Kryminał · 22 min czytania
Śmierć hrabiny von Dressen
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Co się dzieje? Jeszcze nie pora wstawać. Kto tak wrzeszczy? Muszę to sprawdzić. Bardzo niechętnie wyszłam spod cieplutkiej kołdry, przemyłam twarz zimną wodą i założyłam szary strój pokojówki.
Kotary w całym domu byłe jeszcze pozaciągane, a korytarze spowijała ciemność. Rozpoznałam głosy hrabiego i doktora. Oprócz nich wszyscy spali. Uważnie stawiałam stopy na skrzypiących schodach. Zanim doszłam do pokoju hrabiego, usłyszałam słowa doktora Meiricha
- To było morderstwo. Ktoś ją udusił. Przełknęłam ślinę. Morderstwo w tym domu!? Hrabia Ludenburg tego nie przeżyje. Według niego takie incydenty przestały mieć miejsce po pokonaniu Francuzów w 1871. Muszę tam wejść. Na łożu w sypialni państwa von Dressen leżała martwa hrabina Margaret. Miała siną twarz i szeroko otwarte oczy, a na jej ustach zamarł krzyk.
W oknie trzymając się za głowę stał hrabia Wolfgang, a na brzegu łóżka siedział doktor Meirich. Gruby dywan pokryty był błotem. Spojrzałam na nogi hrabiego, miał na sobie swoje domowe półbuty, były czyste, doktor był bez butów, na koszulę nocną miał narzuconą tweedową marynarkę. W końcu hrabia odwrócił się i zauważył mnie.
- Na co czekasz?! - krzyknął od razu. - Zadzwoń po inspektora. I idź do starego Ludenburga, żeby mi tu czasem nie dostał apopleksji jak się dowie o śmierci córki, z twoich ust przełknie wszystko. I doprowadź mi się do porządku! Skierowałam swoje kroki na dół. Słyszałam jeszcze, że hrabia budzi wszystkich gości. Porozsuwałam kotary w salonie. Słońce było jeszcze bardzo nisko, pierwsze leniwe promienie zaczęły wpadać do pokoju przez duże okna. Nad kominkiem wisiał portret hrabiny von Dressen. Patrząc na niego poczułam się nieswojo, jeszcze chwilę temu przyglądałam się jej martwemu ciału…
Hrabina Margaret była piękną kobietą i bardzo dumną. Zawsze podkreślała swoje pokrewieństwo z rodziną cesarską i nie zadawała się z byle kim. Prawie nigdy nie wchodziła do kuchni, przebywanie w towarzystwie służby uważała za niegodne kobiety z jej pozycją. Jej długie, hiacyntowe loki zawsze były starannie upięte, wąskie usta skrywały perłowe zęby, a duże niebieskie oczy pełne były iskier. Zawsze była elegancko ubrana. Jej suknie pochodziły od najlepszych krawców. Miała też pełno drogich perfum.
Często krzyczała. Denerwowała się o wszystko. Ostatnio najwięcej wrzasków było o małżeństwo panienki Sofi. Błagała ona matkę, żeby nie kazał jej wychodzić za Heinricha, ale hrabina była nieugięta. Jak zawsze. To ona rządziła w tym domu, wszystkiego decyzje należały do niej, wszystko musiało być po jej myśli. Dopiero po pół godzinie udało mi się dodzwonić do inspektora Mechlera. Powiedział, że przyjedzie jak najszybciej.
Poszłam z powrotem do siebie. Uczesałam starannie włosy, poprawiłam ubranie i założyłam fartuszek. Postanowiłam obudzić gospodynię. Kiedy stara Helga usłyszała o śmierci hrabiny, powiedziała, że nie wyjdzie ze swojego pokoju dopóki nie znajdą mordercy. Przez nią Hilda zaczęła panikować, nakryła sobie głowę kołdrą i rozryczała się. Głupia starucha i niewyrośnięta dziewka. Są siebie warte. Teraz cały dom jest na mojej głowie.
Część 22 / 3
Poszłam do hrabiego powiedzieć, że inspektor przyjedzie. Ten zgred nigdy mnie nie lubił. Jestem dla niego zbyt wygadana jak na pokojówkę. Na szczęcie dopóki żyje stary Ludenburg, on nie ma w tym domu nic do gadania. Ojciec Margaret, mimo że prawie nie opuszcza swojej sypialni i gabinetu, trzyma jeszcze wszystko żelazną ręką.
Żona doktora Meiricha wyszła z pokoju i skierowała swoje kroki do pokoju hrabiny. Kiedy tylko zobaczyła, co się stało, natychmiast zbladła. Mąż podał jej ramię. - On to zrobił… ale on nie miał butów… - zemdlała. Doktor Meirich zaniósł żonę do sypialni i ułożył ja na łóżku. Ocucił ją, uspokoił, a potem podał jej jakąś tabletkę. Zasnęła. Nikt nie zwracał uwagi na słowa Petry. One jednak musiały coś znaczyć. Buty… buty… Czy cała sprawa morderstwa będzie się kręciła wokół butów?
Baronowa Hinterberg również doznała lekkiego wstrząsu na wiadomość o morderstwie i oznajmiła mi, że nie będzie opuszczać na razie łóżka. Kazała sobie przynieść śniadanie.
Weszłam do pokoju hrabiego Ludenburga. - No i co Kati? - zapytał. Nie spał już, więc pewnie wiedział, co się stało. - Ten pajac drze się jak zarzynane prosie. Obudził mnie. W moim wieku to niezdrowe wstawać tak wcześnie. Margaret nie żyje, prawda? - Tak panie hrabio. Została uduszona. - A ten pajac sieje panikę w całym domu. Od 1871 był tutaj spokój i tak na pozostać. To porządny dom. Teraz droga Kati przyniesiesz mi kawę - już chciałam powiedzieć, że mu nie wolno, ale mnie ubiegł. - Cicho, cicho, dzisiaj wszystko mi wolno, a potem opowiesz mi co się stało.
W wojnie francusko - pruskiej hrabia był dwukrotnie ranny, potem ze zwycięskimi wojskami wkraczał do Paryża, a na koniec został odznaczony przez samego cesarza. Dla niego w '71 świat stał się rajem na ziemi i tak już miało pozostać. Ze stoickim spokojem przyjął moją relację na temat porannych wydarzeń, a potem kazał mi iść pilnować inspektora.
Baron Hinterberg, hrabia von Dressen i doktor Meirich razem z dwoma funkcjonariuszami udali się na poszukiwania naszego koniuszego Stefana. Po krótkiej rozmowie z inspektorem doszli bowiem do wniosku, że tylko on mógł wejść w zabłoconych butach do sypialni i że na pewno będzie on miał cos ciekawego do powiedzenia w tej sprawie. Niestety przepadł jak kamień w wodę.
- Czy jest w tym domu ktoś z kim mógłbym porozmawiać? - zapytał inspektor, kiedy wprowadziłam go do salonu. - Ja jestem - odpowiedziałam, a on obdarzył mnie pogardliwym spojrzeniem. Najwidoczniej służba nie była godna nawet jego słów. Już ja mu pokażę. - Czyli kto? - zapytał bardzo nieuprzejmie. - Kati Gross, pokojówka. - To przynieś mi herbaty jak już jesteś.
Kiedy pojawiłam się znowu w salonie inspektor z ogromną niechęcią postanowił mnie przesłuchać, uznał to jednak raczej za wstęp do rozmowy z domownikami, niż za sposób pozyskania istotnych informacji. Do takowych bowiem na pewno nie należał opis domowników.
Część 33 / 3
Aktualnie oprócz państwa von Dressen, ich córki Sofi i hrabiego Ludenburga, przebywał tutaj kuzyn pana Wolfganga, doktor Reinhard Meirich z żoną Petrą, baron Georg Hinterberg z żoną i synem oraz pięć osób służby, dwie pokojówki, gospodyni, zarządca i koniuszy. - Pojutrze miały się odbyć uroczyste zaręczyny syna barona Hinterberga z panienką Sofią - odpowiedziałam na następne pytanie. - Goście mieli przybyć dopiero jutro. - Taak… Więc cały dom jest teraz na głowie jednaj pokojówki - mówił sam do siebie, przechadzając się po pokoju i spoglądając na obrazy. - Zaręczyny zapewne zostaną odłożone i ktoś na pewno na tym straci. Kto dziedziczy po hrabinie? - zapytał, jednak szybko się rozmyślił. - Zresztą, co ty możesz wiedzieć na takie tematy. - Całkiem sporo - rzuciłam z błyskiem satysfakcji w oku. - Wszystko przypada panience Sofi, pan hrabia nic na tym nie zyskuje. - Proszę, proszę nie dość, że pyskata, to jeszcze wścibska. Idź już.
Z przyjemnością opuściłam pana inspektora i udałam się do kuchni. Udało mi się wreszcie zjeść śniadanie. Niestety próby przekonania Helgi, że jednak powinna wyjść ze swojego pokoju i zająć się gotowaniem obiadu zakończyły się niczym. Musiałam się za to zabrać sama.
Udało mi się pozapalać we wszystkich piecach, nastawić zupę i gulasz, a nawet pożegnać pana inspektora, który już przesłuchał wszystkich, których mógł. Ciało hrabiny zostało zabrane, oficjalnie potwierdzono śmierć przez uduszenie, a koniuszy stał się głównym podejrzanym. Nie znaleziono go do tej pory.
Kiedy mniej więcej wszystko postawiłam na nogi, mogłam się przez chwilę zastanowić nad tym wszystkim, co się tutaj stało. Usiadłam w salonie z filiżanką herbaty. Hrabia von Dressen pojechał na przejażdżkę konną, żeby się uspokoić po wydarzeniach całego dnia, hrabiny już nie ma, więc nikt nie będzie na mnie wrzeszczał, za to, co robię. Mordercą musiał być ktoś z domowników i to raczej nie koniuszy. Wbrew przekonaniu całej arystokracji, nawet taki koniuszy nie jest na tyle głupi, żeby się podpisać pod zbrodnią, zostawiając na miejscu morderstwa ślady błota z buciorów. Nie dziwię mu się, że się ukrył. Poza tym dlaczego w sypialni nie było hrabiego? Czyżby miał z tym wszystkim coś wspólnego? Na śmierci hrabiny nic on nie zyskuje. Nie miał celu w jej zamordowaniu. No chyba oprócz świętego spokoju. Teraz wszyscy będziemy go mieć. Jednak to nie wyjaśnia, gdzie się podziewał o świcie?
Baron Hinterberg i doktor Meirich tym bardziej nie mieli żadnego powodu, żeby chcieć śmierci hrabiny. Bo oczywiście to musiał zrobić mężczyzna. Hrabina była nie tylko piękna, ale tez silna, poza tym… Słowa Petry, ona powiedziała "on". Ale kto? Postanowiłam zanieść gościom obiad. Nikt na pewno nie zejdzie do jadalni. W całym domu panowała cisza. Była jakoś tak strasznie. Zawsze krzątała się tutaj hrabina i robiła dużo krzyku o nic, a teraz nie szczekają nawet psy. Czyżby wszyscy pozasypiali? Morderca cały czas tu jest, może znowu… Nie mogę myśleć o takich rzeczach, już nikt nie umrze.
Postanowiłam zanieść wszystkim obiad - Do cholery, Kati, mówiłem, że masz nie gotować żadnego obiadu! Nie jesteś tu kucharką, poza tym dobre wychowanie wymaga, aby w takiej sytuacji goście nic nie jedli. - usłyszałam od hrabiego Ludenburga. - Ojej! - rzuciłam zirytowana. - Kazał mi pan pilnować, co robią goście. Przecież nie będę ich przez ścianę podsłuchiwać. Najlepszym sposobem było podanie im czegoś do jedzenia. - Dowiedziałaś się czegoś przynajmniej? - Całkiem przypadkiem usłyszałam kłótnię baronostwa. Baronowa chce wyjechać stąd jak najszybciej. Mówiła, że nic ich już tutaj nie trzyma, ze teraz nie mają już żadnych zobowiązań. - Czyli, że zaręczyn nie będzie. Nie chciał ich nikt oprócz Margaret. Sofi się ucieszy, baron także. Je chyba też... - zamyślił się, a ja pozbierałam naczynia z obiadu i wyszłam.
Petra jeszcze spała, ale doktor Meirich powiedział, że mogę ją obudzić. Pomyślałam, że mogłybyśmy porozmawiać o tym, co się wydarzyło. Ona była bardzo miłą i skromną kobietą i kontaktów ze służba nie uznawała za żadną ujmę. Kiedy tutaj przyjeżdżała wolała rozmawiać ze mną, niż z hrabiną. Zresztą każdy wolał unikać hrabiny. Petra nie odpowiadała, więc potrząsnęłam nią delikatnie. Nadal nie reagowała, więc spróbowałam jeszcze raz. Nic. Starałam się nie myśleć. Spokojnie zawołałam doktora. Poszedł do żony, a mi kazał czekać za drzwiami. - Nie!!! Dlaczego ona?! - doktor wybiegł z pokoju, był wściekły i zrozpaczony. - Ktokolwiek to zrobił, zapłaci mi za to!
Zobaczyłam ciało Petry leżące na łóżku. Nie mogłam uwierzyć, ze to dzieje się naprawdę. Hrabiny nikt nie będzie żałował, ale doktorowa była…