Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 6 min czytania

Śmierć w Zakopanem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pierwsza połowa lat 90-tych, czasy szkoły średniej. Wycieczka do Zakopanego. Nocleg w Poroninie. Zabieramy ze sobą kilka butelek po wodzie mineralnej – wszystkie wypełnione są czystym spirytusem. W jednej z nich, spirytus rozrobiony jest pół na pół z wodą. Kolega, kiedy rozpakowujemy się w pokoju, stawia te butelki beztrosko na stoliku przy oknie, gdzie stoją tak przez cały dzień, przez nikogo nie niepokojone. Nie wzbudzają niczyjej ciekawości – ot zwykłe butelki z wodą mineralną. Po co się kryć z alkoholem na szkolnej wycieczce, skoro można go tak pięknie zakamuflować.

Wieczorem, koleżanka z innej klasy urządza sobie wraz z kolegą berka po hotelu. Wpada zasapana do naszego pokoju. Widzi na stole wodę mineralną, sięga po jedną z butelek, otwiera ją i próbuje ugasić pragnienie. Robi jej się czerwono przed oczami, w panice sięga po następną. Cucimy ją przez dobrą godzinę. Twierdzi później, że nie pamięta żeby w ogóle wbiegała do jakiegoś pokoju.

Wreszcie nadchodzi noc. Wraz z kolegami zasiadamy do stołu i zaczynamy biesiadę. Do naszego pokoju – nikt nie pomyślał, że należałoby przekręcić w drzwiach klucz – wpada wychowawczyni. Awantura. Mi się udaje, bo w czasie tego nalotu jestem właśnie w łazience znajdującej się na korytarzu i rozrabiam następną butelkę spirytusu. Czynię to nad umywalką i korzystam z bieżącej wody kranowej. Przepisy sanepid-u przede wszystkim.

Poranek. To nie kac. To chyba raczej stan, w jakim ludzkie ciało znajduje się tuż po wypisaniu przez lekarza aktu zgonu. Stołówka i śniadanie. Usiłuję jeść parówki, które nie mają smaku. Wypijam więc kilka łyków herbaty – ta również bez smaku, choć wsypałem do niej sześć łyżeczek cukru. Zaczynam się martwić, czy poprzedniego wieczoru aby nie wypaliłem sobie nieodwracalnie kubków smakowych. Kolega obficie zalewa parówki keczupem. Widzi moje ciekawskie spojrzenie. Odpowiada: spróbuj, to pomaga. Ktoś na ten widok szybko wybiega szybko ze stołówki, najprawdopodobniej w poszukiwaniu toalety.

Wtaczamy się pod górę, trzymając się ku własnemu pokrzepieniu za ramiona. Ktoś mówi, że mamy oglądać jakieś Morskie Oko, czy coś w tym stylu. Oglądam się za siebie. Za mną blady trup, próbuje iść o własnych siłach, pomagając sobie przy tym rękoma. Przede mną dwa takie same truposze. Cała ta nasza czereda, przypomina wojsko wycofujące się spod Maciejowic. Na czele kilku lizusów uwieszonych na nauczycielach.

Schronisko. Dużo ludzi, hałas i zamieszanie. Nie widzę na oczy. Siadam na pierwszym lepszym wolnym krześle. Po chwili orientuję się, że mam niebywałe szczęście. Usiadłem dokładnie przy tym samym stoliku, przy którym siedział najprawdziwszy Anioł. Anioł jadł batona i czytał książkę. Miał pomalowane na czerwono paznokcie.

Rozejrzałem się wokół za jakąś odsieczą. Zobaczyłem tylko kolegów trzymających…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Śmierć w Zakopanem — czytnik · opowiadania