Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

śmierć

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Śmierć.

Wstałam z krzesła i zobaczyłam nic. Podeszłam do drzwi ale tam też widziałam nic. Cokolwiek bym zrobiła, na cokolwiek bym spojrzała wszędzie widziałam jedną, wielką pustkę. Za oknem wszystko było takie ciemne. W zasadzie to niczego tam nie było. Niczego nie czuję tylko widzę nicość i ciemność. Nagle rozległ się dźwięk dzwonów. Takich typowo kościelnych. W świątyni było bardzo dużo ludzi. Tylko po co? Same znajome twarze. Wszyscy ubrani na czarno. Jakaś żałoba. Tylko ja jedyna jestem w bieli. Dosyć śmieszne. Przed ołtarzem leży jasno brązowa trumna. Otworzyli ją. Wokół niej zbiegli się wszyscy ludzie jacy byli w kościele. Ja też podeszłam. Jakoś łatwo było mi się między nimi przedostać do centrum zainteresowania. W ogóle nie zwracali na mnie uwagi. Nawet tej najmniejszej. Stanęłam przy trumnie i zobaczyłam w niej siebie. Bardzo śmieszne. Ha ha ale się uśmiałam. Ja umarłam. Jestem martwa. Ale nie! To nie jest możliwe! Przecież ja tu stoję i krzyczę: ludzie ja żyję! No kurwa mać ja żyję! Przecież stoję miedzy wami. Wy idioci. Chcecie mnie pochować żywcem? Wy suki. Ale krzyki na nic. Jak mnie mieli w dupie za życia tak i teraz też mają. Wielka mi filozofia. Żeby nie było- teraz będą udawać wielką rozpacz która wylewa się z nich jak woda z rzeki po zimie. Oczy takie zapłakane. Te szlochy(jakże romantyczny nastrój). Mam to już gdzieś. Przecież ja nie żyje. W sumie to po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że bycie martwym sprawia wiele radości. Jak sobie teraz popatrzę na te ich ryje to mam ochotę napluć im w twarze. Szmaty. Nareszcie się ich pozbyłam. Jak długo na to musiałam czekać. Ale się doczekałam. Warto było. Wyszłam z tego kościoła. Co będę tracić czas na własny pogrzeb. Jeszcze tak mnie nie pogrzało. Będę mogła sobie teraz robić co chcę. Będę mogła jeździć po świecie, chodzić gdzie mi się zachce, biegać, skakać, drzeć się i jak mi się wszystko już znudzi to może szanowny stworzyciel mnie zawoła i pójdę do niego na herbatkę. Może jeszcze mi skrzydełka urosną? I będę sobie latać tu i tam. Albo nie. To nie będą skrzydła. To będzie luksusowy samolot z przystojnym pilotem. Taka mała nagroda za 19 lat życia z tą debilną rodziną. Moje wynagrodzenie. Zasłużyłam sobie. Z całą pewnością. Zawsze taka grzeczna dziewczynka ze mnie była. Jakby nie patrzeć. W sumie to nie chcę żeby wieczność istniała. Nie mam ochoty się błąkać po świecie. Ile można? Wszystko ma swoje granice. Może znajdę sobie jakąś przytulną chmurkę i ułożę sobie na niej moje za grobowe życie. Zawsze byłam pewna, że ciało i dusza to dwie różne rzeczy. Ciało jest takie tandetne. Generalnie niepotrzebne. Dusza to jest prawdziwy człowiek. Nudzi mnie to. Nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
śmierć — czytnik · opowiadania