Fantastyka · 17 min czytania
Smak Magii
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kim jesteś? – zapytał po raz kolejny Tard Znów cisza. Siedzieli tak związani już od wielu godzin. Znikąd nie padało żadne światło. Panowały wielkie ciemności. Pomieszczenie nie wydawało się zbyt wielkie, podłoga była wyłożona śmierdzącą słomą. Tard siedział zrezygnowany oparty o jedną z zimnych ścian. Jego ruchy skutecznie krępował gruby sznur zawiązany na jego przegubach. Ręce miał wygięte do tyłu, zdrętwiały mu tak, że ich prawie nie czuł. Wiedział, że jego los dzieli jeszcze jakaś osoba. Próbował się z nią porozumieć, ale na żadne pytanie nie chciała mu odpowiedzieć. Zrezygnowany postanowił się przespać. Już dawno stracił rachubę czasu. Liczył go tylko od posiłku do posiłku przynoszonego przez strażnika. Siedzi już tu dwa dania, a jego towarzysz dopiero jedno. Niedługo będzie czas kolejnego jedzenia, ale Tard nie był głodny. Nie czuł już prawie nic. * Na rynku miasta było słychać krzyk. Na środku stał nie wysoki człowiek ubrany w szarą szatę sięgającą mu do kostek. Twarzy nie było widać, zasłaniał ją dobrze kaptur. Ręce miał lekko uniesione, wskazywały one mężczyznę który kilka kroków dalej wił się po ziemi. Jego ruchy przypominały umierającego węza. Jego ręce były zaciśnięte na swojej szyi. Wokół stało kilku ludzi, ale żaden nie zareagował. W ich oczach było widać strach. W końcu nie często widzi się takie sceny w Kareth. Po pewnym czasie za człowiekiem w szarej szacie pojawiło się dwóch rosłych mężczyzn uzbrojonych w miecze. Na sobie mieli lekką zbroję, głowy chronił zwykły hełm, jaki zwykło widywać się u strażników w małych miastach. Przed nim zmaterializował się czarnowłosy elf. Wzniósł ręce, mruknął coś bardzo szybko, skierował dłonie na mężczyznę w szarym stroju. Ten nie zdarzył z czarem defensywnym. Uderzenie zwaliło go z nóg. Zaraz rzucili się na niego ludzie stojący za jego plecami. Elf zaczął intonować czar obezwładniający. Z powodzeniem. Mężczyzna w szarej szacie został sparaliżowany. Słońce świeciło mu prosto w oczy, a on nawet nie mrugnął. Strażnicy pewni tego, że już jest obezwładniony zaczęli go wiązać. Kiedy strażnicy zabrali napastnika, elf podszedł do człowieka leżącego na ziemi. Ludzie zaczęli się rozchodzić, tak jakby się nic nie wydarzyło. Starali się nie patrzeć na swojego maga. Jakieś dziecko zapłakało, ale zostało bardzo szybko uciszone przez niewielką kobietę, sprzedającą ubrania. Mag spojrzał na mężczyznę, który kilka chwil temu zdawał się okropnie cierpieć z litością i zaczął intonować kolejny czar. W mieście znów było słychać okropny krzyk. * Nareszcie udało się. Do Degarda zdawało się wracać czucie. Wiele godzin medytacji robiło swoje. Tak, zaczynał go ogarniać ból wywołany czarem paraliżującym. Za chwilę zaczął ciężko dyszeć. Przewrócił się na lewy bok. Poczuł, że jego ręce są związane sznurem. Zwykłym sznurem. Na pewno jest też jakaś magiczna pułapka – myślał – niemożliwe, żeby popełnili taki błąd. Powracały do niego kolejne zmysły, dlatego też usłyszał, że w pomieszczeniu nie jest sam. Zaczął czuć smród lochu. Postanowił się nie odzywać. Nie interesowało go w kim siedzi. Interesowało go tylko, jak się stąd jak najszybciej wydostać. - Kim jesteś – Tard zdecydował się zapytać ostatni raz. Nie mógł dłużej wytrzymać samotności. - Nikim ważnym – odpowiedział cicho Degard. Mówienie sprawiało mu ból. - Widzę, że za bardzo nie masz ochoty rozmawiać. - Jak długo tu siedzisz? - Nie wiem dokładnie, lecz jeśli podają nam jeden posiłek na dzień to jestem tu drugi dzień. A ty dlaczego się nie odzywałeś? Tyle razy do ciebie mówiłem - Medytowałem. - Co? - Nic, kim jesteś? czym się zajmujesz? Tard nie był pewien czy odpowiedzieć na pytanie. W końcu nieznajomy z jakiegoś powodu nie chciał wyjawić tego kim jest. Po chwili zwlekania jednak powiedział: - Jestem przyjezdnym kupcem. Prawo w tym mieście jest karygodne. Kto to widział, żeby wsadzać do lochu kupców? - A co zrobiłeś? - Nic takiego, po prostu pewna kobieta dała mi trochę za dużo złotych monet, jak na fałszywy złoty pierścień – uśmiechnął się kwaśno – a pech chciał, że trochę dalej znalazł się taki który się na tym zna. Co za praworządni ludzie! Nie wrócę już do tego miasta. Chwila ciszy. - Pozwolisz, że coś spróbuję? – zapytał się Degard - Rób co chcesz Ciszę wypełniły słowa czarodzieja, który mówił coś w języku czarodziejów. Po chwili umilkł i zapytał się. - Widzisz coś? - A co mam widzieć? Degard nie odpowiedział. Podrapał się po policzku, po czym usiadł starając przyjąć pozycję w której najlepiej się medytuje. Zaczął medytację. - Co miałem widzieć? – ponowił swoje pytanie kupiec - Nie doczekawszy się po raz kolejny odpowiedzi zrezygnował. Postanowił się przespać. * Kiedy kupiec się obudził zobaczył, że jego towarzysz niedoli stoi nad nim. Bez żadnych krępujących go lin. - Jak…jak ty to zrobiłeś? Czy ty jesteś magiem? - zapytał zdziwiony Tard - Można tak powiedzieć – odpowiedział rozmówca i zaczął rozwiązywać kupca. Czar – ciągnął swoją wypowiedź – który został użyty aby mnie zniewolić okazał się zbyt słaby. Nie spodziewałem się, że takiego miasta będą chronić tak słabi magowie. Tard wstał i zaczął masować swoje obolałe nadgarstki. Był związany tak mocno, że było widać grube czerwone pręgi. - Dzięki, za co cię wsadzili? – zapytał - To nic ważnego… Wiesz gdzie jesteśmy? W jakim więzieniu? - Tak, to jest niewielkie więzienie na skraju miasta. Przecież widziałem jak tutaj wchodziłem. - A mury? Możesz powiedzieć jak grube są te mury, i czy coś za nimi jest więcej? Tard wykonał gest rękami pokazując grubość murów - o mniej więcej takie będą, chyba nie zamierzasz uciekać? Słyszałem o magach co niszczą mury, ale to chyba są bajki. Opowiadał coś takiego taki staruch w moim mieście… Nagle usłyszeli kroki. Usiedli. Przyszło dwóch strażników z nowym posiłkiem. Oślepiło ich światło pochodzące z pochodni. Rzucili jedzenie. Inne dla Degarda, inne dostał Tard. - Ile będę tutaj jeszcze siedział? – zapytał kupiec - Poczekasz na wyrok, a potem zobaczymy – zaśmiał się strażnik. Wyszli. Znów zapanowała ciemność. Degard mruknął coś, na jego ręce pojawił się malutki płomień ognia. - Da nam to trochę światła. Jeśli chcesz to jedz też moje, ja nie mam ochoty. Wciąż czuje ból brzucha. Wszystko mnie boli. Tard zaczął jeść, bo był bardzo głodny. Co za ludzie – myślał – może oni nawet jeść nie potrzebują, kto to wie czego oni się tam uczą. Szkoła dla magów powinna być zakazana. Kiedy zjadł swoją porcję zabrał się za jedzenie Degarda. - A tak w ogóle to jak ty się nazywasz? – spytał jedząc - Degard - Czemu nie jesz? Masz dużo lepsze jedzenie niż ja - Mówiłem ci już, nie mam ochoty Po 15 minutach kupiec zobaczył, że jego nogi stają się sine. - Co jest? Czemu one sinieją? - Jedzenie. - Co jedzenie? - Pewnie było zatrute… - Cooooo? Ja umrę, cholera jasna, zrób coś! Jesteś przecież magiem. Ulecz mnie, nie chcę umierać. - Dobrze, ale pod jednym warunkiem. Jesteś kupcem prawda? Dlatego też dostane od ciebie za darmo jakiegoś konia i pomożesz wydostać mi się z miasta. Umowa stoi? - Tak Mag mruknął kilka słów i wykonał jeden szybki gest. - To wszystko? - Tak, na razie tak, lecz trzeba będzie to wykonać jeszcze ze trzy razy. Takie trucizny lubią ponawiać swój atak. A ten czar ją tylko osłabił. Kupiec zobaczył jak jego nogi powoli odzyskują naturalny kolor. - Teraz daj mi spokój, zajmę się wydostaniem nas stąd – powiedział Degard, po czym zamknął oczy. Po pewnym czasie wstał, przyłożył prawą dłoń do muru i zaczął szeptać dziwne, niezrozumiałe słowa. Nagle mur zaczął się delikatnie kruszyć zaczynając od ziemi. Pęknięcia było coraz większe, zdawało się że dążyły do dłoni maga. Ściana pękła. Czarodziej osunął się na ziemię. - Teraz reszta należy do ciebie. Zabierz nas stąd. Tard wyprowadził czarodzieja przez pękniętą ścianę. Okazało się, że była noc. Po przejściu paru kroków z Degardem kupiec oglądnął się za siebie i zobaczył, że mur jest w całości. Swoje kroki skierowali do pobliskiego lasu. - Stać! – krzyknął strażnik, który stał nieopodal Zaczęli uciekać, lecz mag osłabiony czarem nie miał na tyle siły i potknął się. Wylądował prosto w kałuży. Tard został przy nim. Kiedy Degard się podniósł strażnik stał już przy nim i kierował miecz w jego stronę. - Spokojnie, jakoś się dogadamy. Jestem Tard, na pewno mnie znasz. Puść nas wolno a sowicie cię wynagrodzę. - Co takiego miałbym dostać? - Mam niedaleko swój dom, posiadam dużo…