Horror · 6 min czytania
Śmiertelny list
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedziała cichutko w swoim pokoju. Tak cicho, ze nic poza szumem drzew nie wypełniało ścian jej umysłu. Choć jej dusza pogrążona była w rozmyślaniu nad listem, który dwa miesiące wcześniej mu wysłała…. Tak bardzo go kochała. Tak bardzo tęskniła, a teraz złość i nienawiść wypełniały jej ciało, dotykały każdej jej żywej komórki. Całe jej ciało unosiło się w chaotycznych spazmach niechcianego szlochu. Delikatnie położyła dłoń na słuchawce telefonu. Zadzwoni … natychmiast zadzwoni i wyjaśni ta sprawę. Trzęsąc się z zimna, które nagle ogarnęło jej skórę wykręciła numer. Ręka drżała jej z przejęcia… strachu a może z zimna, które niewiadomo skąd i nie wiadomo jak oplotło ja swymi mackami jak pająk, który chwyta swą ofiarę w siec utkaną własnymi odnóżami. Usłyszała jego głos. Delikatny męski… Poczuła falę ciepła. To było jak kojący balsam dla jej spragnionego ciepła ciała. -Cześć- szepnęła ledwo słyszalnym szeptem. - O cześć. Miło cię słyszeć tak dawno się nie odzywałaś- powiedział na poły z żalem na poły z pretensją. Uznała to za dobry znak. - czemu nie odpisałeś na mój list. Przecież to było takie ważne. Chciałam Ci wszystko wyjaśnić, wszystko powiedzieć… tyle mnie to kosztowało - jaki list? - jak to jaki? - nie dostałem żadnego listu. Odłożyła słuchawkę. Cicho bez namysłu ze spokojem. Choć wewnątrz szalało tyle emocji. Jej serce łomotało dziwnym gniewem. Wstała nie czując, że nogi każą jej podnieść ciało. Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi nie wiedząc, że to czyni. Cos kazało jej iść. Iść tak po prostu, nie zatrzymywać się.
Siedział w swoim pokoju. Na dworze wiał silny porywisty wiatr. Był taki zmęczony po całym dniu ciężkiej pracy. Bolało go wszystko. Kręgosłup już nie taki młody buntował się na ciężar, który listonosz codziennie musiał nosić od drzwi do drzwi. Czasem niektóre listy po prostu nie dochodziły. Znikały bez wieści bez śladu. Nie chciał żeby się tak działo. Buntował się… przecież listy to czyjeś słowa… czasem mniej ważne czasem niosące prawdziwe przesłanie, ale zawsze to czyjeś myśli. Usłyszał pukanie do drzwi. Chaotyczne puste… Nie wstawał z łóżka. Kręgosłup bolał go z każdym ruchem. Wolał nie wiedzieć, kto to taki. W pokoju obok leżały jego dzieci. Przypomniał sobie, że maluchy pewnie dawno śpią i z trudem jęcząc z bólu podniósł się z łóżka. - Kto tam- spytał głosem wyrażającym głębokie cierpienie. Cisza. Nic nie odpowiadało na jego pytanie. Przyłożył ucho do drzwi. Jedyne, co usłyszał to ciężkie dyszenie po drugiej stronie. Zupełnie takie jakby maratończyk po długim biegu próbował zaczerpnął powietrza. Odsunął się od drzwi ze strachem. Odsunął Judasza i wyjrzał przez mały ekranik. Za drzwiami stała dziewczyna. Młoda dziewczyna… mokra od stóp go głów, przemoczona zmarznięta, trzęsąca się zimna a może ze strachu, albo złości. Głowę miała opuszczoną. Długie włosy zlepione zwisały swobodnie od