Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 4 min czytania

Śmiejąca się śmierć.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tak... te Malediwy, to dopiero coś! Turkusowa woda, zielone wyspy... a ta "moja" już była bardzo blisko! Miałam tam spędzić najbliższe dwa tygodnie, leniąc się i sącząc wodę z cytryną. Jeszcze tylko kilka wysp i raj na Ziemi będzie cały mój. Nie oddam go. Nikomu. Chciałam dotknąć chmur. Przez okno samolotu widać je było bardzo wyraźnie. Zapierały dech w piersiach. Były piękne. Jak wata cukrowa. "Ciekawe, czy są słodkie" - zdążyłam pomyśleć. Nagle na pokładzie rozbłysło czerwone światło. Z niewielkich głośników popłynął w stronę pasażerów dygocący (jeśli można to tak nazwać) głos pilota. - Drodzy państwo! Informuję państwa, iż potrzebne będzie przymusowe lądowanie na wodzie. Jeden z silników się spalił. Samolot spada. Prosimy o... o zachowanie spokoju i nie wszczynanie paniki. Maski tlenowe są nad każdym z siedzeń. Niech państwo je założą. Jeśli będę dobrze manewrować, wylądujemy i pomoc nadejdzie szybko. Już ją wezwaliśmy. Ludzie spojrzeli po sobie przerażeni. A ja wiedziałam. Wiedziałam, że to moje ostatnie chwile; czy chcę, czy nie. Wszyscy szeptali "najważniejsze, to nie tracić nadziei". Byli śmieszni. Maszyna nabierała prędkości, pochylając się coraz bardziej pionowo... widziałam morze... jakaś dziewczynka się popłakała... jej mama pocieszała ją, prawie płacząc: - Nie martw się, już niedługo będziemy na wakacjach. - Jak tak ma wyglądać droga, to ja już nigdy nigdzie nie pojadę... - odpowiedziała córka. - Wyjaśnię ci to wszystko... później. "Nie zdążysz" - przeleciało mi przez głowę. To prawda. Niech rozmawia teraz. Kiedy indziej już nie będzie okazji. Manewry raczej się nie udawały.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Śmiejąca się śmierć. — czytnik · opowiadania