Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 10 min czytania

SOCHER

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Socher

"Niektórym interesom sprzyja znalezienie prawdy, innym jej niszczenie" Erich Fromm

Wstęp _____________________________________________ Socher -hebr.- średniowieczny kupiec, który podróżując po świecie oferował przenajróżniejsze towary. Często zjawiał się na chwilę, a potem znikał bez śladu. To opowiadanie jest wytworem wyobraźni. Nie jest dla tych, którzy zbyt twardo trzymają się swoich żelaznych zasad (lub jakichkolwiek reguł). Chyba zdecydowanie odbiega od wszystkiego. Nawet bardzo. Dla Natali, w której cenie pewne wartości. I takie które nigdy nie umierają. Fakier _____________________________________________

Wyglądało na to, że on, czyli sam w sobie stanowił pewną całość. To tłumaczyłoby wiele - bardzo wiele, – ale nie na, tyle, aby ktoś mógł go „rozszyfrować”. Tak naprawdę wszyscy go znali, a może tylko tak im się wydawało. W rzeczywistości był dla nich tajemniczym panem Rupem, który pewnego dnia zjawił się w niewyjaśnionych okolicznościach i niewiadomo skąd. Równie tak jak pewnego dnia zniknął. Ale w przeciwieństwie do nich on ich znał…

Folio _____________________________________________ Piękny widok – nie uważasz.

Morze i zachód słońca, słońce i woda. Dla mnie to wszystko, co mam. Czasami zastanawiam się, co takiego jest w pewnych rzeczach, że ludzie do nich lgną. Jak idiotyczne myszki, którym wysypano truciznę, a one myśląc, że to kolejna zdobycz – zjadają ją. Zupełnie idiotyczne. Ludzie są zupełnie bezużyteczni, a ten cały świat jest przecież ich wytworem. Ale wiesz, co jest w tym najzabawniejsze? To, że sami zgotowali ten los. Mają to, co sobie stworzyli i to, na co zasłużyli … tylko nie rozumiem jednego – właściwie, na co oni narzekają … A może zatrzymałbyś się na chwilę? Ach tak nie masz czasu … rozumiem Cię. Dzisiaj nikt nie ma czasu. I masz zupełną rację. To czas ma nas. Ale może jednak znalazłbyś chwilkę dla mnie.

To … jest jak życie. Tak zdecydowanie jak ludzkie życie. Najbardziej zwyczajne, wręcz przeciętne. Ale to właśnie, dlatego jest prawdziwe. Nie udawaj, że nie słyszysz. Nie obracaj się rozmyślając, kogo mam na myśli. Ciebie, ciebie i ciebie – każdego z was. Nikt nie jest „gwiazdą”, a szczególnie nie ty. Uznaj to za komplement (albo coś w rodzaju przejrzenia na oczy). W każdym bądź razie czuję, że mogę tobie zaufać. Wiesz już z daleka Cię poznałem. Widziałem jak tędy szedłeś. Wiem, że idziesz do nikąd, że wybrałeś się na taki „samotny spacerek”. To jest dobre dla tych, których coś trapi. Dla tych, którzy mają jakiś problem. Ty na takiego nie wyglądasz. Zaufaj mi-ja się znam na ludziach. Chciałbym być z Tobą szczery, więc muszę ci coś powiedzieć. Wiedziałem o wszystkim. Wiedziałem, że tutaj cię spotkam. Skoro przyszedłeś może przysiadłbyś się do mnie. W zasadzie mam do ciebie małą sprawę. Ale niech to będzie nasza wspólna tajemnica. Nie chcę, aby się ktoś o tym dowiedział. I tak naprawdę nie tylko o tym. Najlepiej będzie jak mnie wysłuchasz, a potem o wszystkim zapomnisz, dobrze? Proszę usiądź o tu na ławce. Nie bój się. Bliżej…

Socher z Gotland___________________________________ Zapach dojrzałego zboża. Widok żółtych kłosów, które szumiały z każdym najmniejszym powiewem ciepłego wiatru. One zawsze przypominały mi lato w 1982 (…)

Położył się na zbożu. Delikatne szkieleciki uległy ciężarowi jego ciała. Łagodny szum pobudzał zmysły. To było lepsze niż jakikolwiek odpoczynek od cholernego codziennego życia. Zamknął oczy. Czarny obraz z każdą upływającą sekundą przeobrażał się w coś przypominające kolorowy ekran na, którym był wyświetlany właśnie jakiś film. Ale on oczywiście się na niego spóźnił… Szedł drogą wiodącą przez pola zboża. Sine niebo było czymś w rodzaju drugiego elementu do rozlewającej się w całości żółci. Było bezchmurnie. Coś tu mu nie pasowało. Nie, tak naprawdę to wszystko zbyt dobrze pasowało. Wiedział, że zna to miejsce – tak dobrze jak te, które się, na co dzień widzi, – ale jednak nie bardzo wiedział, o co w tym wszystkim właściwie chodzi. Co do cholery jest grane? To musi być jakiś głupi żart. Widział jak niska, ciemna sylwetka idzie dość szybkim krokiem niosąc w ręku jakąś niewielką rzecz. Szedł bardzo rytmicznie tak jakby jego kroki były efektem długotrwałych ćwiczeń w szybkim chodzie. Przyśpieszył.

Miał dziwne wrażenie, że oni go śledzą. Był niemal pewien, że ktoś idzie za nim tylko po to by go dopaść. Tak... Oni go wkrótce dopadną i zabiorą mu Ją. NIE! NIE! NIE! – Jakiś wewnętrzny głos wykrzykiwał, po chwili milkł, ale wracał i znów słyszał głośny krzyk – ona należy do ciebie. To twoja własność, nie pozwól, aby oni ci ją zabrali.

Tak, ten głos miał zupełną rację. Ona jest moja, moja! Należy do mnie. Rozumiecie, do mnie. Nie pozwolę jej skrzywdzić. Palce lewej dłoni mocno zacisnęły się tworząc coś w rodzaju silnego uścisku.

Było bardzo gorąco.

Wąską ścieżka zanikła. Przez spocone ciało przebiegały zimne dreszcze. Mimo upału czuł chłód, który momentami z lodowatymi uderzeniami trafiał mu w głowę. Czuł jak powoli opada z sił, zupełnie tak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%