Inne · 6 min czytania
SMOK
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mała wioska, w której rozegra się niniejsze opowiadanie, leżała w uroczej dolinie otoczonej górami ze wszech stron. Takie położenie gwarantowało niezależność od wszystkich prądów i trendów zmieniającego się świata. Na zewnątrz kolejne rządy powstawały i upadały, coraz to nowe kluby wygrywały Ligę Mistrzów, ale tutaj wciąż liczyły się tylko wybory na sołtysa i IV-ligowe rozgrywki miejscowego LZS-u. Najlepszym dowodem zatrzymanego czasu był Smok Zygmunt, który od ponad 500 lat mieszkał w pieczarze nieopodal, zionął ogniem i domagał się dziewic. Przez te 500 lat udało się jednak Zygmunta oswoić i zamiast dziewic, mieszkańcy wsi ofiarowywali mu owce, świnie i kartofle. Zygmunt otrzymywał dziewice tylko wtedy, kiedy we wsi rodziła się wyjątkowo szpetna dziewczynka. Wiadomo: dla rodziców kłopot z głowy a Zygmuntowi radość. Wszyscy zadowoleni.
I tak żyli sobie mieszkańcy wsi wraz ze smokiem, spokojnie i nieodmiennie od wieków, jednak pewnego dnia nowoczesny świat wdarł się do wioski i zburzył ustalony przez przodków porządek.
Jak każdej soboty, wioskowy sołtys poszedł do Zygmuntowej pieczary, by tam złożyć ofiarę – tym razem była to niewielka kudłata owieczka. Po złożeniu daru i wymianie tradycyjnych uprzejmości sołtys już miał wracać do domu, gdy wtem smok powiedział: - Słuchaj... Nie przynoś mi już więcej dziewic, dobrze? - A czemu? – rezolutnie zapytał sołtys. - Bo chcę, żebyś zamiast dziewic przyprowadził mi mężczyznę. - Jak to? – Zapadła cisza. Dopiero po chwili smok nieśmiało przemówił: - Jestem gejem. Już od dłuższego czasu się wahałem, ale właśnie dzisiaj poczułem to na 100%. Jestem gejem. - Aha... – Sołtys pojął, że właśnie zakończyła się pewna epoka w życiu wioski. Podjął nieśmiałą próbę ratowania sytuacji. – Ale posłuchaj, może ci to przejdzie, co? Nie, ja nie twierdzę że to jest choroba, wiesz, jesteś okej, ale może to się da jakoś odwrócić...? Wiesz, faceci są w wiosce potrzebni, uprawiają pola, budują domy i szkoda by było z takiej siły roboczej rezygnować... Wiesz jak oni wyglądają? Każdy chłop silny jak dąb, łapy jak u niedźwiedzia, ramiona rozłożyste, mięśnie żelazne... – tutaj urwał, zobaczywszy że Smok Zygmunt, zamiast wykazać zrozumienie, rumieni się i wzdycha. – Dobrze Zygmunt. Zobaczę co da się zrobić.
Sołtys uśmiechnął się do smoka i natychmiast przestraszył się tego odruchu. „Żeby tylko sobie niczego nie pomyślał”, przebiegło sołtysowi przez głowę. „Muszę się pilnować. Następnym razem wezmę zbroję.” Przybrał idealnie neutralny wyraz twarzy, kiwnął głową na pożegnanie i ruszył z powrotem do wioski.
Przez kilka pierwszych tygodni z pozoru nic się nie zmieniło. Ofiary dla Zygmunta nie wykraczały poza standardowy zestaw zwierzęco-kartoflany. Jednak z każdą wizytą sołtysa smok coraz natarczywiej domagał się mężczyzny. Szóstej soboty stanął przed sołtysem w dramatycznej pozie, wyciągnął ukrytą pod ogonem kartkę i…