Psychologia · 11 min czytania
Smród
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SMRÓD
Stałem na przystanku już piętnaście minut, więc widok nadjeżdżającego tramwaju wywołał u mnie jedynie zadowolenie. Czerwone wagoniki zwalniały i twarze siedzących w nich osób przesuwały się coraz wolniej. Nie można było na niego nie zwrócić uwagi. Siedział na początku wagonu. Jego przyklejona do szyby, pobita twarz od razu rzucała się w oczy. Tramwaj zatrzymał się i otworzyły się drzwi. Usiadłem jak zwykle na końcu. Od razu wyczułem jakiś nie pasujący mym nozdrzom zapach. Rozejrzałem się i zobaczyłem tę skurczoną sylwetkę, której twarz przed chwilą ujrzałem. Siedział jakieś sześć metrów przede mną. Kiedy zorientowałem się skąd pochodził zapach, nie wiedzieć czemu, stał się on jeszcze bardziej intensywny. Tramwaj ruszył. Powietrze z początku składu, dzięki otwartemu oknu, znalazło się teraz przy mnie. Fetor z każdym momentem był coraz silniejszy. Robiło mi się niedobrze. Jak jakiś debil starałem się oddychać wolniej, żeby tylko jak najmniej zaciągać się zgnilizną. Efekt oczywiście był odwrotny. W ten sposób dotarliśmy tak wszyscy, my z pachnącego reklamowanym mydłem świata i on ze swoim przenikliwym zapachem, do następnego przystanku. Oliwa pętla. W tramwaju pojawiły się nowe postacie. Nieświadome zajęły miejsca obok menela. Szybko zorientowały się, że coś jest nie tak. Podobnie jak ja zaczęły się rozglądać i dopiero kiedy zobaczyły źródło smrodu, ich twarze zmieniały wygląd. Różnie reagowali. U jednych pojawiał się pogardliwy uśmieszek, taki jak przy oglądaniu buta kumpla, który właśnie wdepnął w gówno. Niektórzy całkowicie byli zniesmaczeni, w ich oczach widniało obrzydzenie. Tylko nieliczni zdawali się nie zwracać uwagi. Sam nie wiem dlaczego. Może po prostu wstydzili się pokazywać tego co czują, a może po prostu mieli katar. Minęło kilka sekund i tramwaj ruszył dalej. Pierwsze osoby miękły. Rozglądały się i widząc wciąż wolne miejsca w dalszej części wagonu, natychmiast się przesiadały. Robiło się wesoło. To trochę przypominało zabawę z przedszkola, nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba nazywała się komórki do wynajęcia. Trochę było mi głupio, cieszyłem się jednak, że nie jestem na ich miejscu i nie muszę się gimnastykować. Stara Oliwa Miejsce gdzie wsiadają głównie babcie i wychowankowie domów poprawczych. Wsiadła jedynie jakaś leciwa kobieta z obowiązkowym beretem na głowie. Jej nieszczęściem było to, że wsiadała na początku, tam gdzie było siedlisko fetoru. Mimo podeszłego wieku jej węch był chyba bardzo sprawny. Jak tylko przeszła obok niego natychmiast obróciła się na pięcie i rzuciła do drzwi, które były już zamknięte. Oparła się o nie i czekała aż następny raz zostaną otworzone. Wyraźny grymas pojawił się na jej twarzy, która z każdym momentem robiła się coraz bardziej czerwona. Wyglądała jakby jechała na bezdechu. W końcu doczekała się, wyskoczyła z tramwaju i nabrała powietrza. Jej grube nogi biegły małymi kroczkami w kierunku następnego wagonu. Widać było u niej ulgę. Kobieta najprawdopodobniej pierwszy raz biegła od czasu, kiedy za komuny rzucili parówki w mięsnym. To nie były już komórki do wynajęcia, to była jakaś egzotyczna odmiana berka. Polanki Na jej miejsce, w drzwiach pojawili się licealiści. Chłopaki w szerokich spodniach i ich koleżanki z plastikowymi torebkami. Jeden z gnojków, po kilku wymownych, wspólnych spojrzeniach, wybuchnął śmiechem. Licealista zgrywając twardziela, nachylił się nad nim i widowiskowo nabrał powietrza. Zaczął na przemian kaszleć i śmiać się. Panny doceniły wyczyn i również zaczęły się śmiać, choć jak przystało na dziewczyny z porządnych domów robiły to znacznie subtelniej. Wkurzyłem się trochę. To już lekka przesada. Co innego patrzeć i śmiać się po cichu, tak żeby nikt nie widział. Na końcu tramwaju panował coraz większy tłok. Z przodu jednak wciąż był tylko on i jego smród, który nie zdawał się go opuszczać. Taki duet doskonały, hardcorowy sposób na samotność. Zastanawiałem się czy on coś kontaktuje. Ciekawe czy wiedział, że wali bardziej niż tygodniowa padlina. Może na jego szczęście uchlał się jak zwykle i nie widzi tych wszystkich zniesmaczonych mord, tej pogardy, do której pewnie i tak przywyknął. Siedział wciąż nieruchomo, nie zwracając uwagi na otoczenie. Trochę było mi go żal, mimo to z niecierpliwością czekałem na następny przystanek i kolejne ofiary. Uniwersytet. W tramwaju pojawili się jacyś studenci. Jeden z nich nie zważając na smród usiadł przed nim. Widać było, że nie ma kataru. Wiercił się tylko, co jakiś czas obracając lekko głowę, wciąż jednak siedział twardo. Znowu zrobiło mi się głupio. Jednak można wytrzymać, kwestia nastawienia i postrzegania drugiego człowieka. Część ludzi patrzyła na studenta jak na bohatera, im również było głupio. Zobaczyli swoje myśli, co nie sprawiło im radości. U innych wywołało to jednak jeszcze większe rozbawienie. Patrzyli się na chłopaka jak na debila, odważnego idiotę, który postanowił nie ukazywać swojej pogardy. Zajezdnia. Na przystanku od razu zobaczyłem znajome twarze kanarów. Zawsze tu wsiadają. Wsiedli na końcu i…