Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

Sms do Radio Zet.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zawsze byłam niepoprawną romantyczką. Znajomi śmiali się ze mnie, że kiedyś zostawię głowę w różowych chmurach i z pewnością nawet tego nie zauważę. Wciąż marzyłam o podróżach. Nie takich zwykłych, o jakich śnią nastolatki. Wieczorna panorama Paryża, mgła Londynu... Nie. Ja chciałam zagubić się gdzieś w dżungli nieopodal świątyń azteckich. Chciałam odkryć jakąś zagadkę. Pragnęłam spowić się aurą pradawnych i móc uszczknąć choć odrobinę z tajemnic, które fascynowały ludzkość od wieków. Wiedziałam jednak, że na taką eskapadę mogę czekać całe życie i nawet się o nią nie otrzeć. Tak myślałam, bo pewnego dnia, no właśnie, powiedzcie mi, czy to głupi ma szczęście, czy to szczęściu żal głupiego, nie ważne. Pewnego całkiem zwyczajnego wrześniowego dnia, ot tak sobie, odrabiając lekcje i tradycyjnie biadoląc nad jakże pieskim życiem gimnazjalisty, wysłałam SMS'a do Radia Zet, o treści "PRZYGODA ŻYCIA". Zrobiłam to machinalnie, bo przecież kto jak kto, ale ja niczego w swoim życiu nie wygrałam i pewnie nie wygram. Tylko tyle, że w owczym pędzie, jak cała społeczność, też chciałabym coś od życia " wyrwać ". Minęło może pół godziny, kiedy łamiąc głowę nad kolejnym zadaniem z matematyki, usłyszałam głośny sygnał SMS. Nie przestając rozpaczliwie wykonywać obliczeń, sięgnęłam po telefon. Otwierając wiadomość od nieznanego numeru, nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, co wydarzy się za chwilę. I co ?! I co niedowiarki?! Wygrałam! I mówię tu o sobie, marnym puchu dnia codziennego! Nie wiem, jak długo krzyczałam w euforii, ale wyraz twarzy mamy, która wpadła do pokoju, w jednej ręce trzymając ścierkę, a w drugiej garnek, z którego wysypywały się ziemniaki, śmiem twierdzić, że takiego okrzyku nie powstydził by się Atylla. Szybko podbiegłam do mamy, chwyciłam ścierkę i kręcąc nią jak lassem, odtańczyłam dziki taniec radości. Nie mogłam uwierzyć, że to właśnie mnie, zwyczajną uczennicę mazurskiej szkoły, szczęście raczyło "kopnąć w tyłek". Potem niestety było mniej ciekawie. Szczepienia, dokumenty, itp. Oczywiście musiałam jechać z kimś dorosłym, co szczerze mówiąc nie bardzo mi pasowało, ale byłam skłonna do poświęceń. Oj byłam. Właśnie! Przecież nie powiedziałam jeszcze, gdzie dobry los zechciał mnie wysłać. Otóż miałam się udać do Gwatemali. W gęstwinie dżungli, w rejonie Peten, leży Tikal, miasto zmarłych, jedno z najpotężniejszych miast Majów! O rany, wszystko jednym tchem! Ale wracając do podróży. Gdy już wszystko było załatwione, walizki spakowane, a ja siedziałam w samolocie, dopiero wtedy odważyłam się odetchnąć głębiej bez obawy, że zdmuchnę "bańkę mydlaną". Sam lot, wiadomo, nadmiar bąbelków i orzeszków ziemnych może zemdlić nawet Bruce'a Willisa, a co tu wspominać o nastolatce, która w dodatku po raz pierwszy leci samolotem. Starałam się jednak zatrzymać nieuchronnie zbliżające się ku opuszczeniu mojego żołądka orzeszki, myśląc o tym, co czeka mnie po wylądowaniu. Gdy samolot zbliżał się do lądowania, a ja

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%