Horror · 10 min czytania
Smak lata 3/3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Obudził się w środku nocy spocony i przerażony. Słyszał, jak serce bije mu w piersi, było to tępo biegu. Skronie pulsowały, na rękach pojawiły się nabrzmiałe żyły. Justyna spała obok, oddech miała niezmącony. Była taka spokojna.
Obudził go koszmar. W tym śnie nikt go nie gonił, nie bał się niczego, w tym śnie on był koszmarem. Polował. Wilk się odezwał znów, był głodny. Domagał się ofiary. Piotr poszedł do salonu usiadł w fotelu i zaczął cicho płakać. Bał się, jak nigdy dotąd. Wiedział, co go czeka wcześniej, czy później. Będzie musiał zapolować. Następnego dnia, po pracy udał się do kościoła. Klęczał tam półgodziny, modląc się żarliwie. Pomogło. Ochłonął. Tej nocy nie śnił. Cała sobota minęła spokojnie. Był z Justyną u swoich rodziców. Wrócił zadowolony. Pełen wiary, że to był tylko sen, nieprzyjemne wspomnienie.
Znów zasnął bez problemu. Ta noc była cicha. Obudził się około drugiej nad ranem. Justyna spała, kręciła się trochę, pewnie śniła o czymś przyjemnym. Poszedł do kuchni napić się wody, ale zamiast wrócić do sypialni wyszedł na klatkę. Nago. Wiedział, że to jest nienormalne, ale wiedział też, że nikt go nie zaskoczy. W bloku wszyscy spali, słyszał i czuł ich. Nie zapalał światła, widział doskonale. Wyszedł na dwór, odetchnął październikowym powietrzem. Było mu przyjemnie. Nie czuł zimna. Teraz jego skórę pokrywało gęste futro. Nie zmienił się całkiem w bestię, ale nie wyglądał zbyt zachęcająco. W najlepszym wypadku można było wziąć go za goryla lub inną małpę. Nie miał, jednak zamiaru pokazywać się komukolwiek, chciał tylko zapolować.
Biegł swobodnie ulicami miasta, węsząc ofiary. Co jakiś czas chował się w krzakach lub za budynkami. Słyszał z daleka nadjeżdżające samochody oraz idących ludzi, mógł więc bez problemu ukryć się wystarczająco wcześnie. Nie miał ochoty, stać się sensacją najbliższych dni. „Yeti terroryzuję mieszkańców Szczecina” – brzmiałby pewnie, któryś z nagłówków artykułu, w jednym z brukowców. Unikał ludzi, gdyż nie szukał większych grup. Potrzebował jednej osoby. Nie ważne, kobiety czy mężczyzny, obie płcie równie łatwo się pozbawiało życia, a mięso, jak stwierdził, w smaku nie różniło się specjalnie. Jednakże nauczony doświadczeniem nie chciał ryzykować ucieczki jednej z ofiar. W lesie łatwo by ją odszukał, nie miałaby możliwości ratunku, w mieście natomiast, mogła zapukać do jakichkolwiek drzwi wszczynając alarm. Nie wiedział jak się zachowa bestia. W postaci, w której się znajdował wciąż posiadał świadomość, co prawda ograniczoną, ale potrafił ocenić, co jest dla niego dobre. Bestia była bezrozumna.
Coraz szybciej przemierzał ulicę „prawobrzeża”. Większość szczecińskich klubów, znajdowała się po drugiej stronie Odry, zdawał sobie sprawę, że tym trudniej będzie o łup. Była sobota, tam bez problemu mógł spotkać jakąś ofiarę wracającą z nocnych wojaży. Tu musiał liczyć na więcej szczęścia.
Część 22 / 2
Nagle stanął i wyszczerzył swoje ostre kły w uśmiechu ulgi. Mniej, jak kilometr od niego, szła samotna kobieta. Nie była bardzo pijana, dwa, trzy piwa, nie więcej. Ostry zapach alkoholu, zmieszany z wonią potu, perfum i dymu papierosowego, mówił Piotrowi wszystko. Zaczął zmierzać w jej kierunku. Szła dość wolno. Buty na szpilkach stukały o bruk. Był, już na tyle blisko, że mógł usłyszeć jej zmęczony oddech. Nie śpieszyła się, spacerowy krok wskazywał, że mieszka gdzieś w okolicy i zaraz znajdzie się w bezpiecznym domu. Dostrzegł ją z za drzew. Wysoka blondynka, ostry makijaż, długie paznokcie. Piękna dziewczyna, pomyślałby, gdyby był jeszcze człowiekiem. Teraz widział tylko mięso.
Szła między blokami, na skróty. Przeskakiwała przez barierki ogradzające trawniki. Całkiem sprawnie jej to wychodziło, mimo butów zdecydowanie niestworzonych do takich wyczynów. Jednak to nie miało żadnego znaczenia, przed bestią nie mógł uciec żaden człowiek.
Ukrył się za murowanym śmietnikiem. Miał zamiar wciągnąć ją do środka, kiedy będzie go mijać. Była już tak blisko, że gdyby chciał dopadł by ją jednym skokiem. Wstrzymał oddech, i rzucił się na ofiarę. Padła na ziemię. Nie zdążyła krzyknąć. Łapą zakrył jej usta i wniósł między pojemniki. Zaczął się przeistaczać. Po kilku sekundach, na przerażonej dziewczynie, siedziała już człekokształtna istota, dysząc złowieszczo. Oblizał się i schylił nad jej głową by rozpocząć posiłek.
Coś raptownie uderzyło go w brzuch. Stracił kontakt z podłożem i z ogromną siłą uderzył o metalowy zbiornik na odpady. Wgniótł go tak, że przez moment wisiał wciśnięty między metalową ścianę. Poruszył się i upadł na ziemię. Podniósł głowę i zobaczył starszego mężczyznę, o szpakowatych włosach. Był wysoki, ale nie imponował wzrostem. Gdyby był jeszcze człowiekiem, zdziwiłby się. Ale bestia nie znała…