Inne · 9 min czytania
Śmierć Kaktusa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czterech mężczyzn powoli na sznurach spuszczali trumnę w głąb 4m dołu. Drewniane pudło obsuwało się i powolutku znikało pod powierzchnię ziemi. Co jakiś czas któryś z mężczyzn za bardzo luzował sznur i trumna ocierała o ściany ziemi tworzące dół. Panowała cisza, słychać było tylko szelest obsuwanej ziemi i lekki szloch pochodzący z nie wiadomego kierunku. Wokół dołu zgromadziło się mnóstwo ludzi. Łatwo można było zrozumieć kto jest kim. W pierwszych rzędach na twarzach malował się smutek, cierpienie, widać było łzy. To rodzina i bliscy. W kolejnych rzędach kobiety i mężczyźni ubrani na czarno nie byli już tacy przygnębieni. Widać było, że zimno lutowego poranka i niedogodności związane z godzinnym staniem było dla nich trudniejsze od zachowania powagi. Co trochę ktoś obracał się do kogoś, słychać było szepty, a nawet pokazywanie palcami. To znajomi, ciekawscy, ci którzy przyszli z obowiązku i po prostu przechodnie, którzy w drodze na groby swoich bliskich zatrzymali się aby popatrzeć. Ci ostatni przeżywają śmierć swoich bliskich na nowo. Ich rany są rozdrapywane. Grabarz prawie skończył zasypywać grób. Ludzie powoli rozchodzą się w swoje strony. Słychać coraz głośniejszy szloch. W pierwszym rzędzie stoi młody mężczyzna. Patrzy na łopatę, obserwuje każdy jej ruch. Na pewno jest bliską rodziną zmarłej, ale stoi na uboczu. Sam. Nie płacze. Zachowuje się jak psychicznie chory, zapatrzony jest w jeden punkt, nie robi najmniejszych ruchów. Nie widać po nim żadnych chociaż najmniejszych uczuć. Jego tutaj nie ma. - Jak jest trumna po angielsku...... coffin – myśli młody mężczyzna – chyba powinienem być smutny, płakać? Co sobie ludzie pomyślą? Gówno to mnie obchodzi. Czemu ta ciotka tak wyje? Hmm. Ale przerdzewiała ta łopata. Ciekawe czy jak pada deszcz też grzebią? Tak. Przecież jak babcię grzebali padało. Ile to było lat temu? 10, 9? Tak. Dziesięć. Naraz staną mu przed oczami obraz pogrzebu babci. Był wtedy dzieckiem, ale pamięta, że podobnie jak teraz nie czuł absolutnie nic. Chociaż wtedy nie mógł patrzeć na cierpienie mamy. A teraz kompletnie nic, no ale przecież jego matki tu nie ma. Już nie ma nikogo przy grobie, robi się ciemno. Na kopczyku świeżej ziemi poukładane są wiązanki, kwiaty i wieńce, palą się świeczki. Prawie nie widać tabliczki z napisem: Monika Metz, żyła lat 31, zginęła śmiercią tragiczną. W domu Kowalskich panował harmider. Gdyby ktoś nie wiedział można by było pomyśleć, że to nie stypa tylko wesele. Panował śmiech, mieszany z czyimś płaczem na pokaz. Pokój pękał w szwach. Ciotki z pomalowanymi na różowo jedynkami i wujkowie z czerwonymi nosami nie mogący doczekać się kolejnego małego. Co jakiś czas padały słowa: „ Taka młoda”, z innej strony „ ...jaka zdolna robiła doktorat...”. Królową wieczoru była ciotka Teresa, która u ciotek na miano Królowej zasłużyła sobie pysznym nadziewanym indykiem, a u wujków dobrze schłodzoną „Lodową”. Nikt tego wieczoru nawet nie zauważył, że jest nie u siebie, a domowników nie widać. Ojciec był przy matce w szpitalu, ich syn Michał siedział zamknięty w pokoju, a jej już nie było. Do Michała docierały tylko skrawki rozmów zza ściany. Wszystko zlewało się w nie miły dla ucha hałas. Siedział na fotelu przykrytym kocem. Łopaty już nie było, ale znalazł nowy przedmiot do obserwacji – pluszowy słoń – kupili go kiedyś razem nazywał się Szimi. Nawet nie próbował myśleć o tym wszystkim. Miał tylko dwie wątpliwości – dlaczego jeszcze nie cierpi? i jak jest ta trumna po angielsku... coffin, a. Czekał na ból. Zamknął oczy. Wrażenia kilku poprzednich dni powoli odchodziły. Pojawiały się jakieś dziwne obrazy. Zobaczył siebie jako małego chłopca. Swój pokój sprzed 18 lat. Mały dwa małe łóżka, stoliczek i dwa fotele obite ciepłym pluszowym materiałem. Przy stoliczku na ziemi siedział słoń – Szimi. Jeszcze pachniał nowością. Za oknem świeciło poranne słońce, które rozpraszało się na igiełkach ogromnego Kaktusa stojącego na parapecie. On siedział na fotelu i przeglądał najnowszy numer „Świata młodych”. Do pokoju weszła Monika. - Wiesz co Michał rodzice wracają z pracy dopiero o 15, może pomożemy im i zrobimy z tym Kaktusem sami porządek. – powiedziała z pasją w…