika w walce z hitleryzmem. “Ośka“, mając takie poparcie, po prostu musiał przeżyć. Początkowo zmniejszono mu wyrok na dożywocie, potem na dwanaście lat, aż w końcu na osiem. Jan Sońta wyszedł z tiurmy w 1954 roku. Na wolności, mimo socjalizmu, założył firmę budowlaną. Zatrudniał w niej byłych więźniów stalinowskich: akowców i bechowców. Niemal do końca życia był śledzony przez bezpiekę.

Pod lupą

O tym, co się działo z “Ośką” po roku 1954 (a raczej po 1956), możemy przeczytać w artykule “Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Jana Sońty ‘Ośki’” Marcina Sołtysiaka. Tekst ukazał się na łamach portalu “Iłża - Regionalny Serwis Informacyjny” (Ilza.com.pl). Autor publikacji przeanalizował liczne donosy, notatki i meldunki, jakie “wyprodukowali” pracownicy i współpracownicy SB w związku z inwigilacją naszego bohatera. Z tych dokumentów, znajdujących się obecnie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, wyłania się ciekawy obraz Jana Sońty doby poststalinowskiej. Można przypuszczać, że zasłużony partyzant Batalionów Chłopskich był szpiegowany od momentu opuszczenia więzienia aż do upadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (warto odnotować, że “Ośka” zmarł w roku 1990, czyli w tym samym czasie, w którym zlikwidowano Służbę Bezpieczeństwa). Kontrola, jakiej go poddawano, była prowadzona z różną intensywnością i z krótkimi przerwami, które wynikały z chwilowego obniżenia aktywności ofiary. Niewiele wiadomo na temat działań podejmowanych względem “Ośki” w latach 1956-1957. Istnieje jednak podejrzenie, że czerwona agentura doprowadziła do odsunięcia go od stanowiska prezesa kieleckiego ZBoWiD-u. Człowiekiem, który - zarówno wtedy, jak i później - odznaczał się wyjątkową gorliwością w donoszeniu na Sońtę, był niejaki TW “Pewny”. Konfident ten wywodził się ze środowiska bechowskiego. Podczas okupacji walczył w powiecie kozienickim i w zgrupowaniu “Ośki”. Cieszył się więc dużym zaufaniem swojego dawnego dowódcy.

Rozterki moralne

Pierwsza przerwa w inwigilacji naszego bohatera nastąpiła w roku 1966 (czasy późnego Gomułki). Esbecy stwierdzili wówczas, że dalsze szpiegowanie Jana Sońty nie ma sensu, gdyż ofiara nie prowadzi działalności antypaństwowej i nie stanowi zagrożenia dla władzy ludowej. Spokój trwał przez kilka lat. Ale już w pierwszej połowie lat 70. (w czasach wczesnego Gierka) TW “Pewny” ponownie zwrócił uwagę na “Ośkę”. Nie omieszkał się powiadomić przełożonych, że Sońta zaczął się krytycznie wypowiadać na temat bieżących wydarzeń politycznych. Obserwacja byłego bechowca ruszyła pełną parą. Kapuś “Pewny” dokładnie opisywał poglądy naszego bohatera, opierając się na jego prywatnych komentarzach. Z meldunków konfidenta wynika, że Jan Sońta miał negatywny stosunek do ówczesnej ekipy rządzącej. Dość nieufnie podchodził również do przedstawiciela poprzedniej ekipy, Mieczysława Moczara, a także do jego kolegi, Wojciecha Jaruzelskiego, którego czas miał dopiero nadejść. “Ośka” nie potrafił jednoznacznie ustosunkować się do działalności Moczara i Jaruzelskiego (chociaż tego pierwszego znał jeszcze z czasów wojny). Zastanawiał się, kim oni tak naprawdę są. Interesujący jest fragment jednego z donosów, który charakteryzuje postawę naszego bohatera wobec Sowietów: “Sońta stwierdził, że wolałby, żeby w Kielcach czy Radomiu byli komisarze rosyjscy, bo tak nie wiadomo, co to jest. Wiadomo byłoby wtedy, jakby to uważać. Często stwierdza, że jest to druga okupacja Polski” (słowa TW “Pewnego” cytowane przez Marcina Sołtysiaka). Jak widać, “Ośka” był rozdarty wewnętrznie.

Sekretne kontakty

Zgodnie z tym, co głoszą esbeckie raporty, nasz bohater oburzał się sposobem, w jaki milicja potraktowała uczestników radomskiego strajku w czerwcu 1976 roku. Przekonywał, że tamtejsi mundurowi okazali się bardziej okrutni od gestapowców. Wydarzenia czerwca ‘76 spowodowały, że Sońta zaczął trochę sympatyzować z ROPCiO i KOR-em. Nie wstąpił do żadnej z tych organizacji, ale nawiązał kontakt z ich działaczami. W jego mieszkaniu zaczęła się pojawiać nielegalna prasa opozycyjna. “Ośka” otrzymał nawet propozycję redagowania jednego z takich pism, ale odmówił, gdyż obawiał się o przyszłość swojej rodziny. Nie wahał się jednak posiadać ani kolportować zakazanej literatury, choćby “Archipelagu GUŁag” Aleksandra Sołżenicyna. Nasz bohater utrzymywał kontakt z Antonim Hedą “Szarym”: weteranem Armii Krajowej, Żołnierzem Wyklętym, człowiekiem odpowiedzialnym za rozbicie więzienia UB w Kielcach (1945). “Szary”, podobnie jak “Ośka“, dostał kiedyś karę śmierci, ale został ułaskawiony dzięki wstawiennictwu dawnych partyzantów AL (należał do nich również Moczar; tak twierdzi Łażący Łazarz w artykule “Rok 1976 - ostatnia akcja Komendanta ‘Szarego‘” dostępnym w serwisie WolnaPolska.pl). Sońta dwukrotnie był wzywany przed oblicze kapitana SB, Romana Stępnia, który początkowo nie ujawniał swojej prawdziwej tożsamości. Za drugim razem oficer zaprosił “Ośkę“ do współpracy. Naturalnie, nic z tego nie wyszło. Bezpieka oficjalnie zakończyła śledzenie Sońty w listopadzie 1980 roku. Później interesowała się nim tylko podczas uroczystości kombatanckich.

Kapliczka na Wykusie

Jak już ustaliliśmy, okres powojenny był wyjątkowo trudny dla żołnierzy Armii Krajowej. W czasach bierutowskich nie wolno było życzliwie o nich mówić. Akowców, którzy zdołali przeżyć okupację niemiecką, spotykały ubeckie szykany i represje. Po odwilży gomułkowskiej sytuacja uległa diametralnej zmianie. Najsłynniejsza armia Polskiego Państwa Podziemnego zaczęła odzyskiwać należne jej miejsce w historii. Pisze o tym Marek Jedynak, twórca publikacji “Kapliczka na Wykusie. Wokół powstania Środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej ‘Ponury’ - ‘Nurt’” (IPN, Kielce 2009). Według tego autora, w 1957 roku grupa byłych podkomendnych Jana Piwnika “Ponurego” wysunęła postulat utworzenia miejsca pamięci narodowej na Wykusie (dla niewtajemniczonych: Wykus to wzniesienie leżące w odległości 5 kilometrów od Starachowic. W XIX i XX wieku stanowiło ono bazę dla wielu polskich zgrupowań partyzanckich, w tym dla oddziałów Mariana Langiewicza, Henryka Dobrzańskiego “Hubala” i Jana Piwnika “Ponurego”). Starachowicki ZBoWiD, którego zarząd był zdominowany przez weteranów AK, poparł tę inicjatywę. Wkrótce powstał Komitet Budowy Płyty Pamiątkowej na Wykusie, który poczynił niezbędne kroki w kierunku realizacji obranego celu. Działania, jakie podejmowano, wiązały się z aktywizacją byłych akowców, co nie uszło uwadze esbecji. Po wielu perypetiach udało się wybudować i poświęcić pamiątkową kapliczkę. Doszło do tego we wrześniu 1957 roku[4]. Na uroczystości odsłonięcia obiektu przemawiał (lub miał przemawiać) Jan Sońta “Ośka”.

Trudne początki

Akcje zbrojne, jakie podejmowali partyzanci ze zgrupowania “Ośki“, zostały opisane w trylogii publicystycznej “Wrócą chłopcy z wojny” Michała Ślusarczyka (wszystkie trzy części ukazały się w serwisie GlosMazowsza.pl. Kopie artykułów można zobaczyć w witrynie internetowej mazowieckiego samorządowca Zbigniewa Gołąbka). Wiele przydatnych informacji znajdziemy także w tekście “Działania zbrojne Batalionów Chłopskich na Ziemi Radomskiej” Henryka Szopy (jest to opracowanie naukowe z 1983 roku. Elektroniczną wersję artykułu zamieścił Andrzej Bartczak na stronie OM PSL w Radomiu). Jan Sońta i jego kompani rozpoczęli swoją działalność już na przełomie lat 1939/1940. Początkowo miała ona charakter spontanicznej inicjatywy niepowiązanej z żadnymi ogólnopolskimi strukturami. Ludowcy zaczęli działać “na poważnie” w roku 1942, kiedy to ich organizacja weszła w skład ponadregionalnych Batalionów Chłopskich. Wtedy właśnie miały miejsce pierwsze spektakularne zwycięstwa ośkowców, np. rozbicie nazistowskiego obozu pracy w Solcu nad Wisłą. W roku 1943 partyzanci BCh dokonali dwóch udanych napadów na niemieckie posterunki w Kroczowie i Grabowie. Później, razem z AK, stoczyli walkę z załogą posterunku Luftwaffe. W sierpniu 1943 roku bechowcy przyjęli pod swoje skrzydła kilku Gruzinów, którzy nie chcieli dłużej służyć Trzeciej Rzeszy. We wrześniu pomścili śmierć 900 Polaków zamordowanych przez SS w Ciepielowie. W grudniu planowali rozbić KL Majdanek. Armia Krajowa wybiła im jednak z głowy ten niewykonalny pomysł.

Zgniły kompromis

Liczne sukcesy militarne sprawiły, że Jan Sońta “Ośka” zdecydował się rozszerzyć działalność swojego zgrupowania na powiaty kozienicki i puławski. Postąpił tak latem 1944 roku. W tamtym okresie armię “Ośki” zasiliła kolejna grupa Gruzinów, która tym razem składała się z dwustu dezerterów z armii Hitlera. Pod koniec lipca 1944 roku (czasy akcji “Burza”) bechowcy podzielili się na dwie drużyny. Pierwsza, pod dowództwem “Ośki”, pozostała na lewym brzegu Wisły, a druga, dowodzona przez Władysława Gołąbka “Borynę”, wyruszyła na prawy brzeg. Partyzanci maszerujący na wschód obronili wsie Janiszów i Wojciechów przed pacyfikacją ze strony Niemców. Na Lubelszczyźnie oddział “Boryny” ujawnił się przed nową, komunistyczną władzą. Doszło wówczas do tragedii. Żołnierze BCh, którzy tak grzecznie współpracowali z Armią Ludową, zostali aresztowani przez NKWD-UB. Zaczęły się tortury i wywózki na Syberię. Ostatecznie bechowcy zgodzili się na zgniły kompromis: wolność w zamian za pracę w Milicji Obywatelskiej. Doszli do wniosku, że w obecnej sytuacji należy zadbać o to, aby ważne stanowiska w Polsce Ludowej zajmowali aktywiści wywodzący się z przedwojennych środowisk niekomunistycznych. Bez wątpienia był to wybór mniejszego zła. Z drugiej strony, ujawniły się tutaj wady stereotypowo przypisywane ludowcom: elastyczność koalicyjna, oportunizm, pogoń za “stołkami”, faworyzacja “swoich ludzi” w przestrzeni publicznej. Władysław Gołąbek zrobił ogromną karierę w PRL (choć uchodził za niepewnego politycznie). W III RP stracił przez nią uprawnienia kombatanckie.

Starachowickie i małomierzyckie

Na początku sierpnia 1944 roku grupa ośkowców, dowodzona przez Tadeusza Wojtyniaka “Bacę”, przygotowała na Niemców zasadzkę wzdłuż drogi Starachowice-Tychów. Udało się wówczas rozbroić 20 hitlerowców i przejąć 7 wojskowych ciężarówek. Wkrótce naziści urządzili na bechowców obławę, która zaowocowała wielką bitwą w lasach starachowickich. Wygrali jednak Polacy. Do kolejnego starcia z Niemcami doszło pod koniec sierpnia. To właśnie tam, pod Starachowicami, niedaleko leśniczówki Kutery, poniósł śmiertelną ranę Tadeusz Wojtyniak. Kolejna potyczka z najeźdźcą miała miejsce pod Gadką (znów okolice Starachowic). Zwycięstwo przypadło Batalionom Chłopskim. Jesienią 1944 roku doszło do istotnej narady partyzantów BCh z partyzantami AL w lasach małomierzyckich. Jej konsekwencją była masakra, którą dość różnie przedstawiają Henryk Szopa i Przemysław Bednarczyk (historyk wypowiadający się w IPN-owskim filmie dokumentalnym “Ośka”). Jan Sońta i Mieczysław Moczar zdecydowali się przerzucić część żołnierzy (głównie Gruzinów z BCh) na przyczółek chotecki. Sowieci mieli być uprzedzeni o całej operacji. Według Szopy, partyzanci mieli skandować hasło “Granit”. Zdaniem Bednarczyka, droga na przyczółek miała być rozminowana. Jedno jest pewne: bechowcy (i alowcy - wersja Szopy) maszerujący w stronę Chotczy zostali ostrzelani przez Armię Czerwoną, a pod ich stopami zaczęły wybuchać miny. Zginęło prawie 300 osób. Szopa twierdzi, że tamtej nocy zawinił wiatr zagłuszający wykrzykiwane hasło oraz brak komunikacji między sowieckim dowództwem a pierwszą linią frontu.

Zwoleń 1942

Jednym z najsłynniejszych dokonań zgrupowania “Ośki” było rozbicie niemieckiego aresztu w Zwoleniu we wrześniu 1942 roku. Piszą o tym Piotr Kutkowski (“Nieznane fakty akcji partyzantów”, internetowe wydanie radomskiego “Echa Dnia”) i Mieczysław Kaca (“Płk. Władysław Owczarek odszedł na wieczną wartę”, serwis Radom24.pl). Żołnierzem, który dowodził całą akcją, był Władysław Owczarek “Bula”, “Bula Matari”. Należał on do lewicujących ludowców. Jako nastolatek marzył o tym, żeby wziąć udział w hiszpańskiej wojnie domowej po stronie republikanów. Próbował nawet zrealizować ten plan, ale został powstrzymany przez polskiego kolejarza spotkanego przy granicy ze Związkiem Radzieckim. Owczarek trafił do ZSRR dopiero w 1939 roku. Problem w tym, że jako jeniec wojenny, którego Sowieci oddali wkrótce w ręce Niemców. Młodzieniec uratował się dzięki temu, że wyskoczył z pociągu pędzącego do Trzeciej Rzeszy. W oddziale “Ośki” odpowiadał za sprawy wychowawcze, opracował nawet surowy kodeks etyczny. Decyzję o rozbiciu więzienia w Zwoleniu podjął na wieść o zatrzymaniu ważnego konspiratora Antoniego Knecia “Doktorka”. Gdy Owczarek i inni ośkowcy dojechali do miasteczka, przebrali się w niemieckie mundury i rozkazali lokalnej straży cywilnej udać się na cmentarz. Strażnicy wykonali polecenie. Partyzanci, korzystając ze sposobności, przecięli druty telefoniczne i ruszyli w stronę nazistowskiego aresztu. Tam kazali dozorcy otworzyć drzwi. Mężczyzna spełnił ich żądanie i natychmiast został rozbrojony. Bechowcy zdołali uwolnić około 50 osób. Wśród nich był również “Doktorek”.

Co pisał Moczar?

Mieczysław Moczar to “trudny przypadek” w historii PRL. Niewątpliwie sowiecki kolaborant i zbrodniarz stalinowski (w latach 1945-1948 stał na czele łódzkiego WUBP). Po roku 1956 okazał się jednak najbardziej obiecującym politykiem w Polsce. To właśnie on, jako przywódca ZBoWiD-u, zrehabilitował Armię Krajową i próbował zrehabilitować Narodowe Siły Zbrojne. Sam nie lubił eneszetowców, ale uważał, że przynajmniej niektórzy z nich powinni mieć uprawnienia kombatanckie. Moczar budował w PZPR frakcję nacjonalistyczną. Sprzeciwiał się pomawianiu Narodu Polskiego o współudział w Holocauście. Współpracował z Bolesławem Piaseckim, byłym szefem ONR-Falanga. W czasach “Mietka” powstał wybitnie zbowidowski film dokumentalny “Sprawiedliwi”, który opowiada o tym, jak Polacy (np. Jan Mosdorf, lider przedwojennego ONR-ABC) pomagali Żydom podczas okupacji niemieckiej[5]. Przejdźmy jednak do rzeczy. Otóż Moczar wspomniał o zgrupowaniu “Ośki” w swojej książce zatytułowanej “Barwy walki” (1962). Nazwał ośkowców “nowymi sojusznikami, nowymi przyjaciółmi”. Pozytywnie opisał Władysława Owczarka, z którym podobno szybko się zaprzyjaźnił. “Bardzo sympatyczny, rozumny, a jednocześnie romantyczny chłopski działacz młodzieżowy”, “szczery, uczciwy działacz chłopski, prawy żołnierz, patriota”, “szukał wciąż słusznej drogi”, “wychowywał innych” - czytamy w rozdziale “U świtowców”. Moczarowi podobał się egzotyczny pseudonim Owczarka, “Bula Matari”. Alowcy woleli jednak nazywać bechowca “Misjonarzem” (sami mieli “Chrystusa”, Stanisława Szota).

Co pisał Iwańczyk?

Znacznie liczniejsze, choć równie życzliwe wzmianki o zgrupowaniu “Ośki” znajdujemy we wspomnieniach innego wpływowego alowca, Eugeniusza Wiślicza-Iwańczyka (Eugeniusza Iwańczyka “Wiślicza”)[6]. Mowa tutaj o książce “Echa puszczy jodłowej” z 1969 roku. Jednym z jej głównych wątków są stosunki, jakie panowały między różnymi ugrupowaniami partyzanckimi działającymi w powiecie iłżeckim. Autor twierdzi, że Armia Ludowa, Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie były formacjami bardzo zróżnicowanymi. Mimo to, starały się szukać rozwiązań kompromisowych. W jednym z pierwszych rozdziałów Iwańczyk pisze o pewnym domu: “Tutaj odbywały się spotkania pomiędzy nami a dowódcami BCh: ‘Ośką’ - Janem Sońtą i ‘Bulą Matarim’ - Władysławem Owczarkiem. Tutaj też spotkałem się z dowódcą AK Antonim Hedą - ‘Szarym’”. Jak autor zapamiętał Owczarka? “Przystojny i dobrze zbudowany mężczyzna w wieku około 30 lat (…). Wesoły, uśmiechnięty, o odważnym spojrzeniu, jednym słowem - typowy partyzant“. Z książki “Wiślicza” dowiadujemy się, że zgrupowanie “Ośki” nie było ani prolondyńskie, ani promoskiewskie. Odmawiało scalenia z AK. Wytrwale realizowało koncepcję “walki dobra ze złem”. Bechowcy i alowcy mieli “pomagać sobie w razie potrzeby”, “przekazywać sobie wzajemnie doświadczenia z walki” i “utrzymywać ze sobą stały kontakt”. A co z AK? Iwańczyk wspomina Hedę jako rozumnego inteligenta i apolitycznego patriotę. Docenia fakt, że “Szary” nigdy nie zapomniał o swoich chłopskich korzeniach. Podobno jego podkomendni bardzo dbali o higienę. No i chętnie dzielili się amunicją.

Krótkie życie “Bacy”

Chciałabym teraz poświęcić kilka zdań Tadeuszowi Wojtyniakowi “Bacy”. Sylwetkę tego żołnierza przedstawił Tomasz Skiba w artykule “Tadeusz Wojtyniak ps. Baca” (portal “Iłża - Regionalny Serwis Informacyjny”). Tadeusz Wojtyniak urodził się w 1924 roku w Kroczowie Mniejszym. Pochodził z zamożnej rodziny chłopskiej, która wykazywała wyjątkowe zamiłowanie do wszelkich nowinek technicznych w agronomii. Rodzice Tadeusza odznaczali się głębokim patriotyzmem, popierali rozwój wsi i aspiracje jej mieszkańców. Wojtyniak fascynował się wojskowością, podziwiał uczestników dawnych zrywów niepodległościowych. Marzył o tym, żeby zostać lotnikiem. Spodziewał się rychłego wybuchu wojny, toteż prewencyjnie skonstruował prymitywny samopał. Gdy Trzecia Rzesza napadła na Polskę, 15-letni Tadek dołączył do chłopskiego ruchu oporu. Za swoje osiągnięcia w dziedzinie zbierania broni i amunicji z miejscowych pobojowisk otrzymał pseudonim “Chomik”. Kolejny etap działalności Wojtyniaka to służba w zgrupowaniu partyzanckim “Ośki”. Nastolatek - teraz już jako bechowiec “Baca” - dowodził tam jednym z plutonów. Był niezwykle odważnym i skutecznym dowódcą. Cechował się też otwartością. To właśnie pod jego skrzydła trafiło kilkuset Gruzinów, uciekinierów z armii niemieckiej[7]. Jak już wiemy, Tadeusz Wojtyniak zmarł od rany postrzałowej. Według Tomasza Skiby, sam zdecydował o swojej śmierci. Odmówił bowiem amputacji ręki, w którą wdarła się gangrena. “Baca” żył zaledwie 20 lat. W 1972 roku został “wskrzeszony” w książce “Nie wiedział co to lęk” Władysława Gołąbka “Boryny“.

Nadleśnictwo Chwałowice

Na blogu Chwalilza.blox.pl znajduje się tekst “Rozbicie hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyk — czytnik · opowiadania