Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 39 min czytania

Smak Zemsty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stojąc na krawędzi nie czuł strachu. Dobrze wiedział dlaczego tu jest. Nie musiał myśleć o tym, co miał jeszcze w życiu zrobić. A jednak... coś nie dawało mu spokoju. Czekał. Podobno nadzieja umiera ostatnia. Zawsze mu to powtarzano. Do tej chwili miał nadzieję. Nadzieję, że jednak jest inne wyjście. Wiedział, że stoją za nim. Przez kilka sekund nawet widział odbijające się promienie zachodzącego słońca w ich okularach. Właśnie umierał dzień, więc może i na niego pora. Odwrócił się do nich plecami i natychmiast poczuł na sobie ich wzrok i laserowe kropki celowników. Zrozumiał, że może zrobić już tylko jedno. • Cholerne psy... – pomyślał nawet teraz słysząc szeptane rozkazy. – ...nawet w takiej sytuacji muszą jazgotać. – Nie patrząc na twarze policjantów krzyknął. – No dalej! Jeszcze krok kurwa i skaczę! Mundurowi profilaktycznie wycofali się, aż pod klatkę schodową prowadzącą na dach. • Właśnie tak. Dobre sunie... – chłopak uśmiechnął się pod nosem i ponownie zapatrzył się w zachodzące tuż ponad krawędzią dachu słońce. – Tylko dwudziestu na mnie jednego!– krzyknął, gdy za nimi zamykały się drzwi. Na dachu pozostał jedynie dowódca oddziału, lecz po chwili i on wszedł na klatkę i zamknął za sobą drzwi. – Przebijam nawet napad na bank! • Noż kurwa mać gdzie jest Czarny? – mężczyzna sięgnął po krótkofalówkę i przyłożywszy ją do ust warknął – Gdzie negocjator? • No jestem. – przez dłuższą chwilę wokół nowoprzybyłego unosił się specyficzny zapach zjonizowanego powietrza. – Już jestem. Jak sytuacja? • W końcu – usta dowódcy rozciągnęły się w coś na kształt wilczego uśmiechu. – Stwierdził, że skoczy jak tylko ruszymy w jego stronę. • Nie dziwię się. Jak na ciebie patrzę... – no fakt zawsze chciało mu się rzygać po podróży. – Twoi chłopcy już go wystraszyli. • Co? • Nieważne. Zostaw nas samych – negocjator spojrzał mężczyźnie prosto w oczy. • Żartujesz? – ten odpowiedział twardym spojrzeniem. – Ty kurwa sobie jaja ze mnie robisz? • Daj mi działać, albo będziesz się tłumaczył z kolejnych zmasakrowanych zwłok. Wiesz co z niego zostanie po locie z dziewiętnastu pięter i uderzeniu prawda? • Wiem. Dobra – policjant splunął, a zielona flegma wylądowała tuż obok lewego buta negocjatora.– Ale... • Ale co? • Będziemy w pobliżu. – po tych słowach zostawił negocjatora samego. Mężczyzna nabrał głęboko powietrza i wypuścił je powoli, próbując uspokoić myśli. • Potrzebuję pomocy... – pomyślał. Wierzył w Boga i wiedział, że zawsze może na Niego liczyć. Wiedział także, że jeśli Bóg zawiedzie ma coś innego w zanadrzu. Moc, która tkwiła w nim od dzieciństwa. To dodało mu pewności siebie i po chwili już wiedział, co ma zrobić. Spokojnym ruchem otworzył drzwi, a stojący tuż przy krawędzi dachu chłopak spojrzał na niego i spiął się do skoku. • Nie podchodź. – powiedział wyzywającym tonem. Po chwili pociągnął nosem. Skąd znał ten zapach? – Zrób jeszcze krok... No dalej kurwa. Tylko o tym marzę. • Skacz! Na co czekasz? – usłyszał w odpowiedzi spokojny głos negocjatora. • Co? – niedoszły samobójca zamarł nie odrywając od niego wzroku. – Żartujesz? No kurwa mać, a gdzie typowe, sam nie wiem „porozmawiajmy”, czy „no weź nie rób głupstw”? • Serio myślisz, że będzie jak w Amerykańskich filmach, co? – mężczyzna popatrzył na niego ze znużeniem. – Mógłbym to zagrać, ale po co? Jeśli naprawdę chcesz skoczyć to skacz. • Od tego przecież jesteś. Chyba, że... – w głosie młodzieńca zabrzmiało niedowierzanie. Nie tak to sobie przecież zaplanował. • Szczerze? • No raczej. • Masz coś czego chcę –mężczyzna popatrzył na niego z uwagą. – masz odpowiedzi, których potrzebuję. A jeśli nawet nie, to pomożesz mi je uzyskać. A zresztą, jakoś nie wyglądasz na typa, który bez mrugnięcia okiem pociąga za spust, a zabiłeś już człowieka. Więc jak to było? Słucham... na te słowa chłopak bezwiednie odsunął się odrobinę od krawędzi. • O nią biega? – niedoszły samobójca głośno przełknął ślinę. – Miała głos, który wzbudzał zaufanie – zaczął snuć swoją opowieść i widać było, że robi to bardziej dla samego siebie niż dla gliniarza. – Wiesz, jak na nią patrzyłem, to... – umilkł wyraźnie speszony tym, co chciał powiedzieć. – Nie podchodź! – Negocjator zamarł w pół ruchu, a chłopak ponownie stanął na krawędzi. – Jakby co, zdążę skoczyć, więc nie próbuj żadnych sztuczek! • OK! – negocjator zrobił kilka kroków w tył. – Trup z roztrzaskaną czaszką nic mi nie powie. A wiesz, że zdążysz poczuć ten ból? Tam w dole, gdy zderzysz się z matką ziemią… zresztą sam zobaczysz. Ale mów – nie mam zbyt dużo czasu... • Próbujesz mnie przestraszyć? • A muszę? Wiesz ilu takich jak ty spotykałem w życiu? Po prostu znam to z autopsji. Teraz mów. Bo serio powoli kończy nam się czas. Chłopak chrząknął i wrócił do przerwanej opowieści. • A jej wygląd, bajka. No i kurwa sprawiała wrażenie laski, którą znasz od dzieciństwa. Jarzysz?. Niemal wiesz o czym zaraz pomyśli, albo co zrobi. Tylko dlatego jej uwierzyłem. Skąd mogłem wiedzieć, że to wszystko tak się skończy? No jak kurwa miałem to przewidzieć, co? Jak jakiś pieprzony durid? • Druid. Chciałeś powiedzieć druid. • No mówię, druid. Najlepiej jak zacznę wszystko od początku. Może... – chłopak przerwał jakby wracając myślami do tamtej chwili. Negocjator milczał zastanawiając się, co tak naprawdę kierowało chłopakiem. Miał przeczucie, że nie zjawił się tu przypadkiem. • To było jakieś dwa miesiące temu. No coś takiego... Jak zwykle po robocie zajrzeliśmy z chłopakami do pubu. Zawsze wypijamy po browarze lub dwóch. Oczywiście w zależności od tego ile, kto ma czasu i kasy. Był wczesny wieczór. Dzień po wypłacie, więc każdy jeszcze coś tam miał przy sobie. Kończyłem właśnie drugiego browara, gdy się przysiadła. Marta… hmm chyba tak się wtedy przedstawiła. Nagle pojawiła się nie wiadomo skąd – młody mężczyzna zapatrzył się w przestrzeń przed sobą, jakby siłą woli przywołując wspomnienia tamtego wieczoru. – Czuć było wtedy taki dziwny zapach, podobny do tego, który przyniosłeś ze sobą. - Mogę się dosiąść? – rzuciła patrząc mu prosto w oczy z miłym uśmiechem. - Jasne. Wolne miejsce zawsze się znajdzie. - Dzięki! • Chcesz mi powiedzieć, że dziewczyna największego bossa Płockiej mafii, tak sama z siebie dosiadła się do was? Do takich leszczy? – głos policjanta sprowadził go na ziemię. • Tak! Możesz nie wierzyć, ale właśnie tak było. Gdybym tylko wtedy wiedział z kim rozmawiam. Ale nie... Gadaliśmy w sumie o wszystkim i o niczym. – Fala wspomnień była na tyle silna, że znów dał się jej ponieść i ponownie wylądował w barze... – Potem zostaliśmy tylko my. Kumple gdzieś się ulotnili. Nawet nie wiem, kiedy i jak. Jakiś czas później wylądowaliśmy u niej w domu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Oboje byliśmy bardzo napaleni, a jej łóżko zajmowało pół pokoju. To był szybki, lecz gorący i namiętny seks. Za drugim razem było inaczej. Robiliśmy to wolniej, bardziej świadomie. • Co było dalej? – policjant spojrzał mu prosto w oczy po czym zrobił kilka drobnych kroczków w kierunku krawędzi dachu. • Dalej? – chłopak podjął opowieść jakby nie zauważając, że mężczyzna nieznacznie się zbliżył. – Szykowałem się do trzeciego podejścia, gdy przerażona wypchnęła mnie z łóżka twierdząc, że to nie powinno było się nigdy zdarzyć. I że za chwilę wróci jej mąż. Co miałem zrobić? Zebrałem swoje manele i w ciągu pięciu minut już mnie tam nie było. Do tego momentu jakoś się to względnie jeszcze układało. Później zrobiło się gorzej. Dużo gorzej! Po prostu miałem przejebane. • A konkretnie? • Kilka dni później znów piłem w pubie. Tym razem sam. Ona pojawiła się, gdy kończyłem kolejne piwo. Nie pamiętam, które to już z kolei. Czwarte... hmm chyba czwarte. Była w strasznym stanie. W podartym ubraniu i z limem wielkości dojrzałej śliwy pod okiem. Prawie jej nie poznałem. Skąd wiedziała, że tam jestem do dziś nie mam pojęcia. W każdym razie... – młody mężczyzna ponownie dał się ponieść fali wspomnień. - Jest źle – spojrzała na niego po czym zabrała mu kufel z ręki i upiła spoory łyk – on… dowiedział się o nas. - I co z tego? To był tylko jeden raz. No może dwa. - Nie rozumiesz. Mój mąż... on jest bardzo niebezpiecznym człowiekiem. - To widzę! Chodźmy! Mieszkam niedaleko stąd. Pomogę ci. – gdybym tylko wiedział, że te słowa wydadzą na mnie wyrok. - Nie! To zbyt niebezpieczne. – odstawiła pusty kufel na blat stolika. - Zobaczymy! – wtedy byłem jeszcze bardzo pewny siebie. Kilkanaście minut później siedzieliśmy już w moim mieszkaniu. – Opowiedz mi teraz wszystko. Zacznij od tego jak to się stało? – wskazałem na jej twarz. - Mój mąż wie o wszystkim. Wie, że byłam z tobą i że go zdradziłam. To on mnie tak urządził. Pamiętam tylko pierwsze ciosy. Później chyba musiałam stracić przytomność. Pamiętam jeszcze, że pokazywał jakieś zdjęcia swojemu koledze twierdząc, że on musi zniknąć. Jestem prawie pewna, że mówili o tobie. - Ale skąd niby miałby moje zdjęcie? - Mamy monitoring... - Cholera. Teraz prześpij się! Późno się robi, resztą zajmiemy się jutro. • Zrozumiałeś, że pali ci się pod tyłkiem co? – głos gliniarza ponownie ściągnął go do rzeczywistości. Mężczyzna wyjął z kieszeni paczkę niebieskich Winstonów i wytrzasnął jednego. – Chcesz? • Nie, rzuciłem, bo palenie podobno zabija – zaśmiał się dziko i po chwili śmiali się obaj. – Rozumiesz, przejmuję się gównianymi fajkami… – dodał nadal chichocząc. – a i tak jestem już prawie trupem. • To się okaże… – negocjator zaciągnął się dymem. – Pytam, czy już wtedy wiedziałeś, co masz zrobić? • Nie! Wtedy jeszcze nie byłem tego pewien. Pewność... Pewność kurwa to ja miałem kilka dni później. • Coś się stało? • Tak, coś się stało! Coś, dzięki czemu wylądowałem na pogotowiu. Napadli mnie. Te cholerne goryle jej męża. Od kilku dni miałem wrażenie, że ktoś za mną łazi. Gdybym wziął to serio... Ale nie, jak dziecko we mgle. Wtedy przynajmniej nikt do mnie nie strzelał. Jeszcze! Pierwszy raz próbowali gdzieś tak z tydzień od pierwszego spotkania – po tych słowach popatrzył policjantowi w oczy. – Skąd kurwa miałem wiedzieć, że to tak na poważnie, co? Przyfarciło mi się, albo ich człowiek miał wybitnego „zeza”. A może to miało być tylko ostrzeżenie? Nie mam pojęcia. Wtedy jednak już wiedziałem, że gra idzie na ostro. • Olśniło cię? • Tak. Albo oni albo ja. Ktoś musiał zginąć. Zdobycie broni nie było, aż takie trudne. Dalej poszło łatwo. • To znaczy? • Wiedziałem, kto jest jej mężem. Wiedziałem jak wygląda, bo taką twarz ciężko zapomnieć. Kiedy u mnie spała wyjąłem jej z portfela jego zdjęcie. Zresztą naprawdę nie potrafię zapomnieć jego twarzy. Śledziłem go, rozumiesz? Ofiara śledząca drapieżnika, czy to nie jest popierdolone? Dopadłem go, gdy był sam. Szczerze? Nie miałem też oporów przed pociągnięciem za spust. Chciałem tylko jednego. • Czego? • By przed śmiercią zobaczył kto go odstrzelił. Wiedziałem, że to będzie ostatnie wspomnienie, jakie ten chuj zabierze z tego świata. Zmusił mnie do tego, rozumiesz? To on zrobił ze mnie mordercę. • Wiesz, że to nieprawda. • Wtedy myślałem inaczej. Teraz wiem, że to ona za wszystkim stała. Ja byłem tylko narzędziem, pierdolonym młotkiem w rękach tej suki. Chciała pozbyć się gościa i wyrwała największego kretyna w mieście, który to za nią zrobił. • Nie wiem, czy ci to pomoże, ale w starciu z nią każdy heteroseksualny koleś byłby bez szans. Homo zresztą też... Wiem o czym mówię. Poza tym, nie jesteś znowu taki zwykły… • Ty też ją…? Znasz ją? • Znam ją i niech tyle ci wystarczy. Na razie. Ale co bym nie gadał, zdaje się że zamordowałeś człowieka. • Nie mam wrodzonej chęci zabijania. Nie wyjdę też z klamką na ulicę i nie zacznę strzelać do bezbronnych staruszek. Ten jeden raz, bo… bo kocham ją no. Nawet teraz… • Więc przyznajesz się do morderstwa z premedytacją? Wiesz, że pójdziesz siedzieć? • A jak myślisz, dlaczego wdrapałem się na ten jebany dach? Dla świeżego powietrza i widoków? – Młody mężczyzna znowu przysunął się do krawędzi. • Spokojnie, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Za dobre zachowanie, skrócą ci odsiadkę. • Wiem, ale nie chcę trafić do pierdla, gdzie stare cwele… sam wiesz. Wolę się zabić. • To po co tu ze mną gadasz, zamiast lecieć? • Chciałem, żeby ktoś mnie wysłuchał i powiedział moim starym, że nie byłem pierdolonym zwyrodnialcem, tylko... – wiatr powiał mocniej i młody mężczyzna zachwiał się. Na mgnienie, na jego twarzy pojawiła się panika, ale zaraz zastąpiła ją determinacja. – Że popieprzyło się w moim życiu i, że oni nie są niczemu winni. Gdyby sprawy ułożyły się inaczej, mógłbym być normalnym gościem z nudną robotą i rodziną. Ale życie wybrało za mnie. • Nie rób tego! • Kto mnie powstrzyma? – chłopak wychylił się poza obrys budynku i skoczył. Ty? Policjant natychmiast rzucił się szczupakiem i w ostatniej chwili złapał go za kurtkę. Stęknął z wysiłku i bólu, ale nie puszczał. • Zostaw psie! – w łamiącym się głosie samobójcy, pobrzmiewała determinacja. – Chcę lecieć! Chcę w końcu być wolny. • Nie chcesz spaść, wierz mi! • No puszczaj kurwa, bo polecimy razem! • Nie mogę! – policjant w jakiś sposób wzmocnił jeszcze chwyt. • Ułatwię ci to. Chłopak rozpiął kurtkę i szarpnął całym ciałem do przodu zdejmując ją. Przez chwilę dosłownie zawisł w powietrzu po czym nie zatrzymywany już niczym zaczął spadać. Nie tracąc czasu na myślenie policjant skoczył za nim. Po kilku sekundach zrównał się z chłopakiem i wyciągnął ku niemu rękę. Gdy tylko go dotknął czas wokół nich jakby zwolnił. Owszem dalej spadali, ale wyglądało na to, że grawitacja w jakiś sposób straciła nad nimi władzę. • Co ty tu robisz? Dlaczego skoczyłeś? – młodzieniec nie potrafił zrozumieć decyzji gliniarza. – Przecież wszystko już wiesz... • Powiedziałem, że nie pozwolę ci odjeść! Nie powiedziałeś mi jeszcze wszystkiego! • Właśnie, że tak! Wiem, że to, co miałem do powiedzenia zostało już powiedziane… • Tak chcesz to zakończyć? • Nie rozumiem? • Powiedziałeś mi, że ją kochasz. Mimo tego, co o niej wiesz. Po tym wszystkim, co przeszedłeś jesteś pewien, że w ten sposób chcesz to zakończyć? Po prostu uciekniesz jak tchórz? • Ja nie uciekam! Nie uciekam kurwa. Nie jestem tchórzem.... • Nie? A co robisz dokładnie teraz? • Kończę swoje sprawy! • Tylko, że ja nie pozwolę ci zakończyć ich w tak głupi sposób! – policjant zrobił ruch dłonią w kierunku ziemi i nagle obaj zatrzymali się w locie. • Jak to zrobiłeś? Co się kurwa dzieje? – na brązowo pomalowany odrapany parapet, oddalał się od nich tak wolno jakby byli zanurzeni w wodzie, a nie w powietrzu. • Powiedziałem, że nie pozwolę ci odjeść! Nie teraz! • Co ty pierdolisz? Co się ze mną dzieje? Podałeś mi jakiś gaz? • Później, teraz mów. • Wszystko już wiesz. • Ale ty nie wiesz wszystkiego o sobie. Dziwny sposób sobie wybrałeś, żeby udowodnić jej że ją kochasz. Mogłeś inaczej, ale nie.... • Po co to zrobiłeś? Dlaczego mnie ratujesz? • Nie twoja sprawa. • A czyja? – Młody nerwowo zaczął rozglądać się wokół. – Czemu nie pozwolisz mi zakończyć tego wszystkiego? • Tylko dlatego, że twój sposób jest najgłupszy z możliwych. • Jasne kurwa mać. Już ci wierzę, psie... • I nie musisz. Naprawdę jest inne wyjście z tej sytuacji. • Niby jakie? • Gdybym pozwolił ci się zabić, ta sprawa już by się skończyła. A ona... no cóż, ona żyłaby dalej, śmiejąc się z twojego poświęcenia. Chciałbyś jej uprzykrzyć życie? Zemścić się? • Jak? – chłopak zamachał rękami, jakby chciał sprawdzić czy otaczające go powietrze nie uległo zestaleniu. • O szczegółach powiem ci później. To jak wchodzisz w to? Nie, żebyś miał wielki wybór.... • Co ona ci takiego zrobiła co? Koniecznie chcesz jej dowalić? Ja przez nią zostałem mordercą, a nie wyciąłem jej uśmiechu na szyi, tylko sam… • Moja sprawa i moje demony. To jak będzie? • A co dla niej przygotowałeś? • Zobaczysz. Kto wie może będziesz miał z tego niezłą frajdę? • A jak powiem nie? • Nic na siłę – dokończysz lot. Ale... – policjant uśmiechnął się pod nosem. – będzie bolało... Niedoszły samobójca spojrzał w dół i wzdrygnął się. Choć twarde chodnikowe płyty były jeszcze daleko przez kilka sekund zobaczył dokładnie jak leży rozpłaszczony na ziemi z powoli rozrastającą się plamą krwi wokół głowy. Zobaczył nawet fragmenty czegoś białego w kałuży i domyślił się co to mogło być. • OK, wchodzę w to. – przez kilka sekund siłą woli próbował wyprzeć z pamięci to, co zobaczył. Nie zdołał jednak. Nie puszczając jego ręki gliniarz wypowiedział tylko jedno słowo. Zrobił to jednak w tak dziwny sposób, że chłopak nie byłby w stanie go powtórzyć. Nawet gdyby od tego zależało jego życie. Chwilę później znaleźli się w pomieszczeniu pełnym książek. Tak po prostu. • Co jest? Jesteś jakimś pierdolonym Houdinim, czy jak? • Bardziej czy jak… - negocjator uśmiechnął się – Mówiłem, że mam parę asów w rękawie. W porządku? – z lekkim niepokojem spojrzał na młodzieńca. – Czujesz mdłości? • Trochę. – chłopak przez dłuższą chwilę wpatrywał się w podłogę. • Zaraz przejdzie. To normalny odruch ludzkiego ciała po teleportacji. Twoje serce nie nadąża z pompowaniem krwi. Zaraz ci przejdzie. Oddychaj… • ...piej – wychrypiał chłopak. – Jest lepiej. Kim ty jesteś? – niedoszły samobójca popatrzył na starszego mężczyznę z mieszaniną strachu i zaciekawienia. – Mutantem? • Chciałbyś, co? – ten uśmiechnął się. – No muszę cię jednak rozczarować. Jestem człowiekiem. No prawie… • Taa jasne. A ja nowym wcieleniem Madonny tylko w męskiej wersji… • A jesteś? • Nie. Kurwa w życiu. • Poważnie mówię, jestem człowiekiem. Ulepszonym, ale teraz już tylko człowiekiem. • Co masz.. a zresztą, wolę nie wiedzieć. • I dobrze. Gdybyś poznał szczegóły, musiałbym cię zabić. • Jaja sobie robisz? • A wyglądam na rozbawionego? – Policjant puścił do swojego gościa oko. – Na dziś wystarczy tych atrakcji. Chodź ze mną. • Mam wyjście? • Jasne. Możemy wrócić na dach jeśli chcesz, i… no sam wiesz… • Nie chcę. • Więc chodź. - mężczyzna wyprowadził go z biblioteki i po kilku krokach stanął przed drzwiami do innego pokoju. Po chwili otworzył je i weszli do przestronnej sypialni. - Tu możesz odpocząć. Porozmawiamy jutro. Chłopak miał jeszcze tysiące pytań, ale drzwi same stuknęły i został sam. • Nie wierzę... – tylko tyle zdążył powiedzieć, nim dochodzący zewsząd głos, wcisnął mu resztę zdania w gardło. • Mówiłem, że masz odpocząć... • Ale... • Nie dyskutuj. Na rozmyślania jeszcze przyjdzie czas. Teraz śpij. – Zanim zdążył pomyśleć nogi same poniosły go do ogromnego łoża stojącego w kącie pokoju. Był potwornie zmęczony. Nawet nie poczuł kiedy świat zniknął. Gdy rano się obudził, nie bardzo pamiętał gdzie jest. Kilka długich chwil leżał w bezruchu, odtwarzając wczorajszy dzień. • Czy to prawda? A może to tylko sen… - z jego ust wyrwało się jednak coś innego - Ja perd... • Pierwsza zasada, w moim domu się nie bluźni. – ponownie usłyszał głos mężczyzny, który wczoraj uratował mu życie. Czy na pewno uratował? – Teraz jesteś moim gościem, więc zachowuj się jak na gościa przystało. Czekam w jadalni. • To znaczy? • Jak wyjdziesz z pokoju, schodami w dół. Czekam. Na oparciu skórzanego fotela leżała biała luźna szata. Jego stare spodnie i koszula zniknęły. Nawet nie pamiętał, by je z siebie zdejmował. Wciągnął ją więc przez głowę i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%