Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 7 min czytania

Śmierć jest taka niecierpliwa Rozdział I cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

II Otworzyłam oczy i zaraz potem je zamknęłam. Wokół panował głęboki mrok. Zimno unosiło się w powietrzu i nawet stara kołdra nie chroniła mnie przed nim. Zza okna doszedł odgłos pisku opon i znów zaległa głęboka cisza. Po raz drugi już tego ranka otwarłam oczy. Znowu obudziłam się godzinę przed świtem. Odsunęłam brzeg kołdry i wsunęłam stopy w niebieskie kapcie. Rozsunęłam zasłony. Skostniałe z zimna palce odmawiały mi posłuszeństwa dlatego zaczęłam je zginać i prostować. Zajrzałam do lodówki, wyjęłam masło , żeby zdążyło zmięknąć i karton mleka, który stał obok kupionego wczoraj soku. Niezdarnie obcięłam koniec kartonu i wlałam je do metalowego garnuszka. Spojrzałam w małe lusterko na drzwiach. Zobaczyłam szarą zmęczoną twarz, zapuchnięte , wciąż śpiące, niebieskie oczy i potargane włosy, które mimowolnie przeczesałam palcami. Podeszłam do szafki nocnej i wyciągnęłam zegarek, była 4:35. Położyłam go na stole i sięgnęłam po czerwony, długi ręcznik. Postanowiłam wziąć szybki, gorący prysznic. Namydliłam skórę żelem o zapachu pomarańczy i spłukałam wodą. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem i weszłam do pokoju. Wyjęłam z szafy czarne jeansy i chabrowy, długi sweter, kładąc je obok zegarka. Postawiłam mleko na gazie i kiedy zagrzało się przelałam je do białego kubka. Ubrałam się i grzebieniem rozczesałam długie włosy, zaplotłam warkocz i przetarłam oczy. Nie miałam na nic siły. Bezsilność to było wszystko co czułam i dla własnego bezpieczeństwo nie chciałam czuć nic więcej ponad to co teraz. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się najlepiej. Miałam kolejna wizytę u doktora Powella, potem cztery godziny w bibliotece. Panna Hollingsworth nie była zła kiedy zrywałam się z pracy lub przychodziłam później. Jednak było mi jej żal, gdy sama obładowana książkami wchodziła na drabinę i układała je na ostatniej, zakurzonej półce. Była już kobietą w średnim wieku i bałam się ,że któregoś dnia może jej się coś stać. Pogrzebałam w półce nad kuchenką i znalazłam jedno smętne, jednorazowe opakowanie kakao, które musiałam kupić dobry miesiąc temu. Wsypałam je do parującego kubka mleka i zmieszałam łyżeczką. Spojrzałam na pokój. Trzeba by pościerać kurze i umyć podłogę na której pojawiło się już kilka plam. Jednak czy to miało jakiś sens, kiedy umrę mieszkanie wynajmie ktoś inny i to on się będzie tym przejmował, nawet jeśli miałabym przez te ostatnie miesiące mieszkać w stercie kurzu i śmieci. Kakao było gorzkie, jednak piłam je powoli sącząc każdy łyk jakby był kawałkiem raju. Pewnie nie zdążę już wypić takiego drugiego. Załamałam ręce i łza spłynęła mi po policzku -Nie chcę umierać!- prawie krzyknęłam uderzając dłonią w stół, który zaskrzypiał delikatnie. Upadłam na kolana i zaczęłam trząść się i łkać. Nie mogłam zapanować nad oddechem, który gwałtownie przyspieszył, serce waliło mi jak młotem, próbując wydostać się z mojej piersi. Skuliłam się i pozwoliłam łzom płynąć, wiedziałam, że każda z nich jest tylko cząstką tego co jeszcze zdąży wypłynąć. Przed oczami widziałam obrazy całego mojego marnego życia, które teraz wydawało mi się być największym skarbem. Przyłożyłam zimne ręce do rozgrzanego czoła i rękawem wytarłam łzy z policzków. Nadal trzęsłam się jednak przyjmowałam to za…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%