Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 13 min czytania

Smutek mieszka pod podłogą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dziewczynka nie miała pojęcia, kiedy w piwnicy jej rodziców zamieszkał Smutek. Pamiętała za to dokładnie datę ich pierwszego spotkania.

Poniedziałek Głośno przełyka ślinę, kiedy dzwoni szkolny dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Pakuje do plecaka metalowy piórnik w niebieskie kółka, koślawo podpisane podręczniki i drugie śniadanie, które jak zwykle zakończy swój krótki, acz burzliwy żywot w jednym z brudnozielonych pojemników na śmieci jakieś trzy skrzyżowania przed domem. Pośpiech jest jak najbardziej uzasadniony, ale przez niego zacznie się TO. Być może nie spotkałaby Smutku, gdyby na krótkiej przerwie przed matematyką nie wypiła całej butelki wyjątkowo smacznego soku bananowo-porzeczkowego, który tak lubiła. Być może, gdyby go nie wypiła nie myślałaby przez całą lekcję tylko o tym, żeby jak najszybciej iść do toalety. I być może nie wybiegłaby jako pierwsza z zaskakująco czystej klasy i nie wpadła na starszą od siebie dziewczynę, której być może nie wypadłyby, wtedy z ręki cztery ukryte w niej papierosy. Być może...

Wie, że musi uciekać przez salę chemiczną, która znajduje się na parterze zaraz koło pokoju nauczycielskiego i jest jedyną salą z zepsutym zamkiem. Robi tak, bo za półprzeźroczystymi drzwiami, którymi wybiega się na podwórko czeka jak najbardziej wyraźna, żądna zemsta dziewczyna i jej koleżanki, które nie mają zamiaru wybaczyć wezwania rodziców, a przede wszystkim straty wyjątkowo smukłych papierosów mentolowych. Z na wpół rozpiętym plecakiem przeskakuje po parę schodów zdając sobie sprawę, że straciła bezcenne sekundy w klasie. Być może, gdyby pani z polskiego nie zakrztusiła się podczas dyktowania pracy domowej, a obcięty na jeża chłopak z drugiej ławki nie jąkał się przy odpowiedzi to wszyscy wyszliby nieco wcześniej i... Być może...

Korytarz zawsze jest zaniedbany, ale nie pamięta, żeby był taki długi. Pędzi jakby gonił ją sam diabeł i trochę tak właśnie się czuje. Rysunki na ścianach rozmazują się w niewyraźne plamy. Dopada do klasy, drzwi ustepują pod jej małymi dłońmi. Nie zamyka ich, nie ma czasu, przepycha się między porysowanymi ławkami i rozstawionymi niedbale niskimi krzesłami o niewygodnych, zielonych obiciach. Okno jest wysoko, wspina się by je otworzyć. Nie ogląda się za siebie, skacze. Turla się po suchej trawie, paru niedopałkach i niebezpiecznie blisko psiej kupy. Zamyka oczy, chce odetchnąć z ulgą. Chwilę spokoju przerywa siarczysty cios w policzek. Stoi nad nią dziewczyna-od-papierosów i już wie, że tego dnia nic nie będzie takie jak miało być. Być może, gdyby odważyła sięgnąć po odchody, w które mało co nie wpadła i wlepić je swojej oprawczyni we włosy to Smutek nigdy by się nie pojawił w jedynym kącie piwnicy, do którego nie docierało światło. Być może...

Trzydzieści uderzeń i sześć sińców później siada na łóżku w swoim pokoju, opada na poduszkę i zaczyna szlochać. Nie płakała kiedy pięści okładały jej delikatną buzię ani kiedy paznokcie znaczyły czerwone ślady na jej podbrzuszu. Nie uroniła jednej łzy nawet wtedy kiedy dziewczyna-od-papierosów zabierała jej wydzierganego z szarej nici małego pieska i wsadzała sobie do czerwonej torebki godnej rasowej kurwy, a nie nastolatki. Maskotka zniknęła, a ona nigdy jej już nie dostanie i wtedy po raz pierwszy w życiu umiera jakaś mikroskopijna część jej samej. Słyszy jak woła ją tata. Podbiega do lustra, ociera łzy. Siniak pod okiem ciemnieje, ale trochę pudru może go zakryć. Zbiega na dół, rodzice proszą ją o butelkę wina. Zgadza się, myśli, że w piwnicy trochę się ubrudzi, a wtedy obrażenia będą mniej widoczne. Jest bystra jak na swój wiek. Być może, gdyby jej rodzice nie przepadali za winem to nie nie wpadliby na pomysł małej piwniczki znajdującej się trzy kroki od kuchni i jakieś siedemnaście od potężnego telewizora. Być może jej ojciec nie poprosiłby jej, żeby przyniosła wino leżące bardzo blisko lampy, która często gasła, bo tak naprawdę była zepsuta, ale mama upierała się, że to dlatego, że tam straszy. Być może...

Drewniane schody trzeszczą pod jej stopami. Przypomina sobie, jak kiedyś, dawno temu, bała się tego miejsca. Uśmiecha się na to wspomnienie, w końcu teraz jest już duża. Nagle słyszy skrzypnięcie bujanego fotela, lampa migocze jakby cień zaczął tłumić światło, a dziewczynka dostrzega coś, co od tej chwili zacznie nazywać Smutkiem. Nie zastanawia się skąd przychodzi jej na myśl to imię ani w jaki sposób dojrzała coś, co nie miało kształtu. W końcu w najciemniejszym rogu stoją tylko stare graty- wyblakłe wspomnienia przeżytych lat. I Smutek pojawił się w pustych miejscach między nimi. Nie wiadomo czy zaistniałby, gdyby ktoś postawil album ze zdjęciami pod krzesłem z krótszą nogą i wyrzucił połamaną gitarę leżącą na przebitej piłce do koszykowki. Być może był tam zawsze i czekał tylko jak odwiedzi go ktoś, kto będzie odczuwał naprawdę duży żal. Ale tego dziewczynka nie wie. Zamiast tego robi coś, co nigdy nie przyszłoby do głowy żadnemu dorosłemu. Wita się z nim. Kładzie przykurzoną butelkę z czerwonym winem i siada, wpatrzona. Usta ma zamknięte, ale Smutek wie już wszystko i sprawia, że dziewczynka zaczyna odczuwać przyjemną obojętność. Nie kończy, woła ją mama. Zanim wychodzi wyciąga przed siebie ręce i robi z nich kwadrat, a między bokami siedzi Smutek. Wkłada jego przestrzeń do swojej kieszeni i odwraca się. Gdy siada przy stole nikt nie zauważa jej siniaków, bo rodzice patrzą na swoje dzieci jeszcze rzadziej niż z nimi rozmawiają. Być może, gdyby byli inni nie czułaby cały czas ogromnej potrzeby wrócenia do mroku. Być może, gdyby zauważyli, że jest osowiała i nieswoja to nie czułaby tak wyraźnie brudnego ciężaru w swojej kieszeni, który musiała nieść zupełnie sama. Być może...

Wtorek Budzi się w środku nocy. Drzwi do jej pokoju są uchylone, w powietrzu czuć oczekiwanie. Dziewczynka wychyla się z łóżka, sprawdza czy pod łóżkiem są jakieś potwory i rusza w kierunku korytarza. Liczy kroki, dzięki temu nie myśli o tym co może czaić się w szufladach i starej szafie ze strasznym, przydymionym lustrem. Staje za drzwiami i wychyla się. Tak jak dzień wcześniej, przełyka głośno ślinę. Patrzy w czerń. Czerń oczu swojego szarego pieska. Podnosi go i wraca szybkim krokiem do łóżka. Spogląda na niego i zaraz zasypia, zupełnie spokojna. Być może, gdyby była świadoma jeszcze przez chwilę to zauważyłaby smugę czarnego powietrza unoszącą się z pyszczka…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Smutek mieszka pod podłogą — czytnik · opowiadania