Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Śmierć

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- W końcu się umarło, co?

„O matko... chyba zaraz będę rzygał.” Mój mózg kręcił się po głowie jak karuzela. Czułem, że pęd powietrza, który wytwarzał zaraz rozsadzi mi czaszkę. Końcówka każdego wagonika musiała uderzać o kości bo ból był niesamowity. Mimo to, zmusiłem się by otworzyć oczy. Spoza mgły zaspania najpierw wyłoniło się delikatne światełko a później czyjaś twarz. To był mężczyzna, ciemnowłosy, gładko ogolony, o niewzruszonym wyrazie twarzy.

- Kto Ty? - zapytałem nieźle przy tym bełkocząc. Dziwne, mój głos brzmiał jakby wydobywał się z podziemi. - Anioł aklimatyzacyjny numer 2 456 987. Do usług.

Na kilka sekund zapadła cisza.

- Wiedziałem, że biorę za dużo. - Wziąłeś za dużo. - Właśnie to powiedziałem. - A ja to potwierdziłem.

Otworzyłem oczy całkowicie. W pomieszczeniu było dość ciemno ale mogłem dojrzeć większość kształtów. Zdawałem sobie sprawę, że leżę na czymś miękkim, jakby na łóżku. Tylko skąd się wzięło drewniane ogrodzenie?

- Gdzie ja jestem? - W swoim pokoju. Dokładnie w kojcu.

Przekręciłem głowę na bok. Faktycznie, leżałem w kojcu! Mięciutki materacyk, bezpieczne kraty. W kącie nawet miś!

- Super, świadomy sen. Wiedziałem, że po takiej dawce dostanę niezłej fazy! - To nie sen, to prawda. - Koleś, właśnie starasz mi się wmówić, że jesteś aniołem numer tysiąc pięćset sto dziewięćset a ja leżę w kojcu dla dzieci. Więc to nie może być prawda.

Tajemniczy człowiek oparł się jedną ręką o zabezpieczenie łóżka. Trzymał w niej jakiś notes. Drugą dłoń zbliżył do mojej twarzy i z całej siły pstryknął mnie w czoło.

- Kurwa, to bolało! - Owszem. - Znaczy wydawało mi się, że bolało. - Chcesz twardszych dowodów? - Dobra, spokój... Jestem na detoksie a Ty jesteś policjantem. - Nie. - Lekarzem? - Nie. - To kim? - Aniołem. - Zajebiście...

Zebrałem się w sobie i postanowiłem, że wstanę. Te kraty wokoło były strasznie duże! W sumie ten facet też był olbrzymi jeżeli sięgnął mnie znad tych badyli. Złapałem dłonią za pręt i przekręciłem się na prawy bok. Pomagając sobie obiema rękami stanąłem na równe nogi. Na sekundę, po chwili upadłem na tyłek. Moje łóżko miało chyba z kilometr długości a ogrodzenie połowę tego. Czułem się jak liliput. Wszystko robiło się coraz bardziej dziwne. Najgorsze było jednak to, że siedząc na tym łóżku miałem przed sobą krocze tego dziwnego kolesia.

- Czemu jesteś taki duży? - To Ty jesteś mały. - Więc czemu ja jestem mały? - Bo masz 12 miesięcy.

Przybliżyłem swoje dłonie do twarzy. Palce malutkie i pomarszczone, skóra delikatna. Dotknąłem policzka - gładki jak pupcia niemowlaka. Jeszcze raz spojrzałem na dłonie.

- Dobra anioł, a dlaczego jestem czarny? - Jak każdy afroamerykanin.

Spojrzałem prawie, że w niebo aby spotkać wzrokiem twarz mojego towarzysza. Wydawał się mówić poważnie.

- Jesteś jakimś zbokiem, tak? - Nic z tych rzeczy. - Masz takie perwersje, że lubisz małe murzynki, pomalowałeś mnie i teraz będziesz mnie gwałcił co wieczór w jakimś ogromnym kojcu swoim ogromnym dusicielem? - Bynajmniej. - To co tu się dzieje?

Olbrzym położył obok mnie swój olbrzymi notatnik. Wsunął dłonie pod moje pachy i podniósł mnie na kilka metrów.

- Wiedziałem! Pamiętaj tylko, że nie oddam tyłka bez walki! - darłem się wniebogłosy.

Mój oprawca przeniósł mnie ponad kratami i postawił na ziemi. Pod stopami miałem chłodną, drewnianą podłogę. Po mojej prawej stronie rozciągało się jakieś wielkie pomieszczenie, którego nie byłem wstanie ogarnąć w tak nędznym świetle. Zachwiałem się lekko na nogach i tylko refleks uratował mnie prze kolejnym upadkiem. Ręką uniesioną ponad głowę chwyciłem się kojca.

- Ostrożnie. Pamiętasz jeszcze jak się chodzi ale mięśnie i kości nie są wystarczająco rozwinięte. - rzekł człowiek noszący głowę w niebiosach.

Zadarłem czoło i znów starałem się skupić na jego twarzy. Zacząłem się bać.

- Słuchaj, nie wiem o co chodzi ale ja nie chcę kłopotów. Czego chcesz i co się tu dzieje? - Złapałeś równowagę? - Tak mi się wydaje. - No więc jeszcze raz: jestem anioł aklimatyzacyjny numer 2 456 987. Przybyłem by przeprowadzić Cię bezpiecznie do nowego ciała. Jeżeli nie będziesz utrudniał mi zadania skończymy szybko.

Znów zapadła cisza. To było tak absurdalne, że jedyna odpowiedz, która cisnęła mi się na usta to:

- Co kurwa? - Ludzie... - Anioł głęboko westchnął – nie żyjesz. Na pewno dobrze pamiętasz, że wziąłeś wagon środków nasennych i padłeś jak długi. Teraz pewnie ładują twoje stare ciało do kostnicy...

Naprawdę zacząłem się bać. Ten facet mówił tak przekonywająco, że chyba zaczynałem mu wierzyć. Choć było to kosmicznie irracjonalne. Faktycznie, wziąłem coś na sen ale żeby od razu wagon? Nie myślałem, że taka dawka aż tak mnie walnie. Być może to ten litr wina dokończył sprawę. Anioł kontynuował.

- Zostało wylosowane dla ciebie nowe ciało, które masz zająć. Jesteśmy teraz w Chicago, Twoje nowe imię to Carol White. Muszę pokazać Ci nowe otoczenie zanim całkowicie pozbawię Cię starego życia. Jeżeli teraz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%