Akcja · 21 min czytania
Snieżyca 1x03
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
3.
Okłamała go. Nie była modelką. Pewnie nawet nie nazywała się Isabel. Ale jak sama przyznała skłamała, po to by go chronić. By tamci nie zrobili mu krzywdy. Ale dlaczego, była taka nieostrożna. Dlaczego pozwoliła mu na to wszystko wiedząc, czym to się może skończyć. Dlaczego szukając pomocy, nie wyjaśniła mu wszystkiego wprost, w końcu znajdowali się sam na sam. Nie potrafił jej zrozumieć. Biegł teraz rozważając wszystko dokładnie w myślach. Co się tam teraz dzieje – pytał nerwowo. Z tego co już zrozumiał, ewidentnie wyglądało to na porwanie. Dziewczyna gdyby tylko mogła uciekła by od tych ludzi jak najdalej. Przetrzymywali ją siłą wbrew jej woli ale po co ? Kim byli. Na pewno nie ochroną z Agencji. Na pierwszy rzut oka widać, że to świat przestępczy, pełną gębą. Przypomniał sobie z jaką nienawiścią traktowali kobietę. Jakby była kimś gorszym. Przypomniał sobie dokładny widok pistoletu. Narastał w nim coraz większy strach i niepokój. Musi się jakoś z nią jeszcze skontaktować, by dowiedzieć się czegoś więcej. Po co ci coś więcej, to co widziałeś to za mało ? – skarcił się w myślach. Szukał wymówki by odwlec to co chodziło mu po głowie. Wiedział, że jeśli się zdecyduje wepchnie palce między drzwi a futrynę. A może jest ekskluzywną prostytutką porwaną do innego burdelu – pytał sam siebie – Nie, to niemożliwe. Nie pasuje do niej ten wizerunek. Rozmawiał z nią: takie rzeczy się wyczuwa. Sprawiała wrażenie wyjątkowo wrażliwej i czarującej młodej kobiety. Jedno jest pewne. Ktoś trzyma ją z dala od wszystkich wbrew jej woli. Mężczyźni gotowi byli zabić w razie jakichkolwiek problemów. Przypomniał sobie fragment o Bratysławie. Coś okropnego musiało się tam wydarzyć. Kobieta na pewno nie chciała powtórki. Podejrzewał, że wciągnęła kogoś nieświadomego w swoje problemy i tamci go bezlitośnie zabili. Dochodził do baru i nagle go olśniło. Nie będzie, nawet sprawdzał, czy jego teoria jest poprawna, dowie się później. O ile będzie jakieś później – dodał sceptycznie w duchu. Pchnął stanowczo drzwi do kuchni, a w głowie kłębiła się myśl o handlu młodymi kobietami, o którym teraz tyle się słyszy. Porywane i sprzedawane wbrew swojej woli do domów publicznych w całej Europie, a później bite i zmuszane do prostytucji. Zaczął oswajać się z myślą o nieuchronnej walce na śmierć i życie.
Rozejrzał się pobieżnie po pomieszczeniu. rondle szafki, kilka brudnych jeszcze talerzy. Po chwili dostrzegł sylwetkę Joachima skuloną gdzieś przy szafce z przesłonięta głową. Podszedł bliżej stając na środku. Joachim wstał. Z początku zdziwił się na widok mężczyzny, ale po chwili jego twarz przybrała tę samą maskę obojętności co wcześniej. Czekał, aż tamten coś powie. - Słuchaj chłopcze musisz mi pomóc – zaczął - Na pewno pamiętasz, tych ludzi którzy przyjechali po południu, gdy zerwała się wichura. Śliczna dziewczyna z dwoma podejrzanymi łysymi typami – Rozumiesz o kim mówię ? – wpatrywał się nerwowo w chłopca. Tak pamiętał ich. Wiedział, że coś jest nie tak, jak tylko podawał im kolację do stolika. Zdradzał ich wzrok, chociaż próbowali zachowywać się naturalnie. Nie robiło to na nim jednak wrażenia. Nie jego życie nie jego sprawy. - Powiedz coś, skiń chociaż głową, że wiesz o kim mówię – mężczyznę irytowała ta cała sytuacja z postawą chłopca. Ten po chwili skinął głową. - Dobrze – dobrze – odparł cicho kierując wzrok na ziemie. Przetwarzał myśli, starając się ułożyć jakiś plan działania. - Widziałem jak tą dziewczyną torturowali i bili w pokoju. Została porwana rozumiesz ?? – Przetrzymywana przez tych ludzi wbrew swojej woli. Chłopak nie wykazał żadnej reakcji jak tylko gapiąc się tempo. Nie, no jak grochem o ścianę – wzburzał się coraz bardziej Tomek. Co jest z tym człowiekiem nie tak. Czemu ludzie są tacy obojętni ? Nic tu z nim nie zdziała. Jest zdany sam na siebie. Fakt ten oblazł go jak zimny wicher jeszcze godzinę temu. Drgały mu wszystkie mięśnie. Niepokój narastał ciągle w środku. Wrócił po chwili do obecnej sytuacji. - Wiesz czym przyjechali ?? – zapytał w nadziei Chłopak machinalnie obrócił głowę w stronę tylniej części kuchni. Mężczyzna dostrzegł drzwi. Zerknął na chłopca omijając go pośpiesznie. Nie namyślając się długo pociągnął za klamkę.. Wiatr nie uderzył go w twarz. Przynajmniej nie na tyle mocno co ostatnim razem. Wichura ustawała. Śnieg sypał małymi płatkami. Mężczyzna spoglądał teraz na niewielki parking usytuowany na tyłach budynku. Po środku stał czarny przysypany śniegiem Land Rover FreeLander, a po prawej równoległe do budynku stary dostawczy Truck. Zastanawiał się czy i jakby mógł wykorzystać ich samochód. Gdyby ogłuszył któregoś z zaskoczenia, jak próbował tego wcześniej zabrałby kluczyki, złapał dziewczynę i odjechał jak najdalej. Wszystko trwałoby kilka sekund. Może się zdarzyć jednak, że to drugi mężczyzna będzie miał przy sobie klucze, a jeśli załatwi ich obu nie będzie konieczności uciekać. Spojrzał na ciemny las rozpościerający się na całym jego widnokręgu. Wyrwie dziewczynę z zaskoczenia, i wpadną do lasu. Przez myśl przeszła mu szalona ucieczka w ciemnościach, i dzika pogoń. Wcześniej i tak należałoby załatwić z zaskoczenia jednego z nich. Plan wydawał się dobry. Nie ma szans by pośród takich ciemności ktoś zdołał ich odnaleźć, a nawet jeśli któryś natychmiast ruszy za nimi w pogoń, są bardzo duże szanse, że zdołają uciec. Zastanowił się jeszcze raz nad planem działania. Przypomniał sobie teraz o Joachimie kobiecie i starszym małżeństwie. Najgorzej jeśli zdenerwowani do granic możliwości mężczyźni w napadzie szału zabiją kogoś z pensjonatu. Na przykład, gdy dorwą i przyprą do muru Joachima, który na pytanie, „w którą stronę uciekli!!”, nie będzie chciał nic odpowiedzieć. Zamknął drzwi i obrócił się. Joachim stal na środku patrząc na niego. - Powiedz mamie, żeby się schowała. I sam najlepiej też gdzieś się ukryj – zwrócił się do chłopca. - Najlepiej w piwniczce – dodał. Joachim wiedział, że jego mama już tam jest. Ojciec właśnie tam zmarł i od tamtego zdarzenia kobieta schodziła wieczorami na dół i po prostu siedziała, zapalając czasem świecę i wpatrując się w zdjęcie małżonka. - Zrozumiałeś ?? – rzucił Tomek, wpatrując się w chłopca. Podenerwowanie udzielało mu się już na najwyższych obrotach. Skinął głową. - Dobrze, idź do niej. - Gdy już będzie po wszystkim znajdę Was. Chłopak pojął wszystko co przekazał mu mężczyzna. Odstawił rondel i udał się, tak jak mu nakazano. Gdy Tomek został sam rozejrzał się raz jeszcze pośpiesznie po kuchni. Przyszedł po nóż, ale tak naprawdę nie cierpiał ich. Nie wyobrażał sobie by mógł kiedyś zadać komuś ranę kłutą. Miał wstręt do igieł wbijanych w żyły, noży i wszystkiego co można wbić głęboko w ciało człowieka. Przeszedł go dreszcz. Wzdrygnął się na samą myśl. Nie wyobrażał sobie jak kiedyś ludzie mogli pojedynkować się na szable i miecze. Poza tym nie chce nikogo zabijać, tylko porządnie ogłuszyć. Pomyślał o wałku do ciasta. Nerwowo i z impetem wysuwał kolejne szuflady. Najróżniejsze przedmioty dźwięczały wpadając na siebie. Najróżniejsze tylko nie wałek. Przez chwilę pomyślał o patelni. Nie no bez przesady, potrzebuje czegoś zgrabniejszego. Jest ! Nie wiedział jak to nazwać. Wiedział natomiast do czego to mniej więcej służy. Ugniata się tym ciasto – myślał trzymając w dłoni drewnianą rękojeść zakończoną okrągłą gulą. Tak w sam raz. Małe, poręczne, a zarazem bardzo niebezpieczne. Wsunął za pasek chowając pod sweter i wyszedł ostrożnie z kuchni. Musi być czujny i rozważny. Na jadalni nikt nie przebywał. Starsze małżeństwo przesiadujące tu wcześniej najwidoczniej znajdowało się już w swoim pokoju. Sytuacja była napięta. Tomek nie wiedział co tak naprawdę wydarzy się w przeciągu kolejnych kilkunastu minut. Wielki żyrandol nie świecił już tak jasno jak wcześniej. Paliły się 2/3 z żarówek. Otaczała go pustka i cisza. Spojrzał na obrazy zwierząt i wielkie poroża wiszące nad głównym wejściem. Podobały mu się. Wyobrażał je sobie jako oznakę siły i odwagi zwierzęcia, które je nosiło. Porażały go i wprowadzały w dziwny nastrój. Napiął wszystkie mięśnie i rozluźnił. Wziął głęboki oddech. Po chwili skierował się w stronę schodów. Zamknie się w swoim pokoju, i będzie nasłuchiwał tak długo jak będzie trzeba. Poczeka na dogodną sytuację. Może nawet wyrwie jednemu broń i wparuje do ich pokoju ? Oswoił się z myślą, że wszystko, może się już zdarzyć. Wstąpił cicho na pierwszy schodek, potem na drugi i trzeci. Nagle zatrzymał się. Usłyszał skrzypienie desek. Ktoś szedł ociężale korytarzem w stronę schodów. Zszedł jak najszybciej chowając się za balustradę z jej lewej strony z tyłu schodów. Czekał Serce przyśpieszyło gwałtownie. Czuł niepokojący w duszy ciężar. Zerknął na ścianę po prawej. Drzwi. Pewnie od jakiegoś schowka – pomyślał. Wrócił wzrokiem przed siebie. Mężczyzna schodził właśnie po ostatnich stopniach. Nie dostrzegł zaczajonego Tomka. Przeszedł nieświadomy o czychającym zagrożeniu. To ten, co trzymał się z boku, w czasie gdy jego kompan przesłuchiwał i wydzierał się na kobietę. Czyli to już ta chwila. Teraz się zacznie. Nie był na to tak naprawdę przygotowany. Nie pamiętał kiedy ostatnio szarpał się z jakimś człowiekiem. Co więcej - tego miał unieruchomić. Mężczyzna skierował się w stronę lady. Stał chwilę. Tomek chciał już wyjść, w momencie, gdy ten zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Schował się z powrotem błyskawicznie. - Je tu kdo ? – rzucił ciężkim podniesionym głosem. Cisza. Tomek miał nadzieję, że nie wyjdzie za chwilę Joachim. Że zrobił to o co go poprosił. Mężczyzna zbliżył się do baru, oparł rękami o ladę i wychylił próbując coś dojrzeć przez lekko uchylone drzwi do kuchni. - Je byt hladovy ! – rzucił w przestrzeń. Tomek nie czekając dłużej, wyskoczył z kryjówki kierując się szybko w stronę swojej przyszłej ofiary. W ręku trzymał już swego rodzaju pałkę - Zjedz to – syknął przez zaciśnięte zęby, biorąc z rozpędu głęboki zamach – He ? - mężczyzna dosłyszał słowa i w momencie gdy się obracał, dostał z całej siły gulą prosto w szczękę. Kilka zakrwawionych zębów poleciało po ladzie, spadając za bar. Jeden nawet wystrzelony jak z procy trafił nieco wyżej w butelkę Malibu, sygnalizując to dźwięcznie. Słowak runął na stołki, taranując je doszczętnie. Poruszył głośną lawinę stuków, trzasków i ogólnego hałasu przewracających się krzeseł Po kilku sekundach wszystko ucichło. Tomek miał nadzieję, że ten z góry tego nie dosłyszał. Raczej to niemożliwe. Położył na…