Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

śniadanie na trawie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Deszcz przestał padać. Czułem to wyraźnie. Przez chwilę jeszcze wpatrywałem się w obraz Lotreca i skierowałem się ku bocznemu wyjściu z National Galery. Zastanawiam się, dlaczego spędzam przy nim zawsze tyle chwil. Dziewczyna, źle czuła się w pałacu. Po upojnej nocy spędzonej ze mną błąkała się po nieskończonych schodach ukrytych we wnętrzu zaprojektowanej na moje zlecenie budowli. Minąłem wiecznie znudzone portierki, by ukryć się we wnętrzu luksusowego Rolce-Royse’a. Kierowca zawsze nazywa się Jan. Dziś trudno o wykwalifikowanych Anglików czy Szkotów, więc tym razem jest to Jean Paul – francuz. Poprzednio był nim Polak. Oczywiście Jan. Miły, ale mówił zbyt dużo. Ja nie lubię jak ktoś zakłóca mi poranne spacery. Poprosiłem agencję o innego. - Tu proszę, Pani. Milord niedługo wróci. Poszła za nim bez słowa skargi. Kąpiel była gotowa. Zamknęła się, a po zrzuceniu ubrania zanurzyła w wielkiej wannie. Piana pachniała kwiatami. To był mój ulubiony zapach. Poruszaliśmy się dostojnie po znanych mi ulicach Londynu. Jean Paul prowadził płynnie sunącą niczym królewski jacht limuzynę. Dobrze, że nie mówi nic nie pytany. Ludzie mówiący zbyt wiele bywają bardzo niebezpieczni. Mogą przez przypadek wyjawić największe tajemnice. A mój sekrecik wart był dyskrecji. Wyszła. - Proszę za mną. – stary służący ceremonialnie pokazał jej drogę. - To portret starego hrabiego. Nie uważa Pani, że sir Robert jest do niego uderzająco podobny. - Tak. Niesamowite podobieństwo. - Sir Robert będzie za chwilę. Polecił, aby przygotować baraninę w sosie miętowym. Czy Pani, życzy sobie to samo, czy ma Pani raczej ochotę na jakiś inny specjał. - Nigdy nie jadłam baraniny w sosie miętowym, więc chętnie skosztuję. - Jakąś przekąskę. - Nie, dziękuję. Poczekam na sir Roberta. - Dlaczego przyjechałeś do Londynu – spytałem Jean Paula. - Ciekawość milordzie. Człowiek zawsze szuka przygody. - Czy we Francji również byłeś kierowcą. - Nie pracowałem jako dziennikarz. - A teraz? - Skończyłem z tym. Zbierałem materiały o jednym z ważnych polityków i próbowano mnie zastrzelić. Ja przeżyłem, ale moja narzeczona zginęła. Potem, już wszystko nie maiło sensu. Uśmiechnąłem się. Znam ten typ. Kiedyś będzie znowu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
śniadanie na trawie — czytnik · opowiadania