Psychologia · 14 min czytania
Smak kartonu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Czy mężczyzna, który zdradził własną żonę nadal jest mężczyzną?
*
Poznałem ją u Elżbiety, która nie wiedzieć dlaczego urządziła te swoje „standing party” w środku tygodnia, w dodatku w środę, kiedy każdy normalny facet siedzi przed telewizorem z butelką zimnego piwa i ogląda mecz. Nie była zbyt rozmowna, stała jedynie w rogu tarasu co jakiś czas zamieniając kilka słów z Elką, która jak zawsze starała się odgrywać rolę wzorowej gospodyni. Nawiasem mówiąc, skuteczne rozbawianie gości czasami jej wychodzi a czasami nie, chociaż ogólnie nigdy jakoś specjalnie się nie nudziłem na tych jej „przyjęciach”. Ot, zwykłe spotkania przy wódce, tyle, że na stojąco. Zaganiana jednak tego wieczora (zaprosiła wszak samego burmistrza) nie mogła, tak jak należy, zająć się wszystkimi zaproszonymi. Około dziewiątej stwierdziła więc, że skoro powłóczę wzrokiem za pośladkami jej sekretarki i w dodatku nie mam nic do roboty, to dla zwykłego zabicia czasu mogę zamienić z nią kilka słów. – Nie mam dzisiaj nastroju do zabawiania nastolatek – burknąłem – Nie marudź, idź i pogadaj z nią, ma na imię Marta. Poza tym nie jest już nastolatką. Miesiąc temu skończyła dwadzieścia pięć lat. Nie odwróciła się kiedy przesunąłem leżak, tak aby odgłos trącego po posadzce metalowego stelaża przykuł jej uwagę. Każda inna osoba z pewnością zareagowałaby na ten dźwięk skierowaniem uwagi w stronę dochodzących odgłosów, nieznajoma jednak tego nie zrobiła. Tkwiłem tam więc jak jakiś nieudacznik sparaliżowany przerastającą go sytuacją a w głowie miałem tylko jedną powtarzającą się myśl: jestem na przyjęciu, gdzie alkohol leje się strumieniami a ja popijam sok z kartonu i gapię się na jakąś nieznajomą smarkulę. Właściwie miałem ochotę na opuszczenie tego tarasu i powrót do miejsca, z którego spokojnie mogłem wszystko obserwować, ale jedna z zaproszonych kobiet, za którą krótko mówiąc nigdy nie przepadałem, zauważywszy mnie kilka minut wcześniej wyczekiwała okazji, żeby po raz kolejny w tym roku zapytać, czy nie wybiorę się z nią na kolację (w sposób żartobliwy jak zawsze, choć i ona i ja wiemy o co chodzi). Chcąc więc uniknąć kolejnej konfrontacji postanowiłem zająć się nieznajomą, za której pośladkami – jak stwierdziła Elżbieta – włóczyłem wzrokiem przez pół wieczora, co nie do końca było jednak prawdą. Do dziś nie mam pojęcia skąd w słowach, które same oplątały mi język znalazło się tyle tandety – głosem, o tonacji wyjętej z kiepskich romansów stwierdziłem, że „ładną mamy dziś noc”, na co oczywiście w ogóle nie zareagowała. A, że i ja również nie zareagowałem na jej zachowanie (wtedy było mi wszystko jedno jak ta rozmowa się potoczy i czy w ogóle się rozpocznie) staliśmy więc na tym tarasie, zawieszeni na balustradzie w formie muru upstrzonego imitacją piaskowca: ja z sokiem z kartonu, ona z mentolowym papierosem, którego paliła dosyć leniwie, aczkolwiek z wieloletnią wprawą.
*
Część 22 / 2
– Jakie damy mu imię? – zapytałem przykrywając nogi kołdrą Zapadła chwilowa cisza przerywana tykaniem ściennego zegara, ślubnego prezentu ciotki Zośki. – Skąd wiesz, że będzie chłopiec, przecież to dopiero czwarty tydzień – odparła sprawdzając stan zielonkawej maseczki równomiernie rozłożonej na twarzy – A jeśli będzie córeczka? – dodała, kiedy nic nie odpowiedziałem. A nie odpowiedziałem, bo w zasadzie to wszystko jedno, czy urodzi się syn, czy córka, ważne żeby dzieciak był zdrowy i żeby poród odbył się bez komplikacji. O Annę się nie martwiłem, to silna kobieta, choć wygląda na kruchą i delikatną; gorzej ze mną – nie wiedziałem czy wytrzymam na sali porodowej, a przecież obiecałem, że przy tym będę. W filmach naturalnie wszystkie porody odbywają się gładko i bez komplikacji: rodząca na moment robi się czerwona wybałuszając przy tym oczy, co ma oznaczać reakcję na komendę „przeć” wypowiedzianą ze strony uczynnej lekarki, nieustraszony tatuś cały czas dzielnie trzyma małżonkę za rękę imitując oddech jak podczas ćwiczeń w szkole rodzenia, a dziecko po ujrzeniu świata ma bujną czuprynę i w dodatku od razu wszystko widzi uśmiechając się roześmianymi oczkami. Całość oczywiście trwa kilkanaście minut, jakby w oderwaniu od rzeczywistego czasu trwania porodu. Żałosne choć jednocześnie cudowne. – Jeśli będzie córeczka, możesz ją nazwać jak tylko zechcesz. Byle nie Marta.
*
– Tak, w istocie, piękną mamy dziś noc – powiedziała wciąż patrząc przed siebie. Jej glos mnie zainteresował. Dopiero wtedy popatrzyłem na nią uważniej. Rzeczywiście, nie wyglądała na nastolatkę – pierwsze wrażenie, które zakodowałem w sobie po jej ujrzeniu okazało się mylne, gdyż po zmieszaniu jej wyglądu z głosem i aurą naznaczoną zapachem tytoniu wrażenie to uległo metamorfozie. – Przyniosłem pani szampana – oznajmiłem stawiając kieliszek na balustradzie. Nadal nie reagowała. Wciąż patrzyła przed siebie nie wykonując żadnych ruchów, leniwie aczkolwiek z gracją paląc papierosa. Była atrakcyjna i nad wyraz pociągająca. Swoją drogą mężczyzna zawsze zwraca uwagę na wygląd kobiety, jakby to miało decydujący wpływ na to kim jest postać, której nogi i pośladki oblepia zachłannym spojrzeniem. Wyczuła, że uważnie ją obserwuję, skierowała stąd wzrok w moją stronę. – Proszę znaleźć mi jakieś krzesło – powiedziała oschle. Rozejrzałem się wokół siebie, ale oprócz metalowego leżaka, na którym położono koc w niebieską kratę, nie odnalazłem niczego, co było być do krzesła podobne. Przeprosiłem więc i wróciłem do salonu, który w domu Elżbiety znajduje się tuż przy tarasie. Odnalazłszy mebel stojący pod popiersiem jakiegoś pisarza skierowałem się z powrotem w stronę wyjścia. W salonie dyskutowano w najlepsze o miejskich terenach przeznaczonych na inwestycje, w czym prym wiodła Elżbieta, z pomocą wspólniczki przymilającej się do burmistrza, którego zaokrąglone policzki robiły się coraz bardziej różowe od nadmiaru komplementów. Nic jednak ciekawego nie odnajdywałem dla siebie w tej dyskusji. – Zainteresowany? – usłyszałem męski głos wspomagany palcem dyskretnie wskazującym kobietę na tarasie – Radzę uważać, to przebiegła smarkula – dodał głos po chwili Odwróciwszy się spostrzegłem barczystego mężczyznę o podbródku Kirka Douglasa z uwagą wpatrującego się w Martę, w którego wzroku odczytywałem nostalgię zmieszaną z pożądaniem i dziwną złością, którą aczkolwiek słabo, ale jednak wyczuwałem. Nagle zdałem sobie sprawę, że ta kobieta o pozornym wyglądzie nastolatki ma za sobą jakąś przeszłość, o której nic nie wiedziałem, a która zaczynała być pociągająca. Ta przeszłość właśnie z powodu jej nieznajomości wydała się nagle godna poświęcenia uwagi, co spotęgował wzrok owego mężczyzny, który przybrał formę lekkiego szyderstwa. – Nie. Staram się być jedynie uprzejmy – odpowiedziałem spokojnie patrząc na nieznajomego, który nie zareagował, kiwając tylko głową na znak, że przyjął do wiadomości, to co usłyszał. Mogłem odpowiedzieć zupełnie inaczej,